CZĘŚĆ II · ROZDZIAŁ 19

Dwoistość zasad

KONRAD TOMASZ

1. Dialektyki, dualizmy

(1)

Skomplikowanie i niejednoznaczność świata

Skąd bierze się dynamika życia? Jak to jest, że tak często napotykamy w życiu na przeciwności, nawet gdy mamy zupełnie dobre zamiary? Dlaczego trzeba wysłuchiwać drugiej strony? Dlaczego złoty środek leży pomiędzy dwiema błędnymi skrajnościami? Dlaczego symbol Tao ma już tysiące lat, a wciąż jest ważny, podobnie jak zapewne równie stary małoazjatycki i grecki kaduceusz? Dlaczego do tych symboli wciąż wracamy? Dlaczego Ewangelia pełna jest pozornych sprzeczności i paradoksów?

Dwoistość pierwiastków rzeczywistości znana jest kulturom całego świata. Religioznawcy określają to zjawisko coincidentia oppositorum, a w tradycyjnym chrześcijaństwie funkcjonuje nazwa complexio oppositorum. Chociaż zostało ono nieco zapomniane w Europie, to także i tu jest ono obecne od zawsze dzięki najstarszym greckim filozofom. Dziś musimy powrócić do tej dwoistości, aby lepiej zrozumieć świat i siebie samych.

(2)

Wszędzie wokół siebie widzimy zmagania i spory. Wystarczy wspomnieć o wojnie między:

• nowoczesnymi i tradycjonalistami,

• humanistami i teocentrystami,

• starością i młodością,

• miłością i sprawiedliwością.

Z punktu widzenia filozofii dwoistości świata te spory są zupełnie zrozumiałe, choć zachodzi konieczność ich przezwyciężania. Samo to twierdzenie jest już przyjemnie dialektyczne.

(3)

Dwoistość zasad

Dwoistość, ogólnie rzecz biorąc, występuje w całości stworzenia i jest jego ontyczną zasadą. Sama zasada dynamicznej dwoistości także spotyka się z przeciwstawną sobie zasadą wieczności. Dwoistość to obecność we wszystkim dwu przeciwstawnych zasad, które nieustannie ze sobą się mocują, ale i przekształcają się w siebie nawzajem. Dwoista budowa świata bardzo nam komplikuje życie, gdyż na każdym kroku spotykamy się z siłami sobie przeciwnymi. Jednocześnie bez tego w ogóle nie powstałoby stworzenie, ponieważ pary przeciwstawień czynią je skończonym, a żadna obecna w nim cecha ani rzecz nie sięga do nieskończoności, gdyż zawsze w porę zakończy ją przeciwna jej zasada. Ścieranie się zasad powoduje, że rzeczy świata nie są nieograniczone, nic nie rośnie bez końca, bo stałoby się dzięki temu boskie, nieograniczone. Na szczęście coś, co działa przeciw takiemu rozrostowi, ogranicza daną rzecz, nadaje jej wymiar, a co za tym idzie – umiar. Ta pierwotna dwoistość jakoś przedziwnie spotyka się z faktem dwoistości w relacji Bóg–świat, gdzie te istnienia reprezentują przeciwne cechy, a jednocześnie dążą do integracji w Królestwie Bożym.

(4)

Coincidentia oppositorum (w skrócie CO) jest jedną z rzeczywistości wynikających z działania Logosu.

(5)

Dualizm wartości

Bliskowschodnia gnoza i okultyzm wyznają dualizm wartości. Według niego dobro i zło są siłami obecnymi w Kosmosie i mają status boski. Takie twierdzenia powtarzają gnostyckie Gwiezdne wojny, kiedy mowa w nich o jasnej i ciemnej stronie mocy. Jest to szalenie niebezpieczny błąd, prowadzący do ubóstwienia zła. Sukcesorem tego zjawiska stał się zachodni satanizm. Ta postać dualizmu niekiedy jest mieszana z dualizmem zasad, chociaż nie mają one ze sobą nic wspólnego. Sytuacji zamieszania między nimi dopełniają niektóre wywody Daodejing i Heraklita poświęcone problemowi równości między dobrem i złem, przy czym dotyczą one doświadczenia dobra lub zła na ziemi jako równie mało ważnych dla człowieka żyjącego według spraw metafizycznych. Jest to jedynie wyraz dystansu wobec całości zmysłowego doświadczenia (jak apatheia u stoików). Dualizm wartości to ponury błąd, który miał swoje pozytywne strony w czasach, gdy powstawał w religii perskiej obejmującej wiarę w dobre i złe siły duchowe. Dziś jednak prowadzi jedynie do patologii.

(6)

Dwoistość to pojęcie, które można odnosić do różnych spraw. Paul Tillich wyróżnia dwa znaczenia.

1. Dialektyka zasad istnienia

Każdy wymiar świata przenika biegunowość dwu przeciwstawnych sobie zasad. Dotyczy to także ludzkiego myślenia. Zbyt prosta logika jest wyrazem obłąkania, jak zauważył G.K. Chesterton. Chory rozum posiada tylko jednowymiarową prostą logikę, nie mając już władz moderujących własne prostactwo, takich jak: uczucia, emocje, sumienie, samokrytycyzm. Zdrowy rozsądek zauważa drugi punkt widzenia, przeciwną logikę, która także zawsze ma jakieś znaczenie. Paul Tillich idzie jeszcze dalej i wprost nazywa jednowymiarowość myślenia demonizmem. Ta biegunowość stanowi dla nas wyzwanie. Dualne myślenie wytwarza w nas rodzaj napięcia, które nigdy za naszego życia nie daje nam spokoju i w nieunikniony sposób nam towarzyszy. Jest to jednak zdrowy i cenny rodzaj napięcia, które trzeba zaakceptować i nauczyć się z nim rozsądnie żyć. W niniejszej książce zajmiemy się przede wszystkim tą dialektyką.

2. Dialektyka potencjalnej wartości rzeczy świata

Paul Tillich zachowuje ostrożność wobec spraw świata, gdyż zauważa, że człowiek często może je wykorzystywać zarówno do dobra, jak i do zła. Rzeczy są niejednoznaczne, dwuznaczne – jak to określił tłumacz Teologii systematycznej. W angielskim oryginale znajdziemy stwierdzenie, że są dotknięte „ambiguity”. Nóż może służyć do karmienia innych, może też zabijać. Ta dialektyka zmusza nas do koncentracji i ostrożności w tym, co robimy. Coś, co wydaje się nam dobre, po przemyśleniu może okazać się czymś szkodliwym i złym. Wymaga to od nas czujności i pewnej fundamentalnej nieufności co do spraw tego świata. Są ludzie, którzy nie rozumieją tej potencjalności w zjawiskach świata i gubią się, dokonując zupełnej afirmacji wytworów człowieka, np. w postaci jakiejś idei, choćby socjalizmu. Może on mieć pozytywną postać społecznikowską, ale może być też doktrynerską ideologią wywołującą masowe zbrodnie rewolucji. Realizacja tej dwuznacznej potencjalności zależy w każdej osobnej chwili od człowieka, który nadaje kierunek swojemu działaniu w stronę dobra lub zła. Pamięć o dwuznaczności rzeczy świata powinna nam zatem stale towarzyszyć.

Dwoistości przeciwnych zasad nie należy mylić z dualizmem sprzeczności, co na przestrzeni wieków przytrafiało się różnym myślicielom. Sprzeczność pojawia się wtedy, gdy chcemy powiedzieć, że na biurku przede mną jest jabłko i jednocześnie go nie ma. Para „a” i „nie-a” nie może występować jednocześnie, natomiast przeciwne zasady, takie jak miłość i sprawiedliwość, mogą w Bogu współwystępować.

Pary sprzeczności mają swoje zastosowanie w nauczaniu. Wystarczy przywołać kilka wykluczających się zasad, np.:

• dobro – zło,

• pokora – pycha,

• ofiarność, hojność – chciwość,

• czystość – nieczystość,

• miłość (dla drugiego; przysparzanie mu) – zawiść (wydzieranie mu),

• cierpliwość – gniew,

• gorliwość, pracowitość – lenistwo, acedia, bunt.

(7)

Zasady przeciwne mogą występować w korelacji, np. dawanie u jednej osoby koreluje z braniem u drugiej.

(8)

Napięcie biegunowości

Doświadczenie napięcia między przeciwnymi zasadami towarzyszy człowiekowi w całym życiu. Nie da się od niego uwolnić i nie należy tego robić. Takim uwolnieniem bywa fanatyzm i zaślepienie jednym wymiarem rzeczywistości. Stale działają na nas napięcia, np.:

• zachowawczości i rozwoju,

• współczucia i sprawiedliwości wobec sprawcy zła,

• oszczędności i chęci zakupów,

• rozumu i uczuć.

Napięcie jest stałym elementem zarówno świadomości (E. Voegelin), jak i rzeczywistości (P. Tillich).

Przeżywamy też poważniejsze napięcia, które wynikają z tego, że dwa pierwsze bieguny istnienia – niebo i ziemia – nadmiernie się rozeszły. Ziemia wzgardziła niebem, stała się demoniczną skrajnością. Na dodatek człowiek przez swoje ciało składa się z pierwiastka ziemi, dusza zaś jest w niebie. Ma ona zdolność do nieustannego adorowania Boga. Grzech stanowi rozdarcie jedności tych pierwiastków w człowieku, co jest krańcowym zranieniem. Z kolei nawrócenie to ponowne zjednoczenie tych biegunowych elementów i reintegracja po rozdarciu.

(9)

Równowaga przeciwnych sił

„Po drugie, nawet jeżeli spokoju nie przytłoczy nadmiar różnorodności, może dojść do zakłócenia równowagi poprzez przesadne działanie w jednym kierunku, ze szkodą dla pozostałych obszarów normalnie potrzebnego działania. Taki nadmiar zakłóci «symetrię» życia, nawet gdyby był to nadmiar terpsis, radości, a nie folgowanie sobie w niższym rodzaju hedone. Aby zrozumieć teoretyczne znaczenie tej kwestii, należy przywołać ustęp z Alkmajona z Krotony, lekarza, który działał na początku piątego stulecia przed Chrystusem:

«Alkmajon myślał dalej, że w ciele ludzkim istnieją liczne pary przeciwnych sił – jakości, a mianowicie wilgoć – suchość, zimno – gorąco, gorycz – słodycz itp., i że równouprawnienie [isonomia]», czyli wzajemna równowaga poszczególnych członków w tych parach, jest warunkiem zdrowia, a «jednowładztwo [monarchia]», czyli przewaga jednego członu nad drugim powoduje chorobę:

«(…) zdrowie jest równomierną [symmetros] mieszaniną sił-jakości»” (za: E. Voegelin, Świat polis).

Powyższy cytat odnosi się do dorobku Demokryta.

