1. Porządek i Prawo
(1)
Ogół zasad, Boski Porządek jest w Bogu, w Logosie, czyli w rozumie przenikającym świat.
(2)
Doświadczenie porządku polega na kontemplacji świata, którym rządzą prawa, doznaniu jego harmonii. To bardzo pierwotne doświadczenie, daleko wcześniejsze niż zrozumienie, czym są prawa. Jest dostępne każdemu człowiekowi.
(3)
Porządek i jedność świata to doświadczenia ze sobą powiązane. Logos wiąże wszystkie elementy Kosmosu w jedność. Na całym świecie mity kosmologiczne, często używając symbolu drzewa kosmicznego, opisywały świat jako jednolitą strukturę, zazwyczaj trójdzielną (niebo, kraina umarłych i ziemia żywych). Takich symboli było znacznie więcej, jak choćby sfinks powstały z połączenia trzech światów: orzeł z nieba, lew z ziemi i wąż z podziemi. Z czasem dołączono interpretacje filozoficzne, takie jak Dike, Kosmos, Nous, Ma’at, Tao, Dharma i wiele innych.
(4)
Święty porządek świata
Dzisiejszym ludziom trudno wyjaśnić sprawy dotyczące Prawa. Temat ten wywołuje odruch ucieczki powiązany z bolesnym skojarzeniem kar wynikających z funkcjonowania praw. Obecne czasy, gubiąc prawdę o Bogu, zagubiły też poczucie obowiązku, a wraz z nim poczucie honoru. Ten upadek cywilizacji i kultury wyraża się w dziecinnej niechęci do prawa, znamionującej niedojrzałość. Pokazuje to, jak bardzo odpadliśmy od naturalnego człowieczeństwa i jak zaprzepaściliśmy dorobek duchowy przeszłych pokoleń. Świat ludziom współczesnym wydaje się jedynie przestrzenią zaspokajania potrzeb, wielkim supermarketem, z którego bez granic można brać, brać i brać, a wręcz wydzierać przemocą. Świat rozumiany nie jako otaczająca nas fizyczność, ale jako ogół wszystkiego, więc także drugi człowiek, Bóg, sfera ducha. Za wszelką cenę chcemy posiadać jak najwięcej; zachłanność i żądze pochłaniają naszą uwagę. To jest kultura śmierci, w której nawet życie człowieka poświęca się dla zabawy i zachcianki, jak kiedyś na ołtarzu Molocha. Nie mówiąc o pomniejszych wartościach. W takim klimacie „duchowym” żyjemy, więc każdemu z nas, siłą rzeczy, trochę z tego się udziela.
Nie tak patrzyli na świat ludzie myślący w sposób naturalny, pierwotny, ludzki, którzy czynili podwaliny umysłowe i duchowe wielkich cywilizacji. Dla pierwotnie religijnych ludzi w wielu ich kulturach świat był przestrzenią powinności. Uważano wręcz, że spełnianie obowiązków stanu oraz sakralnych utrzymuje go w całości, a lekceważenie praw boskich doprowadzi do jego zawalenia się i zniszczenia. Człowiek przez cnotliwe życie uczestniczył w podtrzymaniu istnienia Kosmosu. Świat był przeniknięty jakąś Prazasadą. Obserwowano, że ludzkie cnoty/ zalety i wady w istocie dają się sprowadzić do jednej wielkiej zalety lub upadku. Ta wielka cnota człowieka stanowiła jego udział w Zasadzie świata. Dodajmy, że cnota/zaleta to utrwalona skłonność do zachowań zgodnych z porządkiem świata.
Prazasadę, porządek świata postrzegano jako boskie. Porządek świata jest święty, a udział w nim polega na uczestnictwie człowieka w bóstwie, na przebóstwieniu. Grecki mędrzec doskonale uczestniczący w świętym porządku przyrównywany był do bogów, miał być jakościowo tym samym, ale mniejszy co do skali. Bogowie sterowali światem, a mędrzec – swoim życiem. Jak jednak powiadano, była to tylko różnica, niczym między wielkim okrętem a małą łódką, przy czym umiejętność obierania kierunku okazała się przecież ta sama.
Ludzie pierwotni bali się niszczenia tego porządku. Wymyślali mity o walącym się na głowy niebie, o potopie albo o innym sposobie zniszczenia oblicza świata, jeśli ludzie będą lekceważyli jego ład. Także biblijna nauka łączy cnotę i niewinność z zachowaniem porządku rajskiego. Wynika z niej, że grzech doprowadził do zagłady w potopie. Do tego przekonania nawiązuje C.S. Lewis w swoich Opowieściach z Narni. W pierwszym tomie utworu Aslan musi wydać na śmierć zdrajcę, bo inaczej Narnia zapadłaby się w jezioro ognia. Grecki Kosmos, Logos, chińskie Tao, egipska Ma’at to już zaawansowane interpretacje kultowe i filozoficzne tego archetypicznego i właściwego wielu ludziom przekonania.
Co to jest wspomniany porządek święty? Składa się z norm, czyli właśnie Prawa. Prawo bowiem to ogół norm, czyli zdań warunkowych określających sposób zachowania w danej sytuacji. „Jeśli (będziesz w danej sytuacji), to powinieneś zrobić (właśnie to)”. Nakaz lub zakaz to jest prawo. Ostatni element normy prawnej stanowi kara za odstępstwo, która jednak (rozumiana jako tzw. norma sankcjonująca) nie odnosi się do działania człowieka w danej sytuacji, ale warunkuje działania kogoś, kto sprawdza, jak ludzie postępują, i jest gwarantem Porządku. Jak widać, w porządku prawa musi być ktoś, kto go dopilnuje. Ten ktoś jest od początku także związany prawem. Możemy to zauważyć na przykładzie historii zbawienia. Dobry Pan Bóg, komunikując pierwsze prawo Adamowi i Ewie (nie jedzcie z tego jednego drzewa, bo pomrzecie), zawarł w swoim nauczaniu wszystkie te elementy. Zapowiedział również, że ludzie, łamiąc prawo, stracą wszystko to, co przed chwilą otrzymali, czyli życie. Z wykonywaniem Boskiego Prawa związana jest obietnica (przeciwieństwo kary), co wielokrotnie widzimy w Księdze Powtórzonego Prawa.
Pojęcia te: święty porządek, prawo Boże, obowiązek, powinność, moralność, etyka są tym samym, gdy odniesiemy je do człowieka, który je wykonuje. Stanowią zakazy i nakazy warunkujące postępowanie ludzi. W tym najszerszym rozumieniu można dodać jeszcze pojęcie bardziej subtelne, czyli harmonię. Zachowanie porządku Boskiego przynosi też pokój na ziemi. Ludzie zaczęli ze sobą walczyć, gdy zlekceważyli ten porządek.
Cała ta sfera myślenia człowieka to tzw. sfera powinności. Należy ją odróżnić od sfery odnoszącej się do tego, co jest (ontologii). W umyśle człowieka obserwacja i sfera istnienia, bytu odnoszą się do tego, co już było. Konstatacja i obserwacja zawsze następują po zauważeniu czegoś. Z kolei sfera powinności odnosi się do przyszłości, określa dalsze kroki. Wpływ prawa na przyszłość człowieka wiąże się ze skutkami jego zachowania lub złamania (obietnica otrzymania łaski lub zagrożenie czegoś odebrania – kara).
Inne pojęcia związane ze sferą powinności to wartości i dobra chronione oraz dobro i zło. Dobro to postępowanie człowieka zmierzające do uzyskania czegoś więcej, niż ma poprzez naturalne zyskanie zapisanych w porządku świata pożytków (np. dobra uprawa ziemi przynosi plony) lub w wyniku nagrody pochodzącej od Boga zapowiedzianej Jego obietnicami. Z kolei zło stanowi utratę czegoś, zmarnotrawienie, a wynikowo również karę, która też jest utratą. Doskonałe Boże Prawo uprzedza nas swoimi zakazami przed złem, a popycha do dobra.
Jeśli sięgniemy głębiej w istotę praw, zauważymy, że prawa chronią to, co jest uznaną w ich porządku wartością. Mówiąc językiem prawniczym, wartości, dobra chronione stanowią przedmiot refleksji działu myślicielstwa nazywanego aksjologią. Rozważania o wartościach stanowią więc początek refleksji o prawach. Aksjologia jest w istocie początkiem myślenia normatywnego i powinnościowego. Nie ma między nimi rozróżnienia, są to bowiem tylko różne ujęcia tej samej sfery.
W praktyce wieczne Boskie prawa określają, co jest dobre, a co złe. Z kolei człowiek, uznając, recypując Boży porządek, we własnym pojęciu prawa i wartości odtwarza go w swoim rozumie. Z tego pojęcia pochodzi stanowienie prawa wspólnotowego (zwyczaj, tradycja, prawo stanowione, moralność wspólnotowa). Trzeba więc odróżnić porządek praw Boskich i porządek praw uznanych rozumem człowieka, które, niestety, nie zawsze ze sobą się pokrywają.
O prawie i moralności w historii napisano bardzo wiele dziwnych rzeczy, wypaczając przy tym ich istotę. Zazwyczaj o prawie mówi się w wąskim rozumieniu prawa państwowego, co jest zawężeniem tego uniwersalnego i podstawowego, nieredukowalnego pojęcia. W swojej istocie moralność to są te prawa, które człowiek w swoim sumieniu uznał (gdy trafnie rozpoznał Boskie porządki) lub ustanowił (gdy zrobił to nietrafnie), co jest funkcją ludzkiego rozumu. W najszerszym ujęciu prawa stanowią coś pierwotnego, wyprowadzonego od woli Boga poprzez intuicje człowieka, obserwacje następstw i Objawienie. Widzimy zatem, jak to pierwotne prawo spotyka się z pojęciem i poczuciem sprawiedliwości. Sprawiedliwość to nic innego, jak postępowanie w zgodzie z tym najpierwotniejszym prawem. „Sprawiedliwy” znaczy wzięty „z prawa” (podobnie ius i iustitia i in.).