(10)

Nadmierne wzmaganie jednej z zasad opozycyjnych wywołuje zaburzenia, nieporządek. Przykładowo miłość matki do dziecka bez poczucia odpowiedzialności staje się jego rozpieszczeniem, co rujnuje osobowość nowego człowieka. Z kolei nadmierna surowość także powoduje problemy.

(11)

Zjednoczenie przeciwnych sił dokonuje się w Bogu. Człowiek stale żyje w sytuacji napięcia między nimi. Właściwa harmonia, balans prowadzą do pokoju i dobrego życia. Nie jest to proste, szczególnie w sytuacjach społecznych, gdy przeciwne zasady spotykają się w dwu różnych osobach, np. w małżeństwie, gdy jedna osoba jest skąpa, a druga rozrzutna. Uzyskanie harmonii wymaga transcendencji, przekraczania, wychodzenia z siebie. To okazja do częściowego samoofiarowania.

(12)

CO jako kryterium dobra

„Nie podziwiam zgoła nadmiaru jakiejś cnoty. Jak np. męstwa, jeżeli nie widzę równocześnie nadmiaru cnoty przeciwnej, jak u Epaminondasa, który miał nadzwyczajne męstwo i nadzwyczajną łagodność. Inaczej bowiem to nie znaczy wznosić się, ale spadać. Człowiek nie pokazuje swej wielkości przez to, iż pozostaje na jednym krańcu, ale przez to, że dotyka dwóch naraz i wypełnia przestrzeń między nimi. Ale, być może, jest to jedynie chybki ruch duszy od jednego do drugiego z tych krańców, i że jest ona w istocie zawsze tylko w jednym punkcie jak rozżarzona głownia. Może, ale to przynajmniej znamionuje chybkość duszy, jeżeli nie jej rozciągłość” (B. Pascal, Myśli 353).

W Gerontikonie (czyli historiach pierwszych ascetów chrześcijańskich) można przeczytać, że wszelka przesada pochodzi od diabła.

Paul Tillich, rozpatrując jednoczenie przeciwieństw jako kryterium dobra, zauważa, że każda skrajność jest demonizmem. Widać to w Księdze Rodzaju, gdzie Szatan atakuje człowieka językiem przesady, mówiąc do Ewy: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?”. To rozpoczyna demoniczną huśtawkę skrajności. Kobieta w odpowiedzi kłamie zarażona szatańskim myśleniem, jakoby Bóg zabronił im nawet dotykać owocu zakazanego.

To typowa strategia zła – zasugerować człowiekowi, że w ogóle nie wolno mu czegoś robić, co jest naturalnie potrzebne, popchnąć go w skrajność w sprawach zasadniczych. Wtedy człowiek odpowiada drugą skrajnością, czyli absolutnym nieskrępowaniem, czuje się wojownikiem o życie i wolność w konfrontacji z jakoby opresyjnym Bogiem. Pojawia się możliwość wyboru „albo–albo”. Albo całkowity zakaz, albo zupełna samowola. Ta huśtawka skrajności, w których obie strony są złe, stanowi pułapkę diabła. „Mi to nic nie wolno, a inni mogą wszystko!” – złoszczą się nieraz dzieci już zarażone przesadą.

Paul Tillich stwierdza, że gdy jedna zasada nie jest równoważona przez drugą, to staje się czymś nieuwarunkowanym, a gdy uwarunkowane traktuje się jako nieuwarunkowane, to zaczyna być demoniczne.

Harmonia jest słowem, które kojarzymy z filozofią Orientu. Oznacza ona pokojowe, zgodne współistnienie jakichś elementów, także opozycyjnych zasad. Zwłaszcza w taoizmie, rzutującym także na buddyzm Chan (Zen), możemy znaleźć twierdzenia o potrzebie harmonii jako wyznacznika moralnego dobra.

Pełne zespolenie opozycji następuje w Bogu – Absolucie łączącym je w sposób doskonały. Dla człowieka to jest zadanie na całe życie: próbować je pogodzić, przybliżając się w ten sposób do Boga.

Tylko jedna zasada zdaje się nie mieć opozycji, a mianowicie duchowa miłość i dobroć dla Boga i ludzi, w której zatracił się sam Bóg.

(13)

Rozdarcie i dezintegracja

Współwystępowanie opozycyjnych zasad to obraz dwoistości, która ma wymiar jedności, gdyż zasady te dążą do zjednoczenia i występują zawsze wspólnie. Jednak zło też ma swoją propozycję rozdziału na świecie, a jest nią to rozdarcie. Gdy jedna z dwu zasad nie liczy się z drugą, dochodzi do próby sił i zniszczenia ich paradoksalnej jedności. Jest to stan wojny, zniszczenia harmonii. Człowiek idzie na wojnę z Bogiem, z innymi ludźmi, z samym sobą. Grzech jest kosmiczną katastrofą, w ramach której zasada stworzenia odrywa się od zasady Boga. Człowiek traci zaś połączenie ze źródłem swojego życia. Zamiast wchodzić z Bogiem w interakcje, zrywa z Nim.

Od tego czasu w świecie ludzkim powiększa się chaos spowodowany rozdarciem. Dzieci nienawidzą rodziców, z kolei rodzice nie dbają należycie o swoje dzieci. Przyroda oderwała się od człowieka i zaczęła go zabijać, zamiast mu służyć. Kto żyw, szuka sobie jakiegoś wroga, żeby wyładować na nim wewnętrzny morderczy popęd wzorowany na ojcu grzechu, Szatanie, który jako pierwszy jest takim wyseparowanym stworzeniem. Agresja między zasadami świata to zaprzeczenie jego integralności i relacji, które go scalają. To zasada wojny w miejsce harmonii, pokoju.

Zaczyna się od wnętrza człowieka, gdzie rodzą się wszelkie wojny. Brak wewnętrznego pokoju bierze się ze stanu wojny z Bogiem, co przekłada się następnie na wojnę z ludźmi. Towarzyszą temu rozmaite neurotyczne przeżycia, począwszy od agresji, przez frustrację, po depresję lub apatię. Człowiek rozszedł się w środku, deklaracje słowne, myśli, emocje, wreszcie czyny funkcjonują jakby od siebie niezależnie. Chcemy jednego, robimy drugie.

Przenosimy to na rozdarcie w swojej wytwórczości. Pojawia się natura bez kultury, manifestująca się jako chamstwo, perwersja, brak ogłady. Istnieje też kultura bez natury, objawiająca się przez myślicielstwo i sztukę, które są oderwane od rzeczywistości i ludzkich potrzeb. Zdarza się też, że natura wkracza w miejsce kultury, jak choćby modna golizna goszcząca w teatrach. Bywa również odwrotnie, kultura pojawia się zamiast natury, np. w postaci zaśmieconego i zatrutego świata, zniszczonej, niezadbanej przyrody. Są to wszystko przejawy chaosu, przepaści, w którą wpada człowieczeństwo i świat razem z nim.

Integracja wewnętrzna i duchowy pokój możliwe są jedynie przy Chrystusie, bo tylko On stanowi wzorzec człowieczeństwa. Jest aktywny, ale nie agresywny. To dzięki Niemu wiemy, jak iść drogą środka, drogą stonowanych i zjednoczonych zasad opozycyjnych. Przy Nim ludzie mogą być:

wierni, ale nie zaślepieni,

oddani, ale nie fanatyczni,

mocni, ale nie okrutni,

z miłością, ale bez sentymentów,

gniewni, ale bez nienawiści,

dumni, ale nie pyszni,

wybrani, ale uniżeni,

twardzi, najpierw dla samych siebie,

kochający wiedzę, ale ufający wierze,

pokorni, ale nie bierni,

cisi, ale nie apatyczni,

niosący pokój, ale broniący świętości,

ufający Opatrzności, ale nie leniwi,

noszący ze smutkiem swoje krzyże, ale nie smętni,

w sporze ze światem, ale na służbie dla niego,

upadający, ale wstający,

walczący, ale nie mszczący się,

zapatrzeni w doskonałość Boga, ale twardo stojący na upadłej ziemi,

namaszczeni radością, ale płaczący nad swoim grzechem.

2. Historia wiary w dwoistość zasad

(1)

Nie zamierzam opisać wszystkich przejawów CO w kulturach duchowych, jest to niemożliwe. Poniżej wskazuję przykłady dla mnie szczególnie istotne. Nie znam żadnego dzieła traktującego ten temat przekrojowo. Poniższe zestawienie sygnalizuje niektóre tematy, które będą dalej omówione bardziej szczegółowo.

(2)

Najstarsze zabytki

CO jest tak stara jak ludzkość. Dopiero uczone kultury pisane w większości zapomniały o myśleniu dualnym, co obecnie możemy naprawić. W Chinach ślady materialne tej filozofii mają tysiące lat, podobnie zresztą jak w innych częściach świata. Mnie urzeka zawsze znak identyczny z kołem Yin-Yang, zdobiący zabytki kultury Cucuteni z terenów dzisiejszej Rumunii i Ukrainy sprzed 4500 lat przed Chrystusem. Chiny są kulturą, w której dwoistość sił należy do najważniejszych zdobyczy myśli i stanowi o tożsamości tej cywilizacji. Zabytki takiego symbolizmu są tam jeszcze starsze.

(3)

Mity ludów pierwotnych i prehistoria

Nawet najprymitywniejsze ludy pierwotne, tak lubiane przez M. Eliadego, znały dwoistość i stosowały CO w swoim mistycznym myśleniu. Daleko w tym zakresie ludziom naszego wieku pod względem umysłowym do wielu „najprostszych” plemion. Religioznawcy wskazują coincidentia oppositorum jako jeden z wyznaczników myślenia pierwotnego. Śladem tego są wierzenia o powstawaniu świata poprzez dwoiste rozdzielenie jego składników, co można odnaleźć niemal w każdym z mitów.

„Dla Apaczów Usen to duchowa energia obecna we wszechświecie, moc istniejąca pod wszelką postacią i wypełniająca wszystko. Siła ta nie jest dobra ani zła, jest potężna i wszechobecna. Apacze wierzyli, że «był czas, gdy istniała tylko ta duchowa energia. Moc i nicość. Od zawsze. Moc ścierała się z mocą, szalała burza». W mitologii Apaczów nie ma jasnego mitu o stworzeniu świata. Sam akt stworzenia nie jest dla nich ważny, tak jak nieważne jest, kto tego dokonał. Ważny jest natomiast ciągle dokonujący się proces tworzenia. Apacze uważali, że świat ulega ciągłym zmianom, poddany jest nieustannej walce sił, które się ścierają, walczą ze sobą, jednoczą się. Przejawia się to we wschodach i zachodach słońca, narodzinach i śmierci, płynących po niebie chmurach, w błyskawicach i piorunach, w rozkwitających i więdnących kwiatach. Ta potężna moc przenikająca świat to Usen” (za: Z. Kozimor z: D.C. Cole, Les Apaches Chiricahuas, De la guerre à la réserve, ed. du Rocher, 1993 [The Chiricahua Apaches, 1847–1876 – from War to Reservation, University of New Mexico Press, 1988] – ze strony www.cochise. com.pl).

Jest to wizja powstania świata niemal identyczna z chińską koncepcją pochodzenia wszystkiego z Qi, która dzieli się na Yin-Yang, a te żywioły wytwarzają rzeczy świata.

(4)

Kultura biblijna

Jak pierwsza nuta nadaje tonację całej melodii, tak pierwsza litera Biblii rzutuje na całą jej treść – to prastare żydowskie przekonanie wokół litery „B”, która rozpoczyna Torę i jednocześnie służy do zapisywania cyfry „2”. Żydzi są bardzo przywiązani do dwoistości i parzystości w myśleniu. Przywołany niżej cytat z Syracydesa skrótowo przedstawia to zjawisko. Koncepcje filozoficzne nie są rozwinięte, jednak dwoistość i parzystość świata do dziś zaznacza swoją obecność w pamięci Izraelitów.

(5)

Grecy i Azja Mniejsza

Grecy z początku czcili w swojej stolicy duchowej w Delfach głównie Apollina, oznaczającego rozumność, oświecenie, mądrość, rozsądek. Jest to zasada słoneczna, niebieska, uraniczna, stateczna, uładzona, przemyślana. Główny bóg Zeus ma i drugiego syna – Dionizosa. Ten z kolei reprezentuje drugi pierwiastek: szalony, niestały, dziko naturalny, spontaniczny, związany z zapomnieniem i świętym szałem. To on daje ludziom ekstazę, czyli wyjście z siebie, przekroczenie siebie w mistyce, oraz entuzjazm – eskalację emocji w kierunku bóstwa. Z czasem Grecy oficjalnie zaakceptowali i ten drugi pierwiastek, przez co także w Delfach oddawali przez jakiś czas w skali roku cześć Dionizosowi, choć kult ten był napływowy zapewne z Tracji. W praktyce te dwie zasady wiążą się z CO.

Początki greckiej kultury jednak tego się domagają. Chodzi o Minojczyków mieszkających na Krecie. Ich zwyczaje wykazywały duże powinowactwo z tradycjami ludów Kapadocji, skąd zapewne pochodzili. Symbol libris, czyli topora z dwoma ostrzami, był wśród nich wszechobecny, obok głowy byka z dużymi rogami, często symbolicznie przedstawianej w taki sposób, że pozostają wyłącznie te dwa rogi. Są to symbole w oczywisty sposób dualne. Poza zabytkami materialnymi, nielicznymi niestety, brakuje bardziej szczegółowej wiedzy na ich temat.

Podobnie działo się w Azji Mniejszej. Wśród tamtejszych prastarych kultur widzimy mistykę dwoistości. Stamtąd pochodzi popularny do dziś symbol dwu splatających się węży – kaduceusz. Jest to cała filozofia dwoistości w jednym znaku. Dodatkowy kij to tylko podpora dla właściwego symbolu. Węże są dwa i symbolizują dwie siły tworzące świat. Mają trzy sploty, gdyż tworzą w ten sposób tradycyjnie pojmowane trzy światy: podziemny dla umarłych, ziemski i niebieski. Ich pyski zwrócone są przeciw sobie, co wyraża zasadę przeciwstawności zasad tworzących świat. Grecy chętnie stosują kaduceusz, choć nie rozumieją już jego symboliki, co dotyka wielu starych symboli, z czasem zamiast filozoficznie traktowanych jedynie na sposób magiczny.

Grecka kultura rozkwitała w Azji, gdy w Grecji właściwej doszło do najazdu Dorów, którzy nie szanowali wykształcenia, a tylko siłę. Był to okres wieków ciemnych. Dorów znamy jako Spartan, gdyż ostatecznie osiedli na Peloponezie. Kultura grecka była w wiekach ciemnych przechowana i odtwarzana w azjatyckich koloniach, przez co to Milet oraz Efez dały Grekom nowe impulsy kulturotwórcze. W filozofiach tam powstałych zasadnicze znaczenie miał właśnie aspekt dwoistości.

Hezjodowy opis powstania świata jest typowy dla mitów całej ludzkości. Oto z Chaosu powstają Gaja i Uranos, dwa światy – ziemski i niebieski, dwie zasady. Między nimi istnieje Eros – miłość, przyciąganie, harmonia.

(6)

Indie

Indie są skarbnicą tysięcy różnych wierzeń. Wśród nich jest wiele przejawów CO zarówno w samej treści wiary, jak i w stosowanej symbolice. W popularnych przedstawieniach należy wskazać przede wszystkim lingajoni oraz splecione miłośnie pary, umieszczane także na świątyniach. Myślenie indyjskie w ogólności cechuje specyficzny erotyzm metafizyczny, co historycznie niestety rzutowało także na nadużycia w zupełnie fizycznych praktykach.

Indyjskie nauki okultystyczne, które zostały zaabsorbowane przez wszystkie tamtejsze tradycje duchowe, łącznie z buddyzmem, czyli tantryzm, mają u swoich podstaw dwoistość sił. Ta tradycja jest bodaj najsilniej związana z poglądami dualnymi, które stanowią o jej tożsamości. Przykładowy cytat odnoszący się do hathajogi związanej z tantryzmem głosi:

„Według zasadniczej koncepcji ontologii hathajogi, istnienie kosmosu wiąże się z faktem, że pierwotna dwójjednia Śiva–śakti, absolutna rzeczywistość, ma możliwość różnicowania się w świat rzeczy mnogich, w kosmos, jednocześnie za chowując swą esencjalną jedność. Złamanie pierwotnej jedności («bezczasowy» akt kreacyjny; kategoria czasu wyłania się jako dość odległy emanat – ewolut wewnątrzkosmiczny) dokonuje się za pomocą fluktuacji esencji jeszcze w łonie pierwotnej dwójjedni. W ten sposób powstaje ontycznie usadowione w absolucie nieco niższe piętro bytu reprezentowane przez 2 przeciwstawne bieguny: pasywnego Śivę–Księżyc (þha, soma, candra) i jego aktywną energię, Śakti–Słońce (sûrya, agni, dosł. «ogień»). Owa aktywno-pasywna dualność, istnienie dwóch przeciwstawnych biegunów będzie charakteryzować każdą rzecz istniejącą w świecie, każde kolejne piętro drabiny bytów” (Powszechna Encyklopedia Filozofii).

Tradycyjne wierzenia wedyjskie obejmują powszechne niegdyś na świecie rozumienie, że rzeczy świata powstały przez podział. Przykładowo Waruna porozdzielał niebo i ziemię. Pierwotne rozdzielenie ma wielką wagę dla wedyjskiej kosmogonii. Według Rygwedy Dharma jest środkiem oddzielenia nieba i ziemi warunkującego istnienie świata. Podtrzymanie tego istnienia oznacza utrzymywanie rozdziału chroniącego przed powrotną zapaścią w stan chaosu, nieistnienia. Ten rozdział nadaje rzeczom tożsamość. Dharma konkretnego człowieka niesie w sobie zdolność utrzymania jego tożsamości, o ile jest przestrzegana. Wisznu, chroniąc Dharmę, utrzymuje stwórczy rozdział świata. Ten akapit to wypisy z książki W. Halbfassa Indie i Europa.

W Indiach przechowano niezwykle dużo filozofii opartej na CO, w tantrze przyjmującej także postać użytkowej gnozy.

(7)

Chiny

Dialektyka przeciwieństw została najlepiej na świecie opracowana w Chinach. Przekonanie o tym, że wszystko złożone jest z Yin-Yang to podstawa chińskiego myślenia. Niewiele przetłumaczonych pozycji książkowych z tego kraju jest dostępnych całemu światu. Znamy Yijing (I Cing), która była prastarą księgą filozoficzną. Możemy czytać Daodejing (Tao Te King) oraz Zhuangzi.

Jak we wszystkich cywilizacjach, filozofia została sprowadzona do okultyzmu i alchemii. Także w Chinach, to, co było genialną filozofią (taoizm klasyczny), dziś w popularnym ujęciu jest po prostu odmianą magii (taoizm popularny).

Chińska wizja metafizyki Tao jest tak bliska greckiemu Logosowi, że terminy te bywają stosowane zamiennie jak u wcześniej cytowanego C.S. Lewisa. Chińskie tłumaczenia Biblii stosują ten termin w Prologu Janowym. Tao podobnie jak Logos dzieli się na dwie siły (Yin-Yang), które w ramach swoich kombinacji mają zdolność do określania wszystkiego na świecie. Ich przemiany powodują zmiany w sytuacji człowieka według pewnego modelowego porządku, co opisano w Księdze Przemian.

(8)

Greccy filozofowie

Rozumienie CO należy do naturalnych pierwotnych przekonań człowieka. Mają one to do siebie, że gdy ludzie sami zaczęli kształtować swoje myślicielstwo, zapomnieli pierwotnego, nieporównanie głębszego przeżywania świata i siebie. Powrót do CO jest więc kolejnym przejawem zwrócenia się do pozytywnych aspektów myślenia pierwotnego, niezepsutego grzechem i ludzkimi fantazjami myślicielskimi. Podałem wcześniej przykład dotyczący Demokryta. W Grecji generalnie pamiętano o dwoistości zasad, aczkolwiek nie był to motyw przewodni żadnego filozofowania. Im starsza myśl, tym lepiej rozumiano te tematy.

Powstanie świata według Anaksymandra żywo koresponduje z mitami. Arche w postaci Apeironu (dosł. „Bezkres”, odpowiednik Chaosu) różnicuje się w dwie przeciwne zasady. Z kolei Pitagoras opisuje w świecie wiele dualnych sił opozycyjnych. Szczególne miejsce należy się Heraklitowi jako wynalazcy metafizyki Logosu i samego tego pojęcia. Także u niego pojawia się opis zjednoczenia opozycji, dzięki którym zachodzą zmiany. Podobieństwo do myśli chińskiej wskazuje, że obie te nauki musiały czerpać z pierwotnych ludzkich wierzeń, tylko gdzieniegdzie zapisanych. Niestety ani Anaksymander, ani Heraklit nie pozostawili szkół filozoficznych, które rozwinęłyby ich nauki. Z tych trzech jedynie Pitagoras miał licznych sukcesorów. Warto jednak zauważyć, że dwaj pozostali byli Azjatami, zapewne czerpiącymi z okolicznych kultur, gdzie pierwotniejsze wierzenia mityczne były bardzo żywe.