W grece biblijnej stale powtarza się termin dikaiosyne pochodzący od „Dike” jako zasady porządku kosmicznego i tłumaczony jako „sprawiedliwość”. Problem w tym, że dzisiejsze rozumienie sprawiedliwości odnosi się raczej do dobrego sądzenia. Liczymy przykładowo na sprawiedliwe sądy. Tymczasem w tym przypadku chodzi o samo postępowanie człowieka związane z Bożym Porządkiem wszechrzeczy. Brak na to terminu w polszczyźnie, zapewne bliższa temu określeniu jest „prawość”, po angielsku „righteousness”.
Dzisiejsi ludzie tworzą namiastki, protezy myślenia o prawie. Wymyślają „ideały” pochodzące z intuicyjnego wglądu w Porządek lub jego fantastyczne namiastki. Niektórzy przyjmują filozofię dramatu opisującego świat jako jednolite, harmonijne przedstawienie, gdzie każdy odgrywa swoją rolę, czyli wypełnia pewne powinności. Inni zawężają swoje rozumienie tych spraw do odczucia „relacji”, która jest przecież konglomeratem wzajemnych powinności jej uczestników. Inni z kolei mówią o „wartościach” jako pojęciu oderwanym, abstrakcyjnym, więc też dość dowolnym. Wszystko to jednak tylko namiastki pojęciowe rozumienia Porządku Bożego, fragmenty albo nawet jakieś iluzje stawiane w miejsce akceptacji całości.
Najprościej i najtrafniej o prawie pisze św. Tomasz. Jego zdaniem prawo to coś, według czego będziemy sądzeni. Przywraca w ten sposób pojmowanie tego terminu w najszerszym możliwym rozumieniu.
Leszek Kołakowski w Obecności mitu zauważa rzecz dziwną. W najpierwotniejszym sposobie myślenia o rzeczywistości i metafizyce, który nazywa „świadomością mityczną” nie ma istotnego rozróżnienia między myśleniem o tym, co jest (ontologią), a refleksją prawną (aksjologią). Te sfery w myśleniu naturalnym człowieka schodzą się w jedno spojrzenie. Wspomniany filozof nie tłumaczy tego faktu, jedynie go na chłodno zauważa. Świadomość mityczna nie jest podzielona w ten sposób. To bardzo głęboka myśl. Zgodnie z nią to, co z natury jest, i to, co powinno być, stają się nierozłączne. Leszek Kołakowski, zdaje się, nie idzie dalej, w innym miejscu zaznacza, że nie widzi przejścia od ontologii do aksjologii. Niemniej, uczciwie zauważa, że w świadomości mitycznej nie tyle jest takie przejście, co nie ma rozdziału.
Nieco dalej idzie tomizm. Święty Tomasz w swej genialnej prostocie zauważa, w zgodzie z najpierwotniejszymi intuicjami ludzkimi, że dobre jest to, co istnieje. Inaczej mówiąc, to, co Bóg stworzył, podlega ochronie prawa (stanowi wartość, jest dobre). Bycie i potrzeba ochrony tego bycia stanowią jedno i to samo przeżycie dla człowieka myślącego i czującego w zgodzie z naturą człowieczeństwa.
Rozpoznanie tego, co dobre, co wymaga ochrony prawnej, moralnej (ogólnie normatywnej), wymaga wierności prawdzie. Kto ją lekceważy, a swoje wypowiedzi zamienia w dowolny nonsensowny słowotok, choćby i uczony, nie ma rozumowego przystępu do rzeczywistości z jej prawami. Tym sposobem, lekceważąc prawdę, a promując fałszywy woluntarystyczny (ideologiczny) ogląd świata, wytworzono złe mity, np. gender wynoszący przekonanie o swojej płci (gender) nad rzeczywistą płeć biologiczną. Z kłamstwa uczyniono fakt, a z niego prawo. Wykorzystano ten pierwotny mechanizm ludzkiego przeżywania, gdzie ogląd świata przenosimy na nakaz szacunku dla niego i ochrony. W miejsce oglądu świata wstawiono fantazje i chciejstwo, nazywając całość naturalnym i przyrodzonym prawem człowieka. Faktycznie wykorzystano mechanizm prawa natury, tyle że zastosowano go do niby-wartości z tą naturą sprzecznej, czyli zaprzeczono rzeczywistym prawom natury.
To jest mniej więcej to, o czym piszę, używając słowa „prawo”. Bez dookreślenia (np. prawo państwowe) prawo ogólnie oznacza najbardziej uniwersalne rozumienie, czyli pewien zespół nakazów i zakazów kształtujących postępowanie człowieka.
Na koniec swobodne spostrzeżenie: można się spierać o doniosłość i, że tak powiem, konsystentność bytu świata, który przy głębszym namyśle wydaje się dosyć mało solidny. Całkiem możliwe, że jesteśmy czymś wysoce niestabilnym i nietrwałym, jak nam próbują wyjaśnić zarówno spirytualiści, jak i chyba współczesna fizyka, jak się zdaje, pouczająca, że stanowimy zaledwie jakieś spowolnienie energii, jakby zagęstnienie wiatru. Sfera bytu – ku naszemu zaskoczeniu – wydaje się czymś mało trwałym. Z kolei jako coś trwałego i wiecznego, w przeciwieństwie do materii, jawi się sfera prawa, powinności. Ta, jak wiemy, jest wieczna i zapisana w Bogu.
(5)
Ład stanowi podstawę moralności chrześcijańskiej, choć zapomniano już, dlaczego tak jest. Katechizm Kościoła Katolickiego często nazywa grzech „nieuporządkowaniem”. Swoją drogą, to bardzo delikatne określenie, gdy mówimy o destrukcji siebie, Kosmosu i zabijaniu Boga.
(6)
Skutkiem ładu jest pokój. Chrystus nie mówi o harmonii Kosmosu samej dla siebie, idzie krok dalej i wskazuje na jej funkcję, skutek dla człowieka w postaci pokojowego współistnienia.
„Błogosławieni czyniący pokój”.
„Pokój mój wam zostawiam, pokój mój wam daję”.
„Baranku Boży, zmiłuj się nad nami, (…) obdarz nas pokojem”.
Bóg jest Panem Szalemu (Pokoju). Ten pokój to ostateczna rzeczywistość, znajdująca się w doskonałym Ładzie. Jej udzielanie człowiekowi już w tym niespokojnym życiu okazuje się wielkim darem.
(7)
Druga kwestia związana z ładem w Ewangelii to konkretyzacja. Harmonia jest możliwa tylko wtedy, gdy rzeczy świata nie tracą swojej właściwej istoty, nie mieszają się. Gdy tak się dzieje, mamy do czynienia z chaosem, zaprzeczeniem Ładu. Zmaganie ładu i chaosu jest pierwotnym doświadczeniem człowieka. Niekonkretność, bylejakość, wychodzenie ze swojej roli – to wszystko stanowi łamanie reguł Porządku ustalających kształty Kosmosu. Gdy człowiek sięga po nieswoje, zachowuje się jak zwierzę. Powstaje wówczas chaos, czyli zniszczenie.
Bóg żąda od nas konkretności i czytelności, trzeba być zimnym albo gorącym, nigdy nijakim – letnim, mdłym. Mamy mówić „tak, tak”, „nie, nie”, a co ponadto, od złego pochodzi. Szatan przeciwnie – jego dzieła zawsze pogrążone są w mgle niekonkretności.
Przykładowo papież Pius w Pascendi dominici gregis pisał, że niszczyciele wiary katolickiej, moderniści, stale uciekają od jasnych deklaracji. Ponadto sami nie potrafili spójnie się zdefiniować i posługiwali się niezdecydowaniem i pozornymi wątpliwościami. Papież pisał:
„Modernistów (tak przecież zwą się oni zwykle) najprzebieglejszy manewr polega na tym, że nie przedstawiają swych doktryn ujętych w pewien porządek i zebranych w pewną całość, lecz jakoby rozproszone i oddzielone jedne od drugich, ażeby uchodzić za chwiejnych i niejako niestałych, gdy tymczasem są pewni i stanowczy: wypada, Czcigodni Bracia, zebrać najpierw te doktryny w jedną całość, wykazać związek, który je łączy, ażeby następnie wyśledzić przyczyny błędów i wskazać na Środki na odwrócenie ich zgubnych następstw”.
Ta cecha niejasności, zaprzeczania kategorycznym twierdzeniom o sobie jest czytelnym znamieniem zła w ogóle.
(8)
W poszukiwaniu ładu jest możliwa także pewna patologia. Poszukiwaczką ładu, Prazasady, matki wszystkich zasad, jest filozofia. Ona powstaje z zachwytu nad światem oglądanym z wewnątrz, od strony immanencji. Zbyt ścisłe rozumienie ładu kosmicznego prowadzi w pułapkę determinizmu, dziś obecnego na dużą skalę wśród ewolucjonistów i ateistów. Wcześniej, w oświeceniu, uwierzono w świat jako mechanizm i zastosowano wobec niego mechaniczne pojęcia. Stworzono idee harmoniczne, w których kosmiczne automatyzmy miały z pewnością prowadzić do szczęśliwości. Wśród tych naiwnych bożków tamtej epoki można wskazać choćby postęp czy wolny rynek. Te parareligijnie rozumiane mechanizmy do dziś pokutują w umysłach. Nie znaczy to, że te pozytywne zjawiska nie występują. Problem w tym, że wtedy nadano im absolutne znaczenie z pominięciem de facto prawdziwego Boga, podczas gdy mają znaczenie tylko wycinkowo. Tym sposobem myślenie kategoriami kosmicznej immanencji prowadzi do ładu absolutnego, gdzie świat staje się mechanizmem, który człowiek może ogarnąć i nad którym jest w stanie zapanować. Przy okazji sam zatraca wolną wolę, ulegając kosmicznym determinizmom. W tradycji biblijnej pojawia się też determinizm nazywany podwójną predestynacją.