U Platona, odnowiciela filozofii, mamy z tego obszaru przede wszystkim dialog jako formę przedstawienia wiedzy wziętą z tragedii greckich. W samej tragedii greckiej stałym punktem był nierozwiązywalny dylemat, nad którym dyskusja wypełniała sztukę. Co najmniej dwa głosy w danej sprawie szukały ujednolicenia, zmagając się ze sobą. Dialektyka, jako w ogóle myślenie, bierze pod uwagę oba punkty widzenia z przeciwnych pozycji. Gdzieś w obszarze swojej ontologii Platon sytuował parę Jedno–Diada, która miała strukturę dwubiegunową. Myśliciel ten jako dziedzic orfizmu razem z Pitagorasem wyznawali opozycyjność duszy i ciała.

U Arystotelesa pojawiają się parzyste zasady, takie jak materia–forma, możność–akt. Dla mnie szczególnie ważna jest jego Etyka nikomachejska, która jako właściwy sposób postępowania w duchu CO, choć bez powoływania się na tę zasadę, wskazuje drogę środka pomiędzy biegunowymi skrajnościami.

(9)

Jeśli chodzi o filozofów europejskich, to warto przywołać postać Mikołaja z Kuzy z końca średniowiecza. W jego doktrynie pojawiła się „zgodność przeciwieństw” (coincidentia oppositorum). Myśliciel ten pozostawił nam ów łaciński termin. Nie znam jednak kierującej nim inspiracji w tym zakresie ani jego kontynuatorów. Był dość samotny w akcentowaniu dwoistości świata.

Tym, który powrócił do dialektyki bytu, okazał się w XIX w. G. Hegel. Jednak w tym zakresie jego typowo idealistyczna filozofia była tak oderwana od pierwocin, że przyniosła światu wiele cierpienia. Jego uczniem został K. Marks, który przełożył idealizm swojego mistrza w realną, morderczą walkę opozycyjnych w swoich interesach klas społecznych. Miał on kontynuatorów w innych mrocznych naukach o realnej wojnie międzyludzkiej, np. w walce ras Hitlera i walce płci feminizmu itp.

(10)

Gnoza

Mówiąc o dualizmie w dzisiejszym czasie, trzeba zauważyć, że kontynuatorami myśli na jego temat są gnostycy. Gnoza czerpie z antyku i przyjmuje za istniejące różne rodzaje dualizmu. Jest to typowe dla szkół ezoterycznych i okultystycznych na całym świecie. Nie różni się w tym od swoich orientalnych odpowiedników w alchemii taoistycznej i tantryzmie. Niestety, gnoza jako sukcesorka bliskowschodniego dualizmu wartości uznawała dobro i zło moralne za pierwiastki boskie. Ten okultystyczny pogląd został też recypowany przez satanizm, który posługuje się nawet w swoim kozim symbolu dwoistością sił dobra i zła we Wszechświecie i czci to drugie. Faktem jest jednak, że jeśli myślenie dualne, również w pozytywnym aspekcie dwoistości zasad, przechowało się gdzieś na Zachodzie, to tylko w gnozie.

(11)

Ewangelia i chrześcijaństwo

Królestwo niebieskie ma dwa pierwiastki – Boski i ludzki. Humanizm i teocentryzm muszą koegzystować i jakoś odnajdywać pokój. Pouczenia Ewangelii są paradoksalne, pełne przeciwstawnych zasad, co jest pożywką dla ateistów, którzy wytykają ich zdaniem niekonsekwencje w tym, co w istocie stanowi wyzwanie dla umysłów w duchu CO. Polska kolęda Bóg się rodzi zawiera całą kolekcję oksymoronów ewangelicznych, przez co znakomicie to ilustruje.

Gilbetr Chesterton i Carl Szmitt jako ostatni już myśliciele katoliccy przypomnieli, że niegdyś complexio oppositorum (termin równoznaczny z CO) stanowiło kryterium ortodoksji chrześcijańskiej. Niestety przez wieki Kościół rzymski utracił subtelność własnej teologii naturalnej i dziś nikt już tego nie przypomina.

(12)

Paul Tillich

Znakomitym teologiem i filozofem chrześcijańskim z Kościoła ewangelickiego był Paul Tillich. W swoim kompleksowym wykładzie Teologii systematycznej zawarł modelowe ujęcie CO jako podstawy struktury rzeczywistości. Każde zjawisko życia ziemskiego opisał jako dotknięte dwoistością, w której różne dążenia poddane są zawsze napięciu. Dobre życie cechuje się przezwyciężaniem tych napięć w kierunku jedności, a złe – rozpadem w wyniku napięć między dążeniami.

Ostateczne zniesienie napięć i dwoistości nastąpi w niebie. Przekraczanie ziemskich napięć dwoistości (a czasem nawet większej różnorodności) dla pojednania i zjednoczenia tu na ziemi ma cechy transcendencji i jest naznaczone oczekiwaniem nieba. Stanowi też antycypację porządku niebieskiego w postaci czynienia go tu na ziemi. Polega na przekraczaniu w stronę jedności tego pierwotnego stwórczego podziału na niebo i ziemię. Dwoistość u P. Tillicha staje się też jedynym sposobem adekwatnego opisu rzeczywistości. Pisze on wręcz, że dynamika każdego życia, nawet świętego (przekraczającego dwoistości), musi zawierać pewne napięcia.

Nauczanie P. Tillicha było podstawą moich poszukiwań w tym kierunku. Drugim wybitnym myślicielem prowadzącym mnie przez refleksję nad dwoistością jest Laozi.

3. CO w życiu człowieka

(1)

CO ma wielkie znaczenie w praktyce. Ogrom konfliktów pomiędzy ludźmi wynika z tego, że jedna strona sporu reprezentuje tylko jedną opozycyjną zasadę, a druga – wyłącznie drugą. Człowiek w danej chwili chętnie zapędza się w jednym kierunku i przyjmuje skrajną postawę, co wydaje się pozornie logiczne.

Tymczasem nasilenie jednej zasady bez uwzględniania drugiej prowadzi do demonizmu. Powstaje agresja, zło. Człowiek wyważony, potrafiący zrozumieć potrzebę balansu różnych stanowisk, nie popada w skrajności ani nie wywołuje morderczych konfliktów. CO nas upokarza, gdyż w prosty sposób nie mieści się w niczyjej głowie poza Boską. Zmusza do myślenia, a nie życia wyłącznie emocjami. Emocja w danej chwili jest to pociąg do realizacji jednej z zasad. Zaprzeczyć sobie, spokornieć, zobaczyć drugiego z jego racjami – to wszystko oznaki dojrzałej osobowości. Łagodzenie konfliktów wynika ze skłonności do niełatwej, skomplikowanej, zmuszającej do wysiłku harmonii.

Słowo diabolos pochodzi od rozdzielać. W tym przypadku każda z zasad antagonizuje się wobec drugiej. Na takiej podstawie zbudowano zło współczesności. Bogaci wyzyskiwali biednych. Biedni, słuchając K. Marksa i J. Lenina, mordowali bogatych w ramach „walki klas”. Podobnie A. Hitler głosił supremację jednej nacji ponad innymi, tzw. walkę ras. Dziś toczy się walka płci, począwszy od kultury macho, poprzez wojujący feminizm, do gender itp. Scenariusze tych walk są zawsze takie same: atak jednej zasady na drugą daje jej chwilową dominację, co wywołuje niszczycielską reakcję drugiej, wynikowo obie ulegają destrukcji. Rzeczywistość społeczna jest więc krańcowo inna od tego, jak to widzą hegliści gloryfikujący fizyczną walkę.

Przeciwnie miłość – wzmaga obie zasady, choć muszą one samodzielnie się powściągać. Przykładem tego jest zgodne małżeństwo, gdzie zasada żeńska i męska powinny z jednej strony nieco się ograniczać, z drugiej rozkwitać i prowadzić do spełnienia. Miłość małżeńska stanowi ogólnie najoczywistsze zobrazowanie harmonii przeciwieństw w życiu człowieka. Symbolika splecionych par w uścisku miłosnym oraz lingi w joni (lingajoni) jest masowo wykorzystywana w Indiach i odnosi się właśnie do CO jako procesu życiodajnego i twórczego dla świata.

Ogólnie ciało człowieka doznaje CO, kiedy wewnętrznie nami kieruje. Główny układ sterujący, czyli układ nerwowy, został zorganizowany parzyście – współczulny i przywspółczulny, a jego działanie jest sobie przeciwne. Podobnie hormony miewają pary działające antagonistycznie. Przeciwstawnie funkcjonują też półkule mózgowe. Ciało człowieka również jest symetrycznie dwoiste.

(2)

Zjawiskiem silnie związanym z CO jest potrzeba podziału, rozdziału różnych zjawisk, przeciwieństw, odmiennych dróg. Stworzenie to podział bezładu na przeciwne zasady, co w szczegółach będzie omówione nieco dalej.

W życiu człowieka taką sytuacją, w której staje on niejako na rozstaju dróg, jest decyzja. Wymaga zaryzykowania jednego wyboru i rezygnacji z drugiego. Jest więc podziałem, wyborem i odrzuceniem. Wiąże się z analizą, podziałem pierwotnej niewiadomej na konkretne opcje i przyjęciem tylko jednej z nich. Niekiedy decyzje są wybitnie trudne, stają się dramatami, kryzysami życiowymi. Kryzys to moment niewiadomej, kiedy jeszcze nie widzimy dróg wyjścia. Spokojna analiza opcji pozwala dokonać dobrego wyboru. Problem, dylemat, potrzeba wyboru między dwoma opcjami nie daje żyć, męczymy się, kiedy nie potrafimy wybrać. Pójście dalej wymaga rozstrzygnięcia, wyboru, odcięcia złej drogi od dobrej.

Życie jest wyrafinowaną i nieprostą sztuką ciągłej rezygnacji z tego, co przyjemne i łechcące, na rzecz tego, co słuszne i potrzebne – też przyjemne, ale subtelniej. Dokonywanie wyborów polega na nieustannej z czegoś rezygnacji. Mamy różne pragnienia, czasem wielokierunkowe. Wybierając jeden z kierunków, pozostałe skazujemy na obumarcie. Radość przeplata się z zawodem, nie można mieć wszystkiego.

Sąd poznawczy o rzeczywistości też jest decyzją. Sąd to zdanie typu: „To jest koń”. Podciągamy jedno ze znanych nam pojęć pod oglądaną rzecz i używamy odpowiadającego mu słowa. Podobnie sądy karne nazywają czyny człowieka, np. „To była kradzież”. Nazywanie rzeczy po imieniu stanowi dla człowieka jedno z najtrudniejszych wyzwań, większość ludzi nie potrafi bowiem sprowadzić oglądu świata do konkretu w jego nazywaniu.

W każdej chwili życia stajemy przed decyzją, opowiadamy się po stronie własnego bycia lub niebycia, życia w pokorze czy śmierci w pysze.