Podobny problem występuje w przypadku myślenia powziętego z objawienia kosmicznego. Może pojawić się rytualizm i biurokracja, tak dobrze znane choćby historii Chin w konfucjanizmie, gdy sprowadzono rzeczywistość do sztywnych form. Konfucjusz sam był realistą, usztywnienie jest zaś dziełem jego kontynuatorów. Nurt ten przerodził się w rytualizm i konserwację przeszłości, estetyzm, biurokrację. Wszystko to pogrzebało z czasem żywotność Chin. W Indiach Dharma została sprowadzona z pięknej filozoficznej koncepcji do konserwacji rasizmu w systemie warnowym.
Podobna choroba zesztywnienia toczy katolicyzm, począwszy od baroku. Niestety, zdobycze ostatniego soboru, który miał Kościołowi przywrócić żywotność, okazały się lekarstwem jeszcze gorszym od choroby, w ich następstwie pojawiły się chaos, dowolność, deformacja.
(9)
Inną patologią, która może się pojawić w myśleniu kategoriami Porządku objawionego, jest rygoryzm. Człowiek próbuje ogarnąć świat, co wydaje mu się możliwe, gdyż objawiono mu prawa nim rządzące. Nie daje jednak rady, bo jego otoczenie i świat są zbyt ogromne. Człowiek nawet sam dla siebie stanowi wyzwanie. Uparty w końcu skupia się na drobniejszych sprawach i potęguje w ich obszarze nacisk na porządek. Cedzi komary, ale puszcza wielbłądy. Wykłóca się o drobiazgi, mnoży nieistotne obowiązki, dziesięciny z kopru. W praktyce porządek go przerasta, doznaje ogłupienia.
(10)
Powyższe patologie wynikają ze zbyt po ludzku i ściśle pojmowanego porządku Kosmosu. W dzisiejszym nihilistycznym (czyli pozbawionym uniwersalnych zasad) świecie odbiciem w przeciwnym kierunku jest pochwała absolutnej wolności. Ponury egzystencjalizm i postmodernizm wyedukowały ludzi, żeby żyli według swoich żądz, a nie powinności. Zrywają więzi wspólnotowe, rodzinne, a potem masowo chorują na depresje, nerwice, zboczenia. Przecież nie zniesie tego żaden zdrowy rozum.
(11)
Pokój jako zjednoczenie opozycji bezładu i ładu
Jak zwykle wybawieniem z tego klinczu, gdzie patologiczne przeżywanie porządku spotyka się z absurdem chaosu i dowolności, jest Jezus Chrystus. Do świata pozornie uporządkowanego rygoryzmu w judaizmie wpuszcza On wiatr, który wieje, kędy chce. Wprowadza ludzi, których kroków inni nie pojmą. Nieprzewidywalność to element chaosu. Nie powinno nas to dziwić, przecież pierwotny bezmiar także został stworzony przez Boga. Dopuszcza łuskanie kłosów w święto, łaje wielmożnych (przecież jakoby od Boga wyróżnionych i namaszczonych), kocha maluczkich – stawia świat na głowie! Na domiar złego każe wybaczać i nie oddawać zranień, ustępować przemocy, nadstawiać policzek. Na koniec pozwala, choć jest niewinny, zhańbić się i zamordować, i to w majestacie prawa. Ktoś to wszystko zrozumie?
No właśnie. Nie, tego nie musimy rozumieć. Wcale nie musimy wszystkiego w swoim życiu rozumieć, choć tak bardzo tego pożądamy i tak usilnie o to walczymy. Dobry Jezus Chrystus uświadamia nam, że kosmiczny porządek nie mieści się w głowach ludzi. Zapisany został w Bogu, wypowiedziany w Słowie, a logika Logosu nie jest w pełni dostępna człowiekowi. Istnieje bowiem Bóg, który także ma swój udział w historii świata, a nie tylko kosmiczny, przyrodniczy ład, mechaniczność i automatyzm zjawisk.
Ileż się niekiedy nacierpimy przez ten chaos. Nieraz, im bardziej chcemy, tym więcej przeszkód napotykamy, a koszmar bezsilności i komplikacji przeczy ładowi kosmicznemu. Jednak człowiek to nie mechanizm. Pan Bóg to też nie mechanizm. Ateusze zatopieni w determinizmie tego nie pojmą. Ład kosmiczny ma luzy, które go ratują. Elementy logicznych nieciągłości bywają czasami męczące, ale kiedy indziej są dla nas ratunkiem. Bywa, że stanowią źródło cudów. Przecież potrzebujemy choćby twórczego chaosu. Tak naprawdę wszelka zmiana, przemiana, ruch stanowią element chaosu. Gdy jest to zmiana na lepsze, to realizuje zarówno zasadę chaosu, jak i porządku. Zdolność do zmiany pozwala nam, póki żyjemy, nawrócić się, poprawić.
Znamienne, że Chrystus nie mówi o ładzie, porządku, harmonii, jak to robią filozofie i mity. Wspomina za to o prawach, które nie przemijają. Stale powtarza słowo genialnie wyrażające egzystencję człowieka w nieogarnialnym świecie z innymi ludźmi. Pokój jest przesłaniem Jezusa Chrystusa. Zawiera w sobie aspekt ładu, bo opiera się na poszanowaniu sprawiedliwych praw. Zawiera też założenie pewnego dystansu między ludźmi. Z tego względu możemy wzajemnie nie bardzo się rozumieć, co niekiedy prowokuje nas do sporu. Zawiera inność drugiego, ale bez wrogości. Rygorystyczny ład prowadzi do unifikacji, nieraz wręcz monizmu. Pokój mieści w sobie i ład, i nieprzewidywalność. Może być pomimo różnic. Nie zmusza nas do przesadnego zbliżania się do siebie, ale pozwala współżyć mimo dystansu. To cudownie proste pojęcie „pokoju” trafia idealnie w nasze potrzeby. Nie muszę drugiego w stu procentach rozumieć, ale nie wolno mi go krzywdzić – tak rozumiem pokój. Jest w nim i wolność, i uległość, gdy trzeba. Jednoczy przeciwieństwa w sposób iście Boski.
Jak widać, ani porządek, ani chaos same w sobie nie są wartościami moralnymi. Mogą być dobre i złe porządki, mogą być dobre i złe szaleństwa. Wartością moralną jest pobożność, postępowanie według nauki Zbawiciela, bo człowiek nie ogarnia nawet samego siebie, nie mówiąc o świecie. Dlatego też musi posłuchać Kogoś, Kto ogarnia. Taką naukę przekazywała człowiekowi stara dobra pobożność, dziś wyśmiewana i odrzucana. Można pójść krok dalej, zauważając, że Porządek Boży to nie deterministyczny ład, tylko życie w łączności z Bogiem, co czasami oznacza drogę prowadzącą poprzez stadia zmian i stabilizacji, według Boskiego prowadzenia.
(12)
Żyjemy w świecie będącym chaosem, porządkującym się w stronę doskonałego Kosmosu, ładu. Potrzebny jest nam klucz do odczytania świata pomimo jego częściowej bezładności. Wokół nas panuje chaos informacji, idei. Potrzebna nam hierarchia ważności, system wartości porządkujący je i pozwalający wybierać te pierwsze i ważniejsze do poznania i zrozumienia. Jest nim Ewangelia.
(13)
Chrystus nie naucza o porządku, tylko o pokoju, którego jednym z komponentów jest ład. Pan Jezus obiecuje nam ten pokój w darze. Łatwo rozumiemy, czym jest pokój, patrząc na historię polityczną. W wyniku wojny narody wymordowują się, osłabiają. Pan Jezus daje nam swój pokój. Wszystko, co dobre, zaczyna się w sercu, czyli we wnętrzu człowieka, wobec tego pokój Chrystusowy musi zaczynać się od wnętrza, a następnie przenosić na jego działania i relacje. W ten sposób może ogarniać wspólnoty, w tym państwowe. Kościół uczy, że wojny zaczynają się w ludziach.
Co się dzieje w czasach pokoju w państwie? Obywatele spokojnie siebie realizują, przekuwają swoją potencję w pracę i jej owoce, a kraj kwitnie. Warunkiem jest jednak też pokój wewnętrzny. Ważne, żeby nie rządziły gangi, ale sprawiedliwa i mocna władza. Wtedy dopiero można bezpiecznie żyć i pracować. Elementem pokojowego współistnienia pomiędzy ludźmi jest zatem po prostu szacunek dla zasad rządzących wspólnotą, dla jej praw. Tyle mamy pokoju, na ile troszczymy się o porządek i szanujemy zasady wspólnego życia.
Pokój wewnętrzny, ten najpierwszy, osiągamy, powracając do porządku Prawa Bożego, do Przykazań. Naucza nas tego Kościół poprzez liturgię, gdzie najpierw dwakroć wzywamy Baranka, aby się nad nami zlitował, co jest wyrazem żalu za grzechy, a dopiero po tym prosimy i mamy nadzieję na pokój. Pokój zaczyna się od nawrócenia, pokuty, metanoi, od powrotu na tory dobra i prawości. Bez tego nie może istnieć żaden pokój. Wojna wynika z bezprawia, demoralizacji, a każda demoralizacja prowadzi do wyniszczenia innych, w końcu do wojny.
Chrystus, przewidując przyszłość, nie obiecuje jednak powszechnej zgody między ludźmi. Tu, na ziemi, zgody nie będzie do samego końca. Chrystus mówi o czasach ostatnich, zapowiada, że brat będzie przeciw bratu, że z dwu jeden będzie wybrany, drugi nie. Chrystus nie obiecał powszechnej zgody na ziemi, bo widać, jest niemożliwa. Zło do końca będzie się zmagać z dobrem, kształtuje się ostateczny podział, o czym powiemy w dalszej części książki.
Pokój Chrystusowy nie jest taki, jak nam daje świat. Chrystus przyniósł przesłanie nawrócenia wnętrza człowieka i ogarnięcia go miłością. Zaprowadza pokój w duszach, które się nawracają, powracają do przyjaźni z Nim wyrażanej przez przestrzeganie Przykazań.