(3)

Kryzys

W chwilach przemyśleń narzekamy na to, że Kościół jest w kryzysie, że Europa jest w kryzysie. W sumie cały świat znajduje się w kryzysie, ale nie może być inaczej. Boli nas sytuacja kryzysu, kiedy zderzają się przeciwstawne ciągoty, kiedy brakuje ładu i spokoju. Co gorsza, kryzysy mamy w samych sobie, np. kryzysy wiary, kiedy zderza się z nią agresywna niewiara. Próbujemy przezwyciężać kryzysy społeczne, wciąż marząc o jednolitej, ludzkiej, względnie choćby lokalnej zgodzie. To dla niej wielu poświęca poczciwość i cnotę, przystając do zepsutego ogółu. Inni lubują się w eskalacji sporu, nauczyli się szukać go na każdym kroku. Agresywnie i awanturniczo nieustannie wyszukują wrogów.

Kryzys to dosłownie podział. Dzieło stworzenia zaczęło się od podziału na dzień i noc, niebo i ziemię itd. Czas stwarzania polega na oddzielaniu, wyodrębnianiu coraz lepiej zorganizowanych i skomplikowanych form istnienia. Kres tego procesu nastąpi dopiero na Sądzie Ostatecznym, kiedy ostatnia część stworzenia, czyli ludzie, zostanie osądzona. Ten ostateczny podział dzieje się jednak w nas już teraz. Dzielimy się na tych, którzy wybierają posłuszeństwo Bogu w dostępnym sobie objawieniu i pokorę, oraz tych, którzy zapatrzeni są tylko w siebie.

Napięcie, jakie w nas jest normalnym objawem CO, w sprawach ostatecznych staje się nieustającym kryzysem, wymagającym od człowieka najwyższej uwagi, powagi i przemyślności.

(4)

Wolność i dynamika życia

Dynamika życia pochodzi z CO. Świat jest obecnie niedookreślony, skoro działają w nim stwórcze zasady. Zmaganie się przeciwnych zasad daje nam przestrzeń do działania. Gdyby porządek świata opierał się na prostych pojedynczych zasadach, byłby owszem doskonały, ale nie istniałaby ludzka wolność. Człowiek może decydować dzięki temu, że ma z czego wybierać, obcując ze spektrum rozwiązań pomiędzy biegunami. Świat bazujący na logice pojedynczych zasad to zaprogramowany mechanizm niezdolny do własnej aktywności.

(5)

Walka

Jeden z Psalmów biblijnych przypomina, że „pokój szczęśliwość, ale wojowaniem byt nasz podniebny”. Owo wojowanie to zmaganie się z przeciwnościami życia, które występują zgodnie z CO. Dążenia każdego z nas spotykają przeciwdążenia lub innego rodzaju opór ze strony rzeczywistości, co należy do natury świata. Wymaga to od nas dzielności, życiowej bojowości. Akcentował to już Heraklit, najważniejszy zachodni filozof dwoistości zasad, który naturę świata określał jako wojnę. Nie chodzi oczywiście o ludzką wojnę, czyli napaść i zbrodnię, ale o zmaganie się zasad, nieustanne przemiany. Jego myśl próbował rozwinąć G. Hegel, co jednak mu nie wyszło, bo pomieszał prawdę z fałszem. Lepiej zatem pozostać przy Heraklicie. Trzeba też pamiętać, że sama zasada walki spiera się z zasadą miłości. Przeciwne zasady bowiem zarazem zmagają się, ale i przyciągają.

Owa dzielność w sytuacji kryzysowej jest głównym motywem Bhagawadgity. W niej pełen rozterek Ardżuna wysłuchuje nauk Kryszny na temat konieczności uczestniczenia w życiu nawet w warunkach wewnętrznego rozdarcia. Nie wolno nam uciekać od walki, jaką jest życie, potrzeba mądrej dzielności naznaczonej umiarem.

(6)

Umiar

Jedną z cnót kardynalnych jest powściągliwość. Bodaj michalici wydają pismo „Powściągliwość i Praca”, w jakiś sposób definiując tym tytułem właściwą postawę życiową człowieka. Wszystko, co stworzone, jest skończone, a to, co skończone, znajduje swoje doskonałe wypełnienie dopiero wtedy, gdy odnajduje właściwą sobie miarę i umiar. To znaczy dochodzi do punktu, w którym powinno samo sobie zaprzeczyć. Skutkiem etyki opartej na takich wywodach jest afirmacja powściągliwości i swego rodzaju ascezy.

(7)

Jednym z przykładów działania CO w życiu społecznym w świecie dwubiegunowym jest nieustanne zmaganie się zasad wolności i bezpieczeństwa w kształtowaniu porządku społecznego. Jedni pragną większego poczucia bezpieczeństwa i rygorów. Drudzy chcą swobody i znoszenia barier, zakazów. To zmaganie śledzimy nieustannie w świecie decyzji politycznych.

(8)

Dla mnie wiedza o CO okazuje się szalenie ważna dla idei uniwersalnego chrystianizmu. Jest ona uniwersalna, a jej powrót do chrystianizmu na pewno uczyniłby go pełniejszym pod względem filozoficznym. Krzyż zresztą także stanowi symbol zjednoczenia różnych zasad reprezentowanych przez dwie belki, co ma wiele interpretacji.

Dobrze rozumiana CO potrafi łagodzić konflikty nawet całych społeczeństw i zbliżać do siebie ludzi nie dlatego, że wszyscy staną się jednakowi, tylko pomimo różnic między nimi. Zasada ta każe uznawać inność i jednocześnie szukać pojednania. To jest reguła sprowadzania pokoju, harmonii i miłości, bez homogenizacji i znoszenia różnic. Dzisiejszy świat Zachodu głosi coś przeciwnego, tzw. równość, czyli likwidację zróżnicowania, ostatnio płciowego, co niestety nie kończy się niczym dobrym, tylko bezpłciowością i utratą tożsamości przez ludzi. Homogenizacja jest zaprzeczeniem CO i po prostu złem.

4. Życie odbiciem Bożej relacji wewnętrznej

(1)

Wielość rzeczy świata

W istnieniu, w Bogu i stworzeniu stale spotykają się przeciwstawne pierwiastki. Przykładowo w Bogu łączy się miłość i sprawiedliwość, wszechmoc i wierność sobie. Przeczucie tego towarzyszy ludzkości od zarania dziejów, od początku refleksji metafizycznej. Także świat zbudowany jest z przeciwieństw, pomiędzy którymi trwa harmonijna relacja. Gdy zachodzi ona w świecie i w człowieku, znamionuje dobry porządek. Harmonia wskazuje wzwyż, ponad świat, gdzieś, gdzie przeciwieństwa zyskują połączenie, zjednoczenie, gdzie się spotykają i pokazują na Boga.

Świat naśladuje Boga w tym, że nosi w sobie przeciwstawne pierwiastki. Dziś Księga przemian jest prymitywnie używana jako dzieło wróżebne, chociaż w rzeczywistości niesie ona głęboką i trudną filozofię. Pokazuje, jak elementarny rozdział tworzywa świata na dwoje komplikuje się poprzez różne złożenia pierwotnych elementów (symbolicznie ukazanych w trygramach i heksagramach) w byty i sytuacje tego świata, tym bardziej szczegółowe i indywidualne, im więcej złożone. To pierwotna dualność w miarę dalszego rozdzielania i powrotnego splatania wytwarza rzeczy tego świata.

Koncepcja przeciwstawnych żywiołów budujących świat ma uniwersalny charakter. W Indiach są trzy tzw. guny, czyli właściwości świata oraz pięć pierwiastków duchowych. W Grecji wskazywano cztery pierwotne elementy. W Chinach mówi się o pięciu, przy czym same stanowią różne kombinacje podstawowych dwu – Yin i Yang. Filozofia żywiołów jest jakby stadium pośrednim pomiędzy pierwotną jednością i późniejszym rozdziałem na siły przeciwstawne a ostatecznym efektem w postaci konkretnych rzeczy świata.

(2)

Przemiany i życie

Druga konsekwencja pierwotnej dwoistości stworzenia i jego złożoności to zdolność do zmian. W starej filozofii nazywane są one często ogólnie „ruchem”. Rozważanie problemu ruchu to jedna z osi filozofowania greckiego. Ruch oznacza też życie. Wszystko płynie, ale z jakiego powodu? Dzieje się tak, ponieważ relacje między przeciwieństwami są płynne, adaptatywne. Otwierają one przestrzeń dla zmian. Statyczny świat bez relacji i odniesień nie znałby ruchu, stałby w miejscu.

Prawdziwy świat jest prawdopodobnie odbiciem Boskiej biegunowości. Bóg stał się aż Trzema Osobami, pomiędzy którymi powstała wewnętrzna relacja. Między tymi Osobami nieustannie krąży miłość i świadczenie dobra. Ojciec stwarza dla Syna, z kolei Syn zanosi świat do Ojca. Syn adoruje Ojca, a Ten Go wywyższa. Duch Święty jest jakby treścią tych aktów, nośnikiem miłości, uwielbienia, adoracji. Ojciec wskazuje w epifaniach ludziom na Syna. Syn zaś uczy modlić się do Ojca. Zawsze Jeden wskazuje na Drugiego. To jest wewnętrzne życie Trzech Osób w Jednym Bogu. Odbicie tej relacji w świecie stanowi dynamika życia stworzeń.

Bóg dał nam życie. Znamy je jako nieustannie tańczący płomień Heraklita, a także jako nieustanny taniec wokół siebie nierozłącznych przeciwieństw opisany w Chinach. Ukazano je w mitach o świecie, który jest wytańczony przez Boga. Życie bowiem to ruch, zmiana, dawanie i branie, zdobywanie i straty. Relacja wewnętrzna w Bogu jawi się jako pierwowzór wszystkich życiodajnych relacji. Złożoność wewnętrzna Trójjedynego wydaje się archetypem wszelkiej złożoności. Miłość Trójcy także stanowi wzór dla naszego pierwotnego instynktu jednoczenia. Bardzo pragniemy powrócić do ogólnoludzkiej jedności (bycia „jednego serca, jednego Ducha”), która została rozbita grzechem w raju i pod wieżą Babel. Bóg mimo rozdzielenia na Osoby ciągle stanowi jedność. Po to jest rozłączenie i zdolność do ruchu (życie), żebyśmy powracali do jedności z Dawcą Życia i pomiędzy sobą, będąc w Nim zanurzonymi.

(3)

Kiedy stajemy w sytuacji decyzji, marzymy o tym, żeby dobrze wybrać, właściwie określić kierunek zmiany swojego życia. Istotą świata jest zmienność, a od niej nie uciekniemy. Chińscy wróżbici (czego nie pochwalam, ale zauważam) przy pomocy gałązek krwawnika i Yijing próbują się dowiedzieć, jaka przemiana nastąpi. Antyczni Grecy długo zajmowali się naturą zmian w świecie, nazywanych wówczas ruchem. Rozważali, czy on w ogóle jest, czy go nie ma. Skoro jest, to znaczy, że ktoś go napędza, ktoś poza światem, z zewnątrz. Uczony w instytucie przy superkomputerze przetwarza wyniki badań nad zderzeniami cząstek elementarnych. Próbuje zrozumieć naturę świata, opisać prawa materii, które wyznaczają kolejność następstw. Znając prawa, zasady, następstwa, wyprzedzamy czas, wychodzimy poza teraz, zdobywamy przyszłość.