Inaczej robią ci, którzy głoszą pokój tego świata – pokój powszechny, pełną zgodę, pełną szczęśliwość, nowy raj na ziemi. Wszyscy tacy ludzie kłamią i prędzej czy później doprowadzają do zbrodni i nieszczęść. Utopie szkodzą ludziom, a jednak wciąż są na nowo wymyślane. Nowa utopia liberalna obiecuje powszechną zgodę, o ile wyrzekniemy się moralności i nie będzie, o co się spierać na tym gruncie. Zmierza to w złym kierunku. Już na Zachodzie widzimy w imię tego przejawy nietolerancji i siłowych rozwiązań demoralizacyjnych przy użyciu władzy publicznej i prawa państwowego. Tworzy się podział na społeczeństwo otwarte i jego wrogów, których należy eliminować poza nawias społeczeństwa, odczłowieczać, likwidować. Tak kolejna utopia zmierza w kierunku dehumanizacji ludzi jej niepopierających, do zbrodni. Pokój tego świata po raz kolejny okazuje się podziałem i wojną. Prawdziwy pokój pochodzi jedynie z autentycznego nawrócenia ku Bożemu ładowi i porządkowi, z szacunku dla Prawa Bożego i moralnego.
Tylko w Chrystusie ludzkość odnajdzie ukojenie.
(14)
Cierpienie i antyporządek zła
Czyż nie oczekujemy od świata uniwersalnego Bożego porządku? Nie doświadczając go, a przez to nie doświadczając Boga, cierpimy i marniejemy. W Bożym porządku, zapisanym w nauczaniu Chrystusa, który nam go ostatecznie objawił, człowiek jest jakby przedłużeniem Boga. Stanowi rozumne narzędzie Bożej mocy. Oczekujemy, że jego działanie (czyny, słowa) to będzie wyraz Bożej woli.
Gdy przytrafia się nam krzywda z powodu grzechu, przypisujemy z tego powodu winę za swój ból samemu Bogu. Grzech to występek zdziczałego człowieka, pozbawionego łączności z Panem, działającego niezgodnie z Porządkiem Bożym. Zawsze prędzej czy później sprowadzi na kogoś ból i cierpienie. Ból to odczucie. Cierpienie to dotykające mnie doświadczenie zła w świecie. Zło jest działaniem poza porządkiem Bożym. Cierpimy z miłości – nie potrafimy pogodzić się z wyjściem grzesznika (który nas przy tym rani) poza Boską sprawiedliwość. Mamy instynkt odpłaty, chętnie okazujemy wdzięczność. Za dobry, uporządkowany czyn wobec nas czujemy wdzięczność, czyli potrzebę odpłacenia człowiekowi jako wykonawcy, a przede wszystkim Bogu jako kierującemu wykonawcą. Niestety, za zły czyn też chcemy odpłacić. Tak nakręca się spirala zła i cierpienia. Zły czyn nas boli, bo porządek odpłaty i wdzięczności zostaje wykorzystany do prowokowania nas do odpłaty cierpieniem za cierpienie z nawiązką (jak Lamek z Genesis). Jednocześnie działa na nas presja, żeby odpłacić też Bogu, i to z nawiązką. Ponieważ Bóg jest nam niedostępny, odpłata następuje wobec ludzi jako Jego mistycznego Ciała, więc najwięcej krzywdy odbierają Boży kapłani i wierni – za „winy Boga”.
Porządek odpłaty – łańcuszek grzechu i zadawania cierpienia – można przerwać, świadomie i bez złorzeczenia przyjmując cierpienie, rozumnie je akceptując, choć jest logicznym nonsensem. Tak uczynił Chrystus, biorąc swój krzyż. To nie było łatwe. Krwawy pot Ogrójca świadczy o wysiłku emocjonalnym, jaki towarzyszył temu procesowi. Człowiek staje się wewnętrznie rozbity. Z jednej strony znajduje się cielesna psychiczna potrzeba odpłaty ludziom i Bogu, odpłaty złej – zemsty, z drugiej strony dusza rozumnie każe się powstrzymać od zła. Cierpienie rozbija człowieka na dwie sprzeczne energie emocjonalne, które ze sobą walczą. Ta wewnętrzna walka z kolei angażuje i osłabia człowieka, jest rodzajem śmierci za życia, zamyka nas w sobie, izoluje. To rozbicie wewnętrzne może stać się ofiarą, krzyżem, gdy je oddajemy Bogu bez odwetu na ludziach. Gdy wybierzemy zło, może to być początkiem piekła. Każda chwila naszego życia może być tego rodzaju kryzysem.
W Getsemani Chrystus modlił się skargą: „Ojcze, zabierz ode mnie ten kielich…”. Własna wola człowieka, nasz instynkt samozachowawczy, wola życia i radości broni się przed bólem. Nikt nie czyni tego chętnie. Chrystus, jako doskonały człowiek, także przepotężnie cierpiał i przeżywał swój sprzeciw wobec cierpienia. Złożył jednak siebie w ofierze, rozumnie uznając nad sobą władzę Ojca („ale jeśli taka Twoja wola”). Od tej chwili pierwiastki duchowo-rozumne na przemian z pierwiastkami cielesno-psychicznymi będą się w Nim manifestować w czasie męki. U samego końca rozumna wola nie przyjmie gąbki z narkotykiem, pragnąc zachować świadomość mimo niewyobrażalnego bólu. Ostatnie słowa to znowu skarga gasnącego życia, dziecięca, cielesna, „ludzka”: „czemuś Mnie opuścił?”, jakby żal z powodu krzywdy ze strony Ojca. Jest to cytat z psalmów, których autor modlił się taką modlitwą w swoim utrapieniu. Chrystus jest więc ludzki jak każdy z nas, a raczej znacznie bardziej. „Ludzki” to znaczy właśnie także emocjonalny, uczuciowy, cielesny. Jednak ta „ludzkość” została podporządkowana Bogu. Cierpiąc, wychodzimy poza porządek logiki i rozumu, bo cierpienie jest absurdem. Dlatego krzyż to rodzaj dobrego szaleństwa, ugryzienie chaosu, które paradoksalnie staje się podłożem dla absolutnego ładu Nowego Świata.
Bohaterstwo krzyża polega na tym, że pozwalamy, aby cierpienie niejako na nas się skupiło. Pozostaje przy nas, nie przekazujemy go dalej. Rozpoznajemy je i akceptujemy. Kiedy w czasie pracy duchowej rozpoznajemy bóle dzieciństwa, dorastania, dorosłości i je akceptujemy, łykamy ten „kielich” trucizny po to, żeby go pozbawić mocy działania na nas, powodowania nami. „Przełykamy żabę” – to nic miłego, dreszcz obrzydzenia przebiega po plecach. W ten sposób powstrzymujemy wolę zemsty. Z czasem emocje się uciszają, a zdysocjowana cierpieniem osobowość stopniowo się integruje. Przyjmujemy śmierć na siebie po to, żeby z niej z Chrystusem zmartwychwstawać. Składamy Bogu z siebie ofiarę. Piękną okazją do psychodramy wprowadzającej do tego misterium ofiary jest liturgia mszalna, w czasie której możemy rytualnie umierać i zmartwychwstawać z Chrystusem. Kiedy mimo doświadczenia zła na świecie nie odpłacamy za nie złem, tylko trwamy w porządku dobra, trwamy w Bogu. Jest to krzyż na podobieństwo tego, który należał do Chrystusa, jednoczymy się z Jego ofiarą i z Nim samym.
Porządek Boży daje siłę i spokój ducha. Uzdalnia też do szaleństwa krzyża, do czego niezdolne są natury osłabione grzechem, te unikają takiego wysiłku. Krzyż jest szaleństwem, przekracza logiczny rozum, ale ten absurd cierpienia przywraca nam życie. Nie jesteśmy cierpiętnikami poszukującymi bólu i użalającymi się nad sobą. Jesteśmy zdobywcami nowego, lepszego, intensywniejszego życia, do którego dochodzimy przez piekło naszego zbolałego wnętrza i śmierć krzyżową. Nie cierpimy jednak dla samego cierpienia, cierpimy dla życia. Nawet umierając, człowiek może ofiarować swoje cierpienia dla życia innych. Nasz Pan jest Panem życia, bo sam jest Życiem. Nie smutkiem ani bólem, choć one muszą być na tym biednym świecie, póki nie przeminie jego postać.
(15)
Prawa Kosmosu
Wola Boża realizuje się poprzez mechanizmy świata. Faktycznie jest on rodzajem mechanizmu lub raczej organizmu, jednak z pewnością jego wewnętrzne prawa nie wyczerpują treści Bożego Porządku. Prawa fizyki i biologii, a nawet jakieś historiozoficzne prawa dziejowe, nie opisują całości rzeczywistości. Istnieją też trudne do uchwycenia prawa metafizyki, ale te rzeczywistości są przed nami zakryte i nie do końca wiadomo, czy warto o tym wspominać.
Na roboczo i bardzo swobodnie można by wskazać prawa podobne jak w mechanice, np. symetrii akcji i reakcji, bezwładności w ruchu. Symetria jest w miłości, w sprawiedliwości, a raczej w jej przywracaniu na drodze odwzajemnienia według prawa odpłaty (retrybucji, karmy). Bezwładność z kolei znajduje przełożenie w naszym życiu. Gdy raz zaczniemy, mamy problem, żeby przestać. Widać to w nawróceniu, gdzie potrzeba siły woli, żeby zatrzymać swój dotychczasowy rozpęd. Z łatwością się zapędzamy. Chętnie sobie dodajemy pędu, jak w zasadzie stałego przyspieszenia, i równie łatwo dochodzimy w swoich dążeniach do absurdu. Trudno nam zacząć, ale jeszcze trudniej przestać. Upajamy się samym rozpędem swoich emocji do tego stopnia, że potrafimy dojść aż do zatraty i niewoli.
Życie jest procesualne, nie ma stanów trwałych, wszystko się rozwija, procesy to samonapędzające się ciągi zachowań. Życie napędza samo siebie. Z tego względu nawrócenie w przypadku, kiedy źle pokierowaliśmy naszym życiem – procesem, nie jest łatwe. To jakby próbować przestawić pociąg na inny tor. Wydaje mi się, że zgodna z tą zasadą kontynuacji jest też zapowiedź Boga dotycząca Sądu Ostatecznego, zgodnie z którą kto ma, temu będzie dodane. Życie dopełnia samo siebie.
Rozpatrując symetrię, łatwo odnajdziemy się w zasadzie współwystępowania opozycji. Znakomicie te symetryczne zależności opisano w Chinach w metafizycznych zasadach Yin-Yang, przy czym chodzi mi oczywiście o kwestie filozoficzne, a nie okultyzm i alchemię. Często mówimy, że podobne przyciąga podobne, albo na odwrót, że przeciwieństwa się przyciągają – to też są manifestacje symetrii i bezwładności.
Uogólniając, tworzywem Kosmosu są zasady, których jedną z manifestacji stanowią idee. Dlatego nowa, dobra idea potrafi zmienić świat, co widzimy w życiu społeczeństw. Iskra myśli jest w stanie zmienić historię. Myśli, idee mają ogromny wpływ na rzeczywistość. Dostarczenie nowych idei od Boga zmienia świat w sposób zupełnie niepojmowalny i nieprzewidywalny. Czasem wystarczy, że zostaną pomyślane, niekiedy trzeba je wypowiedzieć wobec innych ludzi („kto się mnie zaprze…”), a w niektórych przypadkach stają się wspólnym nowym wymiarem świadomości. Wymiana pomiędzy światem idei w Logosie i ludzką świadomością to wciąż jeszcze mało zbadany obszar.
Kosmos to system współzależności, sieć połączeń. Istnienia kosmiczne są wzajemnie połączone. Tworzą rodzaj sieci istnienia, czego ciekawym przedstawieniem filozoficznym jest sieć Indry. Kosmos to przekaziciel myśli i przeżyć, co czują wszyscy.
Kosmos sam naprawia błędy, grzechy. Jak organizm ludzki zabija patologiczne zwyrodniałe komórki, tak organizm świata eliminuje występek. To są te kary i długi, które ściągają reakcję skutkującą sprawiedliwym cierpieniem człowieka. Kosmos się oczyszcza, co widać po zachowaniu ludzi. Gdy ktoś robi coś złego, to wybucha w nas gniew, czasem aż chęć zabicia źle czyniącego, przerwania zła. Ta reakcja jest w nas niezwykle silnie zapisana, bardzo naturalna. Niestety, często odnosi się do traktowania w pysze siebie jako wzorca moralności, co powoduje ataki na każdą inność. Zło wykorzystuje mechanizmy wpisane w Kosmos i ludzi.
Ten mechanizm samooczyszczenia jest także bólem piekła. Człowiek, który rozpoznaje w sobie zanieczyszczenie duchowe, usiłuje sam siebie zniszczyć. Stąd wśród grzeszników tak wiele autodestrukcji. To tak, jakby człowiek sam siebie gryzł w rękę za karę. Efektem takiej nagiej mechaniki było samobójstwo Judasza, który sam się ukarał za swoją zbrodnię. Dotykamy tu opisanego w innym miejscu niniejszej książki działania w Kosmosie aż trzech porządków: pierwotnego rajskiego, szatańskiego grzesznego i Nowego Stworzenia funkcjonującego według pouczeń Ewangelii.
Prawa Kosmosu mają to do siebie, że Bóg ich nie zmieni aż do skończenia świata. Po prostu świat to te prawa, dlatego jakakolwiek zmiana oznaczałaby zniszczenie znanej nam rzeczywistości. Ani jedna litera tych praw nie może ulec zmianie, co podkreśla Chrystus. Niestety, Szatan zna te prawa i wykorzystuje ich działanie przeciw człowiekowi, wpędza nas w zniszczenie siebie samych i świata. Przemija jednak postać tego świata, czyli zestaw reguł nim rządzących. Nowy Świat będzie zbudowany nieco inaczej, z pominięciem, jak się zdaje, elementów chaosu, które teraz pozwalają nam wzrastać, a wtedy będą już nieprzydatne.
(16)
Bóg bardzo silnie jest związany z Kosmosem jako całością, Kosmos wybrzmiewa Jego Słowem. Człowiek stanowi część Kosmosu, najważniejszą, ale nie jedyną. To, co Bóg zapisał w porządku Kosmosu, jest Jego wolą i musi się spełnić. Jeśli człowiek chce wykorzystać swoją wolność w warunkach istniejących Praw dla celów samozagłady, to niestety ma taką możliwość.
Podstawowe Prawo, Prazasada i Praprzyczyna sprawcza brzmi: „Niech się stanie…!”. Oznacza to, że sam proces stawania się świata jest jego najwyższym prawem, także każdego jego elementu, w tym człowieka. Człowiek też ma się stawać. Stawanie się, czyli realizacja woli Boga, samorealizacja, życie pełne i doskonałe przy Bogu, jest dla człowieka najwyższym nakazem. Ma on żyć życiem jako drogą prowadzącą do Boga. Mówiąc uczenie: procesem zbliżania się do Boga. Wszystko inne jest śmiercią, bezprawiem i występkiem.
Pierwotnie miało to się dziać w pierwszym porządku, gdzie człowiek poprzez swoją pracę mógł zasłużyć na wieczność. Jednak ten tak wypaczył sprawy, że zasługa stała się winą w grzechu, a śmierć zadawana samemu sobie uczyniła ten proces niemożliwym. Bóg dał więc pewien sposób ratunku, plan B. Jest nim porządek wiary, czyli bezpośredniego zwrócenia się do Boga z ufnością, uznania w świadomości i egzystencji swojej od Niego zależności. Już to wystarcza, aby człowieka uratować od skutków jego odwrócenia się od Boga w grzechu.
(17)
Niestety, trzeba wspomnieć, że poza podstawowym Porządkiem Bożym (właściwie dwoma – pierwotnym i zbawczym) istnieją liczne antyporządki. Szatan, a za nim człowiek, czyni siebie bogiem, to znaczy, że sam wyznacza porządek dla świata wedle swojego chorego uznania. Dlatego ludzie atakują jedni drugich za inność i nie znoszą odmiennego zdania, tak postępują bożki, niby-bogowie. Zwierzchnie panuje nad tym antyporządek szatański, który wypiera w sercach ludzkich Boskie porządki. Jego treścią jest właśnie rujnowanie jedności w jednym Bożym Ładzie, a wytwarzanie nieskończenie wielu ludzkich antyporządków, przeżywanych tak, jakby od nich zależały losy świata. Serce człowieka jest polem bitwy na polu Prawa (co przypomina Pole Dharmy z Bhagawadgity), Armagedonem, rozdarciem pomiędzy posłuszeństwem Bogu a samowolnym Jego imitowaniem. Jak Bóg czyni ze swoich wiernych Ciało Boże, tak i Szatan buduje Synagogę Zła i wielogłowego Smoka z narodów świata, które stale przeciwstawiają się Bogu w sposób wojowniczy. Smok ma wiele głów, bo każdy czuje się władcą. Ta bitwa osiąga kulminację w naszych czasach.
Antyporządki, fałszywy porządek złego „logosu” jest obecny w każdym ludzkim sercu obok prawdziwego porządku i Logosu. Odrzucając dobro i łamiąc Prawa i Porządek, zabijamy Boga – Logos, bo jest ich nośnikiem.
2. Ład i chaos
(1)
Jako pierwszy powstał bezmiar, chaos, bezład, Apeiron – substancja bez cech, bez kształtu. Jej symbol biblijny stanowi woda. Chaos jest jednak nie tylko stanem materii i ducha, ale też zasadą, siłą rozkładu, analizy, bezkształtu i nieistnienia. Bałagan, spór, wojna, bezruch, głupie niszczenie to są wszystko ugryzienia chaosu, czyli niebytu. Przeciwnie, dobre istnienie jest przezwyciężaniem bezładu i wychodzeniem z wielką mocą ze stanu nieistnienia. Naocznie obserwujemy te procesy i zmiany w sprawach materii. Analogiczne procesy dotykają także ducha ludzkiego, duszy.
Zarówno ziemski porządek, ład, jak i chaos są stworzone przez Dobrego Boga i zawierają się w Logosie. Mądrość i twórcze szaleństwo, jednomyślność i dyskusja, współpraca i współzawodnictwo – to wszystko są przejawy tej pierwotnej dwoistości ładu i chaosu w ich dobrym wydaniu. Jednak także zło potrafi ich na swój pokraczny sposób używać.
„Chaos” i „ład” to terminy służące do opisu doświadczania przez człowieka dwu zasad, jakie rejestruje w otoczeniu i w samym sobie. Jako symbole mityczne przyjmują różną postać: bóstw, pierwotnej quasi-substancji chaosu, alegorycznych opowieści. Filozofia posiada własne instrumentarium pojęciowe. Poprzez użycie przywołanych terminów jesteśmy w stanie opisać procesy funkcjonowania rzeczywistości i naszych umysłów. Mit i filozofia zawsze wynikowo przekładają się na decyzje człowieka.
W praktyce chaos i ład są to dwie zasady kierujące życiem ludzkim. Nadmiar jednej z nich jest demoniczny, jak to określa P. Tillich. Chaos w pełnym nasileniu to barbarzyństwo, dzikość, wojna wszystkich ze wszystkimi. Ład zaś oznacza stagnację, determinizm, bezruch, brak wolności. Problem pojawia się wtedy, gdy sztywność wchodzi w miejsce zmiany, a chaos odbiera kształty. Jest to zaburzenie, nieuporządkowanie, choroba.