Zmiany stawiają nas przed wyzwaniem dotyczącym określenia tego, czy istniejemy wraz ze światem, czy nie, gdyż to, co się zmienia, zarazem jest i nie jest. W kontekście zmienności nasze własne istnienie wraz z całym światem okazuje się skomplikowanym zagadnieniem, wcale nie tak oczywistym, jak to się pozornie wydaje.

(4)

Bóg stworzył człowieka niezupełnego. Gdybyśmy byli skończeni, nie mielibyśmy jak o sobie decydować. Wolna wola jest wielkim darem, ale żeby zaistniała, musi być w nas ułomność, niedorozwój, niepełność. Wolność i samodecydowanie, gdybyśmy byli skończeni, zupełni, doskonali, nie mogłyby być nam ofiarowane. Żeby wola mogła zaistnieć w tym wymiarze i coś zmieniać, decyzja, wybór muszą oznaczać poczynienie jakiejś zmiany w świecie, a zarazem w sobie, także w swojej duszy. Człowiek sam się zmienia pod wpływem swoich wyborów. Ważne jest jednak, w co się zmienia – w Bożego anioła czy w nienawistnego demona.

(5)

Czas

Czas jest kolejną osią układu współrzędnych – czwartym wymiarem. To na niej jest wyznaczana zmiana lub trwanie. Wszechświat się porusza, zmienia się w czasie. Można powiedzieć, że czas stanowi przestrzeń dla zmiany. Nie jest on siłą metafizyczną ani ostateczną, niewzruszoną, choć tak był do niedawna traktowany. To tylko wielkość fizyczna podlegająca przemianom, o których uczy nowa fizyka – teoria względności razem z innymi wymiarami fizyczności.

Naturalna zmienność świata pokazuje nam, że czas i zmiany, które on niesie, nie mogą być powstrzymywane. Przykładowo amisze, tkwiąc w swoim muzeum, sami się oszukują, że zatrzymali czas. Komunizm upadł także w Polsce dlatego, że zdawało się, że jego zwolennicy wyszli ze strumienia przemian. Ustrój ten, wybitnie stagnacyjny i niezdolny do innowacji, powodował w kraju zapóźnienie. Nieco podobnie zachowuje się fundamentalizm islamski, który usiłuje uczyć życia jak w VIII w. naszej ery, nie przyjmując żadnych nowinek. Każda stagnacja prowadzi do ogromnego napięcia, bo siły zmienności działają i popychają do ruchu.

Czy można opierać się zmianom? Absolutnie nie! Świat musi się zmieniać. Przychodzą nowe pokolenia, które otrzymują coraz to nowe zadania i wyzwania. Zmiany są zatem konieczne, taka jest natura czasu. Mądry człowiek o tym wie i kreuje zmiany zarówno w sobie, jak i poza sobą ku lepszemu. Ktoś inny zaś z nimi walczy, cofa czas, ale tej walki nie uda mu się wygrać. Kto orze, nie powinien oglądać się za siebie. Obowiązkiem wolnej woli jest dokończyć dzieła własnego stworzenia, prowadząc je do doskonałości. Na czym się oprzeć, dokonując wyboru drogi? Na Tym, który jest niezmienny, nie podlega czasowi, czyli na Bogu.

Czas jest czymś bardzo osobistym. Grecy znali czas w ogóle (chronos) i czas na coś (kairos). Dopowiem, że jest też mój czas. Jedyna okazja dla mnie, żeby samemu zrobić coś dobrego. Życie to wielki dar od Boga. Jest to czas dla mnie na coś dobrego, na zasługę, na naśladowanie Boga jako Jego dziecko. Ta przestrzeń do zmiany, do doskonalenia jest bezkresna. Koniec życia może nastąpić w każdej chwili. Czas jest wyliczony dla całej ludzkości i wydaje się zbliżać do kresu. Po nim nie będzie już ani zgorszenia, ani nawrócenia – każdy pozostanie takim, jak sam siebie ukształtował, będzie w kondycji anioła lub demona. Bóg na sądzie jedynie to unaoczni, gdyż wobec Niego nikt nie może udawać, symulować, grać lepszego, niż jest. Prawda odbije się w Prawdzie Boga, a dusza człowieka ukaże się w kształcie i kondycji, jaką każdy z nas jej nada. Na tym ukazaniu i utrwaleniu polega sąd.

5. Podział

(1)

Opozycja zasad w Bogu stała się modelem stworzenia świata. Kiedy czytamy archaiczne opisy powstawania rzeczywistości, znamienny i powszechny jest w nich motyw rozdzielania pierwotnej nieukształtowanej jedności na pary przeciwstawnych sfer lub zasad.

(2)

Podobnie jak w mitach, tak w Genesis w świecie materii obecny jest pierwotny Chaos. Zostaje on jakby rozcięty na dwie części. Później pojawiają się kolejne rozdzielane pary.

„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami.

Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą.

I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy.

A potem Bóg rzekł: «Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich!» Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem.

I tak upłynął wieczór i poranek – dzień drugi” (Biblia Tysiąclecia).

Pan Bóg czyni rozdział w pierwszej materii pozbawionej formy, kształtu, rozmiaru i jakichkolwiek cech. To doskonale znany motyw mitów na całym świecie, znakomicie czytelny dla ówczesnego odbiorcy tej opowieści, choć tutaj pozornie zdawkowy, to niosący ogrom sensów w odniesieniu do mitów znanych na Bliskim Wchodzie (i wszędzie indziej). U W. Burkerta (Starożytne kulty misteryjne, s. 108) znalazłem przykładowo wzmiankę o bogu – stwórcy, „który oddzielił ziemię od nieba, ciemność od światła”. Chodzi tu o egipski dokument o kulcie Izydy. Nie sposób ogarnąć wszystkich kosmogonii, w których występuje taki motyw. Koncepcja parzystego powstawania i późniejszego funkcjonowania świata bywała chętnie poruszana także w myślicielstwie. Ciekawie przedstawia to myśl chińska, podobnie robi to Heraklit w swojej koncepcji Logosu. Wcześniej zaś Anaksymander opisał bezkres, którego uporządkowanie następuje także przez wyróżnienie przeciwieństw.

Wielkie rozdzielenie nadaje pierwszej bezkształtności pierwszy kształt. Pierwsza bezkształtność – bezforemność uzyskuje kształty w wyniku parzystych podziałów. Bóg stwarza przez separowanie od siebie wielu par. Tak o tym piszą Izraelici:

„W księdze Bereszit Tora pokazuje Boga wprowadzającego porządek w chaos («ziemia była bezkształtną pustką»). Odbywa się to na wielu poziomach. Stwarzając świat, Bóg oddziela jasność od ciemności, Bóg oddziela suchy ląd od wód. Wprowadzanie porządku do chaosu odbywa się więc poprzez wyraźne rozdzielenie przeciwności. Nawet słowo bara użyte w Bereszit 1:1 oznacza przede wszystkim «stwarzanie», ale także – na co zwracał uwagę już w XII wieku Ibn Ezra – «rozdzielanie» («Bereszit bara Elohim et haszszamaim weet haarec», co tłumaczymy: «Na początku stworzył [rozdzielił] Bóg niebiosa i ziemię»). «Stwarzanie» jest więc «rozdzielaniem».

W świecie ludzkim te wysiłki są kontynuowane: Bóg objawia się Moszemu i ogłasza przykazania, które będą nadawały porządek ludzkiemu (zawężając: żydowskiemu) światu. Znów chaos jest tym, czemu Bóg się przeciwstawia. Tu też mamy do czynienia z rozdzieleniem przeciwieństw.

Przykłady:

Oddzielenie życia od śmierci: np. micwa nakazująca rozdzielenie mięsa i mleka – mięso martwego zwierzęcia jest symbolem śmierci, mleko jest napojem nowego życia. Nie można ich łączyć, gotować razem, jeść, odnosić z ich łączenia korzyści.

Oddzielenie czasu codziennego od czasu świętego: Szabat. Zakaz wykonywania czynności dnia powszedniego: tworzenia i przekształcania świata (zauważmy, że przejście z powrotem od czasu świętego do codzienności nazywa się hawdala, czyli rozdzielenie).

Oddzielenie gatunków: micwa zakazująca krzyżowania różnych gatunkowo zwierząt, ptaków i roślin (kilajim). Także micwa zakazująca siania różnych gatunków roślin na jednym polu. (…)

Podane przykłady mają jedynie sygnalizować niezwykle ważną sprawę: określenie, zdefiniowanie i nazwanie dobra i zła nie jest możliwe w chaosie, a jedynie w świecie uporządkowanym. W chaosie zło i dobro ulegają relatywizacji, ich kontury zostają zatarte.

Jakie są więc realne konsekwencje chaosu, któremu przeciwstawia się porządek Tory?

Poszkodowanymi, najbardziej narażonymi na zło są wtedy najsłabsi. Chaos jest zawsze środowiskiem, w którym krzywda, jakiej doznają ci, którzy nie potrafią się bronić, nie zostaje nawet dostrzeżona. Aby się o tym przekonać, wystarczy odpowiedzieć sobie na proste pytanie: kto jest zawsze najbardziej poszkodowanym w czasie jakichkolwiek wojen, rewolucji, okresów anarchii, kataklizmów, regresu kultury – wówczas, gdy społeczne i prawne normy uporządkowanego świata ulegają erozji i gdy dominuje chaos? ” (http://www.the614thcs.com/17.1598.0.0.1.0.phtml).

Warto podkreślić hebrajskie słowo bara użyte na początku Księgi Rodzaju, które oznacza „przestrzenne rozdzielenie”.

Ten sam proces tworzeniu porządku Bożego przez rozdział opisano w Księdze Syracydesa:

„Dlaczego jeden dzień góruje nad drugim, chociaż światło wszystkich dni roku pochodzi od słońca? W myśli swej Pan je wyodrębnił i On rozróżnił czasy i święta. Jedne z nich wywyższył i uświęcił, a inne zaliczył do dni zwyczajnych. Wszyscy ludzie są z mułu, i z ziemi Adam został stworzony. Pan rozdzielił ich w pełni swej mądrości i różne wyznaczył im drogi. Jednych pobłogosławił i wywyższył, uświęcił i do siebie zbliżył, innych przeklął, poniżył i wygnał ich z miejsc pobytu. Jak glina w ręce garncarza, który ją kształtuje według swego upodobania, tak ludzie są w ręku Tego, który ich stworzył, i odda im według swego sądu. Jak obok zła – dobro, a obok śmierci – życie, tak obok bogobojnego – grzesznik. Patrz na wszystkie dzieła Najwyższego, jak występują parami, jedno obok drugiego” (Syr 33, 7–15).