Wydaje się, jakby elementy chaosu były częścią Bożego Porządku, która w tej epoce opiera się na dążeniu do ostatecznego ładu poprzez fazy chaosu. Jest on więc wpisany w Porządek i ma w nim swoje miejsce. Znaczy to, że Porządek jest zasadą dominującą, ale nie jedyną.
(2)
Dzisiejsza epoka cierpi na nadmiar ładu, próbuje się zniszczyć rodziny, narody z ich tożsamością, a w to miejsce ukształtować doskonale posłuszną, bezpostaciową masę ludzką poddaną opinii publicznej i władzy państwowej.
(3)
Walka chaosu z ładem
Wszyscy jesteśmy zaburzeni, niszczycielski chaos owocuje cofaniem się w rozwoju. Wdarł się do świata wraz z szatańskim bałaganem. Ten bałagan, jakby antyzasada Nieładu, wykorzystuje chaos do niszczenia tego, co powinno istnieć zgodnie z Bożym Porządkiem. Na naszych oczach Nieład wewnętrznie rozbija ludzi, powoduje rozdarcie więzi z Bogiem, rozsadza wspólnoty (także rodzinne), kaleczy formy. Degeneracja i deformacja człowieka stały się ideologią współczesności. Jej obrazem jest pijana i znarkotyzowana dzika horda, skacząca do dudniącego rytmu, z pokaleczonymi, zdeformowanymi z pomocą tatuaży, piercingu, skaryfikacji twarzami. Istny korowód zła, jaki przepowiadano w starej sztuce, przewidując koniec czasów.
Ta prosta prawda przybliża nas do refleksji nad samym sobą. Z kolei oddala od niej odruch obronny, który sprawia, że na siłę staramy się postrzegać siebie jako szczególnych, najlepszych, najwspanialszych. Uznanie, że wszyscy jesteśmy zaburzeni, znacznie ułatwia przyznanie się do swoich niedostatków i dysfunkcji: przerostów (pychy, dumy, agresji, gniewu) i niedoborów logiki, postrzegania, udolności osobistych, ekspresji, samospełnienia, i idącego za nimi poczucia satysfakcji życiowej, szczęścia, spełnienia.
Nieład nie ustąpi sam z siebie. Potrzeba wprowadzać ład do swojego życia, uruchomić naturalne potencjały, których eksploatacja przywraca nas do dobrej służby. Dlatego twórczość i wytwórczość mają znaczenie terapeutyczne. Rozładowują frustrację (i agresję), dają poczucie spełnienia, przywracają rozsądek dotąd przysłonięty zagniewaniem. W skrócie można ująć ten problem w wyborze: samoadoracją czy samospełnienie?
(4)
Porządek to pokój, czyli jedność, wzrost i siła. Ewangelia przywraca nam:
• integralność człowieka we wnętrzu, działaniu, odczuwaniu (choć i wyznacza granicę tej integralności, czyli niemożliwy do zniesienia rozdźwięk między dążeniami ciała i duszy podzielonych grzechem), leczy przebaczeniem rozdarte serca,
• integralność różnych etapów ludzkiego życia, zgodę na siebie z przeszłości,
• integralność ludzkości jako jednej wspólnoty, a nie podzielonej przez szaleństwa wojen między ludzkimi zbiorowościami (państwami, ludami, plemionami, plemionami kulturowymi),
• integralność historii ludzi pomimo zmian postępowych i regresywnych, dążeń stagnacyjnych, a to wszystko w świetle pozaczasowości spojrzenia Bożego.
Spojrzenie integrujące jest spojrzeniem na całość zjawiska. Pozwala ogarnąć cały świat w jego ładzie i porządku, a co za tym idzie – czyni go racjonalnie, umysłowo ogarnianym. Przywraca człowiekowi rozumność myślenia w stosunku do całej przestrzeni świata (wszystkich ludzi) i jego dziejów. Spojrzenie całościowe i integralne daje możliwość rozważenia sensu istnienia świata, co już będzie spojrzeniem metafizycznym, gdyż sens (cel) istnienia świata znajduje się poza nim. To z kolei leczy człowieka z toksycznego absurdu, w jaki popada ludzkie myślenie bez Ewangelii. Właśnie absurd, tak lubiany przez myślicieli XX w., zdaje się podstawową toksyną współczesności. To brak sensu, przypadkowość, nieznaczenie.
Człowiek zatracił kompas życiowy, wszystko jest równowartościowe – i dawanie życia, i zabijanie. Jedynie osobiste poczucie aktualnej satysfakcji nadaje jedyną wartość uczynkom ludzi ery upadlającego hedonizmu. To jest myślenie nieludzkie, nierozumne, moralny biologizm, który sprowadza człowieka do poziomu zwierzęcia kierowanego bodźcami fizjologicznymi. Dlatego dziś morduje się ludzi niezdolnych do obrony i wyrażania bólu – staruszków, dzieciątka w łonach wyrodnych matek. Rządzi brutalna zwierzęcość. Schodzimy do poziomu prawa dżungli, gdzie to, co dobre i chronione, dyktuje silniejszy, który nie musi liczyć się ze słabszym. Jest to zaprzeczenie całości naszej cywilizacji, gdzie prawo chroniło wartości powszechne (w tym godność każdego człowieka) po to, aby silniejszy nie mógł wszystkiego. Rządzi więc antyprawo – prawo siły, pięści. To spełnienie snów kojarzonych z F. Nietzschem o człowieku jako tytanicznej istocie nieliczącej się z Bogiem.
(5)
Ochrona integralności człowieka zawiera w sobie staranie o tożsamość gatunkowo-ludzką oraz indywidualną. Życie i wzrastanie to dźwiganie się z chaosu nieoznaczoności do odkrycia i afirmacji siebie w relacji do Boga. Z kolei walka zła zmierza do homogenizacji ludzi, pozbawienia tego poczucia. Przypominają wówczas lalki bez twarzy w szkołach waldorfowskich. Odbiera się ludziom osobistą wartość, nadaje numery zamiast imion. Niszczy się tożsamość płciową, która jest bardzo silną składową tożsamości w ogóle, niezwykle mocno przeżywaną. Mity o reinkarnacji wiążą jaźń z wieloma tożsamościami, także gatunkowymi. Człowiek, aby był człowiekiem, musi mieć silne poczucie bycia samym sobą. Każda przeciwna temu ideologia jest atakiem na człowieczeństwo i odbiera nam nasze podstawowe zdolności do kierowania samymi sobą. W miejsce tego czyni uległą szarą masę, którą Książę tego świata może dowolnie zarządzać.
(6)
Antyporządki
„Anty-” to przedrostek bardzo ważny dla chrześcijan. Szatan nie zaczyna dzieła zniszczenia świata, a raczej człowieka, od ataku na to, co dobre. Szatan proponuje „lepsze” zamiast dobrego, szybszą drogę na skróty. Tak było w przypadku kuszenia Chrystusa na pustyni, gdy Szatan chciał Mu ofiarować cały swój świat, oczywiście pozornie, bo wraz z ukłonem Bóg zatraciłby siebie. Szatan daje więc „lepsze”. Te alternatywne zjawiska i propozycje nazywamy określeniami z przedrostkiem „anty-”. Anty- wypiera dobre, lepsze jest bowiem wrogiem dobrego. Na koniec następuje przewartościowanie i frontalny atak, bez niedomówień, bez zahamowań. To wypieranie jest bardzo ważne. Trzeba o tym pamiętać, gdy proponuje się nam „zmiękczenie” stanowisk, wmawiając, że to przecież nieszkodliwe i nie ma niczego strasznego w niewinnych alternatywach i kompromisach ze złem.
Rozważmy to na przykładzie sodomitów itp. Antyseksualność kreowana przez rewolucję seksualną doprowadziła do zaprzeczenia wartości normalnego pożycia ludzkiego. Zaczyna się od języka. Homoseksualizm i inne dziwne „-izmy” nie mają z seksem przecież niczego wspólnego. Seksualność nie polega na ocieraniu narządami rodnymi o dowolne przedmioty ani kreowaniu w sobie w dowolny sposób pociągu miłosnego (ta sama płeć, przedmioty, dzieci, zwierzęta czy coś jeszcze obrzydliwszego). Miłość płciowa (sex) jest już w nazwie „płciowa” właśnie, więc oparta na przyciąganiu płci. Pociąg do własnej płci można nazywać co najwyżej homofilią w analogii do nekrofilii, zoofilii.
Po zmianie języka, gdzie dobro i spaczenie sprowadzono do tych samych pojęć, przychodzi druga pułapka – współczucie. Zło i grzech budzą w głębiach duszy współczucie, bo w istocie są gwałtem zadawanym samemu sobie i – prędzej czy później – cierpieniem. Anty- wykorzystuje ten element i żąda dla siebie zrozumienia i pomocy, tyle że nie w wychodzeniu ze zła, ale w pogłębianiu się w nim. Skradzione zostają więc emocje.
Teraz następuje trzeci element. Uzyskawszy związanie rozumu przez spaczenie języka i wykorzystanie uczuciowości, pozostaje jako ostatnia etyka, która jeszcze mogłaby się bronić. Należy ją zmiażdżyć przez terror. Przecież początkiem moralności jest bojaźń, a ją można uzyskać strachem. Dochodzi do sterroryzowania porządku moralnego i prawnego także poprzez szantaż moralny czy wręcz następujące w ten sposób wyłącznie. Ostatni element obrony upada.
Rozpoczyna się dominacja zła. Wszystkie bastiony dobra padły pod kłamstwem i moralną przemocą. Zło dominuje, dyktuje warunki, zaczyna się panoszyć. W ten sposób antyseksualność wypiera psychiczne, umysłowe i moralne przywiązanie dzisiejszych ludzi do prawdziwej płciowości. Anty- zwycięża, Zły wygrywa w zmaganiu o dusze.