Mircea Eliade w swojej Historii wierzeń i idei religijnych pisze:

„Obraz praoceanu, nad którym unosi się Bóg jest bardzo archaiczny. Jednakże motyw Boga, unoszącego się nad głębinami, nie jest poświadczony w kosmogonii mezopotamskiej, chociaż mit w Enuma Elisz był prawdopodobnie znany autorowi biblijnemu (praocean jest określany hebrajskim słowem tehom, które ma ten sam etymologiczny rodowód, co babilońskie tiamat). Właściwe stworzenie, to znaczy uporządkowanie chaosu (tohu wa-bohu), dokonuje się mocą słowa Boga. Mówi On: «Niechaj się stanie światłość» i stała się światłość. Kolejne etapy stworzenia dokonują się zawsze dzięki boskiemu słowu. Wodny «chaos» nie jest personifikowany (por. Tiamat) i w konsekwencji nie jest «pokonywany» w kosmogonicznej walce”.

Pierwotny bezkres w toku tego stworzenia nabiera kresu. W różnych wymiarach otrzymuje zakończenie, spotyka się z jakimś brakiem. Coś staje się jakieś, bo nie jest nieskończone. Posiada więc ograniczenia i uwarunkowania. To, co nas kształtuje, to nasze ograniczenia i braki, niemożności. Ptak jest ptakiem także dlatego, że nie kopie norek; kret jest kretem, bo nie lata; ryba nie biega po ziemi; zając nie oddycha w wodzie. Korelat każdego przymiotu stanowi jakiś niedobór. To są skutki kolejnych stwórczych rozdzieleń.

Skoro świat zaczął nabierać przeciwstawnych cech, rosło zróżnicowanie poszczególnych rzeczy. Zaczęły się one wyodrębniać z bezładu. Powstały podziały. Pierwotna materia odnajdywała miejsce, gdzie jest oraz gdzie jej nie ma (swój niebyt, nieobecność). Tak sytuowała się w czasie i przestrzeni. Powstały konkretne rzeczy, np. gwiazdy, które z bezkształtu gazowych obłoków coraz mocniej integrują się wewnętrznie, scalają, zmniejszają się, nabierając konkretnego kształtu. Jednocześnie zaczynają samodzielnie „żyć”, funkcjonować, w tym przypadku płonąć. Podział wytwarza wynikowo indywidualizację, daje tożsamość. Skończoność rzeczy świata bierze się z tego, że funkcjonuje opozycja zasad, z których jedna ogranicza drugą i czyni jej działanie skończonym. Wzajemne ich moderowanie wytwarza formy i kształty rzeczy.

Podział w materii świata stopniowo postępował, zbliżając się do wytworzenia najbardziej skomplikowanej istoty posiadającej maksimum cech boskich, czyli człowieka. Jednocześnie w stworzeniu zachodziła specjalizacja cech, aż doprowadziła do dzieła doskonałego i celu tego procesu rozwoju. Człowiek – korona stworzenia – nosi więc w sobie niejako cały świat, a ten z kolei ma cechy ludzkie.

(3)

Ważne jest podkreślenie opozycji ładu i chaosu. Stwarzanie rzeczy świata to podział chaosu, z którego wszystko powstaje. W niektórych kulturach jest on nie tylko stanem, ale także siłą, która występuje przeciw porządkowi (Kosmosowi). Jej symbolem bywał wąż. Według jednej z interpretacji autorstwa M. Westa (Helikon):

„Słowo chaos odnosi się do czasowników khaino oraz khasko «zionąć, rozstąpić się». Idea ta być może odnosi się do wyobrażenia ziemi: ona sama może zionąć czernią, rozstępując się i pochłaniając kogoś, by już go więcej nie ujrzano, co oddaje homeryckie wyrażenie (…). W ugaryckim eposie o Baalu Śmierć (Mot) uległa personifikacji jako istota o potężnej gardzieli, do której trafiają ludzie, z kolei w Starym Testamencie istnieją odniesienia do «ziemi otwierającej paszczę»”.

Chaos jest więc potężnym zagrożeniem, z którym mamy do czynienia przez cały czas. Ratunek przeciw zatraceniu przychodzi na drodze współpracy z Bogiem przez czynienie rozróżnień i dbałość w podtrzymywaniu natury rzeczy i samych siebie.

Z kolei według Wikipedii:

„Chaos posiada trzy cechy charakterystyczne:

• był bezdenną przepaścią, do której wszystko bezustannie spada; jest przeciwstawnością wobec ziemi o stabilnym podłożu;

• był miejscem bez ustalonych kierunków, gdzie wszystko rozpada się na różne strony;

• był sferą rozdzielającą niebo i ziemię, z chaosem pozostałym między nimi”.

Chaos pozostał pomiędzy niebem i ziemią po ich rozdzieleniu. Od tamtej pory jawi się jako nieustanna groźba dla wszechrzeczy – przerażająca perspektywa powrotu do niebytu, bezkształtu.

W Biblii Słowo Boże rozdziela tworzywo świata na poszczególne byty. Z kolei człowiek od pierwszej chwili po stworzeniu współpracuje z Bogiem, nadając stworzeniom imiona i nazwy. Naszym zadaniem w walce z chaosem i wprowadzaniu porządku jest tworzenie coraz doskonalszego języka, czyli dzielenie obrazu świata na pojęcia, krojenie go, definiowanie, kategoryzowanie. To wyraża (i czyni) nasze panowanie nad światem. Przeciwnie, kiedy odstępujemy od języka i logiki, to świat panuje nad nami, a my sami zatracamy człowieczeństwo.

Śmiercią i powrotem do chaosu jest zaprzeczenie istnienia prawdy. To oznacza zatratę siebie w świecie, poddanie się jego zjawiskom. Podobny skutek ma zresztą zwykła bezmyślność.

Porządek i chaos są w nas samych. Wyostrzanie w sobie tego, co nas odróżnia od innych, to wydobywanie samych siebie z bezładu do pełniejszego istnienia. Dźwiganie się z bezkształtu (wrogiego nam chaosu) polega na stałym ukonkretnianiu siebie, czyli przechodzeniu od potencjalności do realności, na odkrywaniu siebie i doprecyzowaniu swoich definicyjnych własności, nazywanych naturą, powołaniem, potencjałami. Jednocześnie nadajemy im ekspresję, co jest określane w popularnej psychologii realizacją bądź samorealizacją. Pamiętamy, że jakość (także jakość nas) to stopień zgodności z definicją, a więc wyróżnikami. Nie należy tego mylić z „realizacją” w rozumieniu ezoterycznym, pojmowaną jako przebudzenie władz okultystycznych, jak to się przyjmuje w New Age.

Śmierć człowieka jest stanem rozkładu i powrotu do bezładu. Materia ciała ulega rozkładowi do substancji prostszych. Dusza powraca do Boga, od którego przyszła i pochodzi, zatraciwszy instrument swojego działania, czyli ciało. Nie ma człowieka, choć wcale zupełnie nie zniknął. Wszelka śmierć nie jest więc zupełnym niebytem, absolutnym zniknięciem. To raczej zatracenie swojej formy i istoty (czyli cech właściwej kategorii i tych indywidualizujących). Pozostaje jakaś niższa forma bytu, ale już nie ta, która powinna, tylko bliższa bezkształtowi.

Dotyczy to także śmierci duchowej. Martwa dusza nie ginie w niebycie, tylko zatraca swoje konstytutywne cechy: miłość, rozumność, wolność. Piekło to właśnie taki stan duszy. Wrażenie subiektywne przypomina stan ciała, któremu przez wieczność odcina się ręce i nogi. Skoro dusza jest formą ciała, to te zatracane przymioty stanowią jakby jej części.

Wygląda na to, że to, co nazywamy niebytem i złem, brakiem dobra, wcale nie jest absolutną anihilacją, tylko utratą formy i powrotem do stanu o mniejszej organizacji. Ktoś powie, że nie można stracić formy. Owszem, ale można się o to bardzo starać, trwać w nieustannym procesie odrzucania samego siebie. Samozatracenie następujące jeszcze w życiu to nie stan, tylko nieustanny wysiłek, praktyka grzechu. Przykładowo, żeby nie być porządnym człowiekiem, tylko złodziejem, trzeba kraść albo chociaż psychicznie potwierdzać takie zamiłowanie, rezygnując z naturalnej afirmacji uczciwego zarobku. Stan negacji uczciwości w sercu polega na zabijaniu swojej duszy, w której jest ona zapisana.

Bóg nas nie stwarza bezpośrednio z nicości. Po drodze bowiem jest chaos, bezforemność, amorfizm. Tym samym człowiek po wyroku potępienia może nie przestać istnieć zupełnie, ale funkcjonować jako człowiek. W wyniku rozkładu zatraca kształt, degeneruje się, doznaje bezkształtu. Nie przestając istnieć, przestaje jednak być człowiekiem, co dla duszy stanowi niewyobrażalne cierpienie. Jest to właśnie cierpienie piekła.

Człowiek w pysze nie akceptuje siebie jako konkretnego, a przez to ograniczonego, próbuje postrzegać się w wymiarze absolutnym jako boga. To zaprzecza jego konkretności, kształtowi i formie. Dzieje się tak dlatego, że akceptacja jakiegoś wyróżnika jest zarazem akceptacją braku w zakresie jego przeciwieństwa. W Absolucie nie ma zaś braków. Wobec tego człowiek w pysze usiłuje uznać siebie za pozbawionego braków, więc na własne życzenie traci swoje wyróżniki. Absolutyzując siebie, niszczymy własną osobę, bo powracamy do bezkresu, do przedstworzenia. Chcąc się wyzbyć braków, popadamy w jeden wielki brak.

Zasadnie ten proces kojarzy się nam z biologicznym rozkładem, zgnilizną itp. Mówimy, że zło cuchnie, że to moralny gnój. Gnicie i biologiczny rozkład w przyrodzie to powrót materii z wyższej formy organizacji do niższej. Analogia dotycząca grzechu jest więc bardzo trafna.

Takie rozumienie faktu, że stworzenie działo się stadialnie i że zatracenie człowieka oznacza powrót do wcześniejszego stadium rozwiązuje wiele problemów związanych z pojęciami bytu i niebytu, istnienia i nieistnienia. Można zatracić byt co do formy (odczłowieczyć się), a jednocześnie istnieć w zdegenerowanej postaci, choć już nie być sobą. Znowu zło stanowi brak oczekiwanego dobra, ale niekoniecznie zupełne nieistnienie. Stworzenie Boże w swojej sumie jest wieczne; co raz stworzone, nie znika. Nie znaczy to jednak, że samostanowiący o sobie twór, jakim jest człowiek, nie może ustanowić swojego zaniku w zakresie swoich przymiotów. Przestaje być sobą, choć nie znika, tylko staje się realnie czymś innym – demonem.