W ten sam sposób wiele innych anty- zyskiwało dominację zarówno w dziejach, jak i dzisiaj. Antysztuka zapaskudza galerie i półki księgarskie. Antynauka wdziera się na uczelnie (gender i queer studies czy też wcześniej czarostwo pod postacią psychotroniki wstępujące do instytutów badawczych; istnieją też uczelnie szamanizmu). Antyrodziny (wolne związki, także dewianckie) wypierają w umysłach model prawdziwej rodziny itd. Każdy może dodać swoje przykłady zjawiska anty-.
Szatan nie tworzy jednego antyporządku, ale wiele. Wie, że ludzie kochają konkurować i wzajemnie ze sobą się zmagać. Druga wojna światowa była wielkim konfliktem dwu ideologii będących nośnikami dwu antyporządków. Ludzie stanęli wobec wyboru: nienawidzisz faszyzmu, zostań komunistą albo nienawidzisz komunizmu, ubierz brunatną koszulę. Dziel i rządź, skłóć i zwróć przeciw sobie – oto doskonała sztuczka diabła, która pochłania setki milionów istnień ludzkich. Zło jest mało twórcze, ale za to bardzo różnorodne i skomplikowane. Zjawiska anty- są w stanie wypełnić świat i podporządkować go sobie, zdominować umysły, serca i sumienia.
(7)
Trwa zmaganie Ładu i sensu z chaosem, bezładem i absurdem. Tego chaosu jest niesamowicie dużo, a jego manifestacje myślowe zawsze niosą wewnętrznie sprzeczne twierdzenia, z którymi bardzo trudno dyskutować. Chaos przytłacza rozmiarem, choć nie siłą, bo takowej nie niesie. Stary demon ma w tych czasach swoje gody. Na tysiąc sposobów, poprzez tysiąc swoich smoczych paszcz kąsa i kłamie. Z którą dyskutować? A może uderzać prosto w cielsko, czyli w to, co przekuwa szkodliwe myśli w czyny; to, co je wszystkie łączy: złe emocje, pychę, samolubstwo, zamknięcie na Boga. Atak na Boga nie jest przecież zjawiskiem intelektualnym, bo intelekt, jeżeli jest używany uczciwie, doprowadza do Boga. To pewien schemat emocjonalny wdrukowany przez złą kulturę i przekaz międzyludzki. Jak dyskutować z bezrozumnymi emocjami, wadami, nawykami, przyzwyczajeniami, czyli duchowymi zniewoleniami?
Bóg jest tym, który w ostatecznej walce Apokalipsy pokonuje Smoka Chaosu, Nieładu. Smok jest symbolem chaosu wojującego z Kosmosem. Te mitologiczne symbole zostały przeniesione w Piśmie do czasów przyszłych, ostatecznych. To bardzo nietypowe dla mitów. Ukazuje nam to prawdę, zgodnie z którą żyjemy w rzeczywistości mitycznej. Żeby ją zobaczyć, potrzeba wzroku wiary. Nasze obecne życie toczy się na polu walki ze Smokiem o to, żeby powstał ostateczny, doskonale uporządkowany Kosmos w Nowym Stworzeniu.
3. Cywilizacja
(1)
Cywilizacja to proces przyjmowania przez ludzi praw dla harmonijnego życia wspólnego. Wynika to z akceptacji kosmicznego porządku, który, jak już była mowa, był wzorem do tworzenia społeczeństw cywilizowanych, pierwotnie kosmologicznych. Proces ten opisuje E. Voegelin w swoim monumentalnym dziele Porządek i historia.
Cywilizacje mogą być różne, pomijam tutaj ich aspekt polityczny opisywany przez F. Konecznego i S. Huntingtona. Dla mnie istotniejszy jest wymiar wartości, jakie są chronione w zbiorowości ludzkiej, i odpowiedź na pytanie, czy tworzymy cywilizację życia czy śmierci? Uobecniamy Porządek Boży czy zinstytucjonalizowane zło?
„W nauczaniu papieskim Pawła VI i Jana Pawła II Stolica Apostolska głosi światu «cywilizację miłości» jako ratunek przed zagrożeniem «cywilizacji» śmierci. Słynny czwórmian:
1) prymat osoby przed rzeczą;
2) prymat etyki (moralności) przed techniką;
3) prymat «być» przed «mieć»;
4) prymat miłosierdzia przed sprawiedliwością – jest manifestem cywilizacji życia.
Świat cywilizowany, w tym i Polska, znajdują się w kryzysie, który w dużym uogólnieniu można by nazwać «cywilizacją śmierci», jako odwrotnością «cywilizacji życia». Albowiem człowiek w swym osobowym (poznania, moralności i twórczości) wymiarze jest ciągle, na różne sposoby instrumentalizowany zarówno przez nas samych, jak przez ośrodki życia społecznego. Ponad ludzką godność (osoba jest celem, a nigdy tylko środkiem w ludzkim działaniu) wynosi się codzienne sprawy użycia przyjemnościowego i materialnego zysku. A to powoduje ostatecznie zabijanie drugiego, chociażby jeszcze nienarodzonego człowieka, powoduje kradzieże zarówno te małe, kieszonkowe, jak i te duże, zbrodnicze, mafijne, zwane – ze względu na banki – aferami. Interesy pieniężne i podporządkowane im interesy polityczne (polityki machiavellistowskiej) górują nad godnością osoby, której prawami pogardza się jawnie w imię tolerancji wobec zła. A przecież wszystko, co jest od człowieka pochodne jako jego kulturowy wytwór, w stosunku do samego człowieka jest rzeczą; bo jest jakimś znakiem przez nas wytworzonym, dla przekazania drugiemu odpowiednich środków umożliwiających i wzbogacających życie ludzkie. Człowiek zaś w swym życiu osobowym: poznaniu, miłości, twórczości góruje nad wszystkimi swymi wytworami i znajduje swe ostateczne, osobowe spełnienie poza światem i jego materialnymi wytworami. (…) Dlaczego tak się dzieje z dzisiejszą cywilizacją?
Można jako wytłumaczenie wszystkiego wskazać na ludzką przygodność i słabość. Ta nie jest zawiniona; ale tej słabości przemyślne, perwersyjne rozumowe realizowanie nie jest niezawinione. Podstawy rozumowej perwersji i błędu są dziełem ludzkiej myśli oderwanej («wolnej»!) od prawideł rzeczywistości – bytu, jako prawdy dobra i piękna. U podstaw deformacji ludzkiego działania leży deformacja ludzkiego myślenia «uwolnionego» i «wyzwolonego» z reguł prawdy, dobra i piękna – czyli od liczenia się z rzeczywistością, która jakoś «wyparowała» z ludzkiej po-kartezjańskiej, po-kantowskiej, po-heglowskiej myśli. Przypominają się surowe ostrzeżenia św. Pawła: «Przyjdzie bowiem czas, gdy zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich pożądliwości zgromadzą sobie nauczycieli – mając uszy chciwe pochlebstwa i od prawdy słuch z pewnością odwrócą, a obrócą się ku baśniom (mitom)…» (Tym 2, 4).
To dzieje się w dzisiejszej cywilizacji; a zaczęło się na dobre w jesieni średniowiecza, gdy od czasów nominalizmu wycięto («brzytwa» Ockhama!) z ludzkiego poznania «universale metaphysicum», koniecznościowe stany i sposoby poznania, będące racją ogólności natur i gdy w ślad za nominalistyczną myślą (przejętą do protestanckiej teologii) poznawcze przeżycia–idee – stały się ośrodkiem zainteresowań zsubiektywizowanej już filozofii Descartes’a, empiryzmu angielskiego, Kanta, Hegla, postkantystów fenomenologicznych, egzystencjalnych, hermeneutycznych. Miast rzeczywistości analizowano znaki (idee, pojęcia, wyobrażenia, uczucia, przeżycia) poznawcze, a sama rzeczywistość stała się albo niedosiężną, albo niepotrzebną, bo same znaki stały się odtąd «przedmiotem» – namiastką rzeczywistości. Co więcej, to znaki samych znaków (czyli znaki językowe jako znaki przeżyć – idei) – a więc jedynie obszar języka – stał się, jeśli nie jedynym, to zasadniczym «przedmiotem» analiz ludzkiej myśli. A sam język jako znaki umowne znaków naturalnych, przezroczystych (idei), rozpatrywany od strony syntaktycznej i pragmatycznej okazał się mniej lub bardziej skomplikowaną grą, której głębsze i płytsze reguły należy wyświetlać, chociażby do granic absurdu w strukturalizmie C. Levi-Straussa. Zanegowano więc realną podmiotowość człowieka, która ponoć miałaby być jedynie interioryzacją podmiotowości gramatycznej języka, a racjonalne struktury ostatecznie miałyby być wytłumaczone zasadą przypadkowości. Bezsens miałby okazać się rodzicem sensu. Wcześniej jednak, w filozofii subiektywnej postkartezjańskiej i postkantowskiej, poznanie rzeczywistości (prawdy, dobra, piękna) zastąpiono myśleniem, czyli operacją na znakach formalnych (przezroczystych – ideach), a następnie na znakach umownych, jakimi są operacje językowe. Człowiek stał się «wolny» od prawideł rzeczywistości (bytu–prawdy–dobra–piękna), a same prawidła rzeczywistości wymienił na sferę wartości – SOLLEN, dostosowanych do zamierzeń samych działań, które już nie muszą się liczyć z rzeczywistością bytów realnie istniejących” (O. Krąpiec, U podstaw cywilizacji życia i cywilizacji śmierci).
(2)
Do rozkwitu cywilizacji potrzebne są wartości – przedkładanie cnót i porządku ponad dobro własne. Cywilizacja europejska zdominowała świat, ale obecnie weszła w fazę dekadencji – odrzucenia wartości jako takich. Cywilizacja bez wartości staje się tyranią zła.
(3)
Decywilizacja to proces rozpowszechniania Nieładu w miejsce uporządkowania społecznego. Mówiąc prościej, to apoteoza dziczy, czasem w ramach prawa państwowego i jego instytucji. Te zjawiska zaczynają się w samym człowieku. Cywilizacja jest ideą, która ożywiała pokolenia, ale zrealizowana, staje się jakby obumarła. Kolejne generacje skłaniają się do hedonizmu, permisywizmu, zdziczenia. Pojawia się apokaliptyczny świat postludzki. Takie wyznaczniki ucywilizowania, jak prawdziwa nauka, prawość, dobre państwo, wypierane są przez antynauki, nieprawość (anomię) i anarchię. Coraz więcej teorii spiskowych anarchizuje społeczeństwo, odbiera powagę empirycznej wiedzy na rzecz szerzenia irracjonalnych lęków. To wzmaga wzajemną wrogość między ludźmi, która zdaje się zmierzać do jakiegoś strasznego wybuchu. Widać to także w polityce międzynarodowej, gdzie kosmologiczne imperia współczesności wydają się zmierzać do jakiejś wielkiej wojny. Obym się mylił. Kultura zatraca także poczucie metafizycznego dobra i ładu, dekadencja wewnętrznie niszczy społeczeństwa, powoduje ich degenerację moralną, a nawet wymieranie.
(4)
Zdaje się, że Jan Paweł II powiedział, iż miarą wartości cywilizacji jest jej stosunek do najsłabszych. Rozwińmy tę myśl. W pogańskim antyku stosunek do niemowląt bywał dość swobodny. Dzieci traktowano jak przedmiot i nierzadko były po prostu wyrzucane, porzucane. Szokująca nas dzisiaj skała tyrtejska była krokiem w stronę humanitaryzmu ze strony władz Sparty. Przed zamordowaniem chromego niemowlęcia musiało być bowiem urzędowo stwierdzone, że jest ono kalekie, i dopiero wtedy dokonywano na nim mordu. Wcześniej nie było takiego wymogu i niemowlęta mordowano w Sparcie swobodnie, podobnie jak w wielu innych państwach. Dziś podobne zachowania mamy w krajach Azji, gdzie na potęgę morduje się przed urodzeniem maleńkie dziewczynki z przyczyn czysto obyczajowych: wymagają posagu lub innych nakładów ze strony rodziców, względnie nie podnoszą prestiżu towarzyskiego itd. W Rzymie nad życiem dziecka pełną władzę życia i śmierci miał ojciec rodziny. W praktyce porzucanie dzieci na śmierć było na porządku dziennym. Bóg chrześcijan ukazał się jako ojciec każdego ludzkiego życia, wobec czego rodzic biologiczny utracił pełnię panowania nad potomkami. Bóg biblijny zakazuje mordowania niemowląt, także w łonie matki.
Poganiejący świat powrócił do dzikich stosunków. Dziś morduje się dzieci jeszcze w ciele matek. Zwolennicy postępu mogą się cieszyć. Rzeczywiście jest to jakoś postępowe w stosunku do wyrzucania dzieci przy drogach, jak robiono to w antyku. Rozwiązanie to jawi się jako technicznie sprawniejsze i jeszcze bardziej masowe. Krew niewinnych woła jednak do Boga i otrzyma stosowną odpowiedź.
4. Piękno
(1)
Ład jest ładny. Doświadczenie piękna wiąże się z wrażeniem porządku i harmonii. Nie umiemy zdefiniować piękna, potrafimy je jedynie kontemplować. Jest ono jednym ze zjawisk związanych z naszą naturą. Jedno wiemy na pewno, piękno to przeżycie, które słabo umiemy określić. Co czyni rzeczy pięknymi, a osoby – przyciągającymi? To Bóg jest Pięknem, On nie ma w sobie brzydoty, niedoborów ani wynaturzeń, stanowi samo piękno. Dlatego kontakt z pięknem ziemskim polega na obcowaniu ze sferą boskości, podobnie jak kontakt z dobrem, prawdą, mądrością. Ze sferą boskości, a nie z Bogiem, gdyż ludzie i rzeczy świata mogą być jedynie odbiciem Absolutu.
Jest drugi rodzaj piękna. Poza pięknem typowo zmysłowym istnieje piękno duchowe, występujące u ludzi dobrych i świętych. Chodzi tu o obecność w nich Boga, który przenika ich naturę i czyni przyciągającymi dla ludzi zdolnych to postrzegać.
Jest też rodzaj piękna i elegancji właściwy np. równaniom matematycznym, dowodom twierdzeń fizycznych. Takie doświadczenie przenosi człowieka poza fizyczność.
Piękno to doznaniowe odbicie boskości, dlatego jest takie atrakcyjne. Przypisujemy je stworzeniom, gdy tymczasem są one tylko oknami na źródło tej promienistości. Piękno ma zdolność przyciągania do siebie. Wywołuje ono też skłonność do zapatrzenia się w nie, przylgnięcia i zatracenia, czyli kontemplacji.
(2)
Estetyka czy etyka
Estetyka, czyli wiedza o pięknie, jest rodzajem systemu normatywnego. Funkcjonują obowiązujące kanony (wzorce, zasady) dotyczące wyglądu domów, samochodów, strojów, ludzi. Przypomina to każdy inny system praw, ma swoje wartości, reguły, wzorce, normy, osądy wartościujące. Wiążą się z tym też społeczne nagrody i sankcje. Estetyka należy do sfer kierowania życiem.
Grecy wiązali ze sobą przeżycie piękna i dobra. Mówimy, że jak coś dobrze wygląda, to też dobrze działa. Elegancja jest przymiotem wyjątkowo trafnych twierdzeń matematycznych i rozwiązań problemów.
Każdy z nas ma sumienie, czyli zmysł moralny, funkcję umysłu odpowiedzialną za rozpoznawanie praw i ich stosowanie, wewnętrznego recenzenta. Niestety, w naszych upadłych czasach ludzkość, zwłaszcza ludzie Zachodu, przejawia niezmierną niechęć do zagadnień moralnych i mądrościowych (odróżniania dobra i zła). Wyraża się to w często powtarzanym kłamstwie, że nie ma prawdy, że nie da się rozpoznać, co dobre, a co złe. Wszyscy mają sumienia, które trzeba zapełniać jakimiś wzorcami. Ludzie bardzo chętnie, mimo zakazu Bożego, potępiają innych (odbierają im godność, byt) albo uwielbiają (ubóstwiają) – to spaczone funkcjonowanie zmysłu moralnego, przypominające jednak o jego istnieniu. Duch tego świata zadbał, aby sumienia jego poddanych nie były puste, ale stały się dla niego użyteczne. W tym celu ludzie zamiast systemu moralnego przyjmują do swojego sumienia system estetyczny. Etyka została wyparta przez estetykę. Ważne jest, jak ktoś wygląda, jak się ubiera, jego fryzura, opalenizna, samochód, dom. Przeżycie normatywne zostało poddane kultowi ciała, zmysłowości i żądzy. Hiperestetyzm zastąpił moralność. Plastykowa śliczność emocjonalna, egzaltowana i nieszczera, jest też znamieniem nauk ruchu Nowej Ery.
W słynnym eksperymencie behawioralnym, gdzie sprawdzano, jak się będzie zachowywać społeczność myszy, gdy nie będzie jej doskwierać żaden brak, pojawił się aspekt omawianej przemiany. Dokarmione i bezpieczne gryzonie z początku masowo się rozmnażały. Jednak pozbawienie zagrożenia i braków zaczęło powodować ich wewnętrzną degenerację. Pojawiła się coraz większa grupa myszy nazywanych pięknymi, które bardzo o siebie dbały, wyglądały wzorowo, ale nie interesowały się niczym poza sobą, nie wiązały się z drugą płcią, nie miały potomstwa. To doprowadziło do zatrzymania rozwoju mysiego stada. Coś podobnego przeżywamy obecnie w naszym przejedzonym świecie Zachodu – to zapatrzenie we własne ciałka i brak woli życia. Liczy się jedynie swoje piękno. Tak człowiek stoczył się do poziomu przejedzonej myszy.
To wszystko odbija się także na komunikacji społecznej. Ludzie dziś ładniej mówią, częściej się uśmiechają, dbają o precyzję gramatyczną i semantyczną oraz ogólną uprzejmość. Jednak te dworskie maniery kryją równie dworską pustotę i hipokryzję. Poważniejsze ostateczne tematy w głowach, słowach i myślach dzisiejszych ludzi nie istnieją. Z trzech biblijnych stronnictw wrogich Bogu swoje panowanie przeżywają obecnie herodianie, wystrojeni, rozpasani dworacy, bez zmrużenia oka mordujący proroków i samego Boga.
Chrystus mówił „pobielane groby” – wyestetyzowane zło. W Izraelu malowano groby wapnem, bo z natury były dla Izraelitów odrażające i nieczyste. To dość mocna metafora, ale niezwykle trafiona także dla naszych czasów.
Bardzo wielu ludzi współpracuje z Demonem w wytwarzaniu takiego wzorca człowieka. Ludzie bez rodzin, cierpiący wewnętrznie z powodu samotności, są najbardziej promowanym typem konsumenta, gdyż taki musi sobie wynagradzać życiowe niedobory niepotrzebnymi zakupami i gadżetami. Inwestuje też w swoje ubrania, kosmetyki i ogólnie piękno. Zachowuje się jak myszy w eksperymencie.
To jest życie na obraz i podobieństwo Demona, który przed człowiekiem może przybierać różne kształty, także upajająco piękne. Jest przy tym bezpłodny i pochłonięty żądzą posiadania. Wąż nierzadko kojarzy się z pięknem, jego metaliczna łuska, połyskliwe kolorowe wzory przywodzą na myśl biżuterię.
Z naszej natury wynika, że poszukujemy piękna, żeby przy tym samemu poczuć się pięknym. Najpiękniejsze są małe dzieci w ich naturalnym dobru. Bóg widzi nas pięknymi. Nasze dusze to kwiaty, które dla Niego kwitną. On je podziwia, a one Go uwielbiają i jak słoneczniki kierują się do słońca. Żadne piękno zewnętrzne nie może się równać z Bogiem, który jest źródłem wszelkiego piękna. Wszystko, co stworzył, stanowi tylko marne tego odbicie.