Stworzenie nie zakończyło się, wszak szósty dzień stale trwa. Ostateczny rozdział dusz zakończy szósty dzień i otworzy Wieczny Szabat. Uczestniczymy w tym procesie. Stale narasta nasza świadomość rozdziału na dobro i zło, nasza wrażliwość moralna. Bez trudu można to prześledzić w Starym Testamencie, ale i w późniejszej, także naszej historii. Narasta także nasza zdolność do recepcji Ewangelii, która, choć objawiona w całości, to jednak procesualnie jest przez nas stopniowo ogarniana rozumem. Wspiera nas w tym Paraklet, który kiedyś unosił się nad wodami, co w symbolach mitologicznych oznacza nadawanie tym pierwotnym wodom kształtu. Tak i dziś wpływa On na ludzi i uzdrawia, czyli przywraca nam właściwe cechy, kontynuuje formowanie. Lepienie człowieka z gliny to też symbol tego procesu.

Na tym polega także nasze zadanie: musimy coraz staranniej rozdzielać dobro od zła, aby budować coraz doskonalszy porządek. Zdziczenie, zamęt, zamieszanie, bezmyślność, indyferentyzm, alternatywne porządki, synkretyzm i eklektyzm – to paszcze chaosu. Obrzydliwość amorfii płciowej, ostatnio rozpowszechniana w ideologii gender, to bardzo agresywna propaganda śmierci i rozkładu, a także anarchia i anomia, i wiele, wiele innych negatywnych zjawisk, które mamy w obowiązku obnażać i odrzucać.

Musimy stale potwierdzać nasz wybór popierania Bożego porządku, rozróżnień i tożsamości na przekór homogenizacji w chaosie.

(4)

W umyśle ludzkim podział świata dzieje się także na płaszczyźnie języka i pojęć. Pojęcia powstają, odnajdując swoje przeciwieństwa, wyłącznie w kontekście których dają się jasno uchwycić, co jest łatwo zrozumiałe w myśl zasady CO. Znaczenia słów odczytujemy w odniesieniu do ich przeciwieństw. Podobnie jak powstają rzeczy, tak samo w myśleniu człowieka rodzą się pojęcia. Są wzajemnie uwarunkowane, co zresztą stanowi jeden z głównych motywów myśli indyjskiej, w której struktura pojęć została przeniesiona na strukturę rzeczy świata, gdyż tamtejsza filozofia zwraca się przede wszystkim do świadomości. Wszechjaźń ulega dyferencjacji na poszczególne jaźni świata (także ludzi), które pragną powrotnie w nią się wtopić.

Gdyby nie istniały choroby, nie wiedzielibyśmy, czym jest zdrowie. Gdyby nie było niesprawiedliwości, nie znalibyśmy słowa sprawiedliwość. Motyw ten jest podkreślany w Daodejing. Księga ta odnosi się dość sceptycznie do posługiwania się nadmiarem pojęć. Widać w niej kierunek zwrotny w stosunku od roztrząsania przez ludzi podstawowych spraw w dyskusjach, a co za tym idzie – do wypaczania sensu tych zagadnień, do naturalnego przeżywania dobra, niekoniecznie wymagającego słów. Przywodzi to na myśl funkcjonowanie kultur pierwotnych, które mając skromne zasoby słownikowe, nie znały przykładowo słowa „religia”, gdyż wszyscy w naturalny sposób byli religijni, przez co nie zachodziła potrzeba, aby o tym rozmawiać. Nie wytworzyło się również przeciwne pojęcie niewiary, więc nie istniała też konieczność rozprawiania o wierze. Taki zapominający o złu kierunek myślenia jest bardzo pociągający.

Wzajemne uwarunkowanie rzeczy świata wraz z relatywnymi ich definicjami obecne jest w wielu filozoficznych kulturach. Na Zachodzie nie było to szczególnie rozważane, z kolei w Oriencie stanowi jeden z głównych problemów filozofii.

Podział w zakresie języka jest nazywany odróżnieniem, zróżnicowaniem, wyróżnieniem itp. Twórcza dyferencjacja świadomości w zakresie spraw metafizycznych została opisana przez E. Voegelina. Jest to nic innego, jak coraz lepsza specjalizacja pojęć i terminów, powodująca większą przejrzystość myślenia i lepsze rozumienie. Wytworzenie odpowiednich pojęć trwało przez stulecia i było okupione wielkim wysiłkiem całych rzeszy myślących ludzi. Język jest blisko spowinowacony z rozumem, który z kolei używa pojęć. Słowa jako symbole pojęć rozumu stanowią jego narzędzia. Im lepszymi instrumentami pojęciowymi posługuje się człowiek, tym lepiej potrafi rozumować, a tym samym żyć.

(5)

Podział w planie prawa

Podział ma też swój wymiar w planie prawa. Sąd to nic innego, jak podział na dobrych i złych. To ostateczny podział i ostatni akt stwarzania przez Boga. Bóg stwarza, a zaraz potem osądza. Całe sześć dni stworzenia nosi ten schemat – na koniec każdego dnia Bóg ocenia swoje dzieło i widzi, że jest dobre. Z drugiej strony dobre jest tylko to, co od Niego pochodzi.

(6)

Rozdział to źródło tożsamości człowieka. Nazywamy ludzi „osobami”, co w języku polskim akcentuje osobność, odrębność, tożsamość. W określeniu tym jest m.in. rodzaj oporu człowieka przeciw próbom zawładnięcia nim przez innych lub usiłowaniom pochłonięcia przez ludzką masę. Osoba to ktoś samodzielny, wolny, wartościowy, inny od pozostałych.

„Być sobą” – krzyczą dzisiejsi sofiści. Żeby jednak być sobą, trzeba być kimś. Aby wiedzieć, kim się jest, należy wcześniej poznać siebie ze swoimi przewagami nad innymi i niedomaganiami, rozróżnić siebie od Boga (przestać siebie absolutyzować) i innych.

Być osobą to być dumnym z własnej tożsamości. Człowiek zadowolony z siebie podkreśla swoje cechy bez atakowania innych. Kiedy jesteśmy afirmowani (kochani, akceptowani, lubiani) to nasza tożsamość kwitnie, chętnie się rozwijamy. Przeciwnie dzieje się w przypadku negatywnych doświadczeń, które spychają nas w psychiczną i osobowościową otchłań chaosu, bezkształtu.

6. Podział ostateczny i społeczny

(1)

Podział ostateczny – decyzja za Chrystusem czy przeciwko Niemu

„Chrystus jest Kimś, kto stawia nasze życie w sytuacji jednoznaczności. Stawia nas wobec Prawdy ostatecznej – jesteś za życiem albo przeciw, chcesz żyć czy chcesz umierać? Chcesz podążać drogą prawdy czy zanurzyć się w kłamstwie i hipokryzji?

Człowiek sam o własnych siłach nie jest w stanie zapewnić sobie takiego poziomu życia w prawdzie, poziomu dobra i takiej jakości życia, której by pragnął. Doświadcza w sobie pewnego rozdźwięku. Św. Paweł w 7 rozdziale listu do Rzymian wspomina, że doznaje nalegania z dwóch stron – z jednej strony łatwo jest chcieć tego, co dobre, a z drugiej strony trudno jest to wypełnić. Jak to jest, że im bardziej pragnę być dobry i sprawiedliwy, tym bardziej narzuca mi się coś przeciwnego. «Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś – prawu grzechu»” (ks. Robert Skrzypczak).

Spotkanie z Chrystusem jest zawsze jednoznaczne, wymaga odpowiedzi „za” lub „przeciw”. Ta polaryzacja stanowi jeden z wymiarów odpowiedzi ostatecznych, które na wieczność określają naszą tożsamość. Nie pozostawia człowieka obojętnym, gani letniość, niezdecydowanie. Jest tym panhistorycznym punktem centralnym, którego nie można zlekceważyć, wyniesieniem ponad świat dla pokornych lub kamieniem potknięcia dla pyszałków.

(2)

W chrześcijaństwie podział jest bardzo mocno podkreślany parami pojęć: światło – ciemność, życie – śmierć, zysk – strata itp. Ten polaryzujący wyraz tej religii leży u podstaw całej cywilizacji Zachodu. Niestety, zło przejęło ten rodzaj myślenia i stało się także bezkompromisowe.

(3)

Sąd Ostateczny

Sąd ludzi to życie, inaczej można go nazwać testem. Bóg dał nam wolność, abyśmy sami siebie do końca ukształtowali, zdobyli dla Niego zasługi. Bilans naszego życia będzie podstawą Sądu Ostatecznego, w którym ludzkość zostanie podzielona na dwie grupy. Bóg chce, aby każde Jego dziecko powróciło do Niego na koniec życia z bagażem dobra. Dobry Ojciec pragnie każdym z nas się zachwycić, przyznać, że Jego dzieło było dobre, jak to dzieje się w opisie stworzenia. Wcześniej potrzebuje jednak o tym się przekonać, rozpoznać to w każdym z nas. To spojrzenie na nas w celu doznania zachwytu to właśnie Sąd Ostateczny.

Niestety, zło działa na ludzi i w ludziach. Obraz Boży w człowieku jest wykrzywiany, dokonuje się degeneracja, odczłowieczenie, upodobnienie do Demona. Tacy ludzie odtrącają Boga, a koniec życia utrwala tę ich postawę. Bóg dał człowiekowi wolność także w kwestii tego, jak się odniesie do Stwórcy i własnej wieczności. Nasze życie spoczywa w naszych rękach.

(4)

„† Ja nie karzę, każdego pragnę obdarzać dobrem. Kto nie jest Mi wierny, sam zamyka się przed Moimi darami Miłości. Ja nikogo nie skazuję na zło, oddalenie, potępienie. Każdy czyni to sam wobec siebie, jeśli wybiera drogę swego życia beze Mnie” (Jezus Chrystus do Alicji Lenczewskiej, A. Lenczewska, Świadectwo, 718, sb. 31 X 87, g. 10:15).

Człowiek osądza samego siebie wtedy, gdy staje przed Bogiem. Własna pamięć i sumienie przywołują prawdę o nas, zgodnie z budową relacji człowieka z Bogiem, co staje się podstawą dalszego ludzkiego losu po śmierci.

(5)

Sąd nad ludźmi to ostatni rozdział w dziele stworzenia. Bóg na koniec szóstego dnia zakończy swoje dzieło. Żeby to lepiej zrozumieć, warto spojrzeć na stwarzaną parę światło – ciemność: „(…) ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności”. Podobnie dzieje się z dobrymi ludźmi oddzielanymi od tych, w których nie ma dobra, będących jakby negatywem człowieczeństwa, niekształtną masą, niechcącą nabrać ludzkiego kształtu i wyrazu. Szansę mają wszyscy, ale nie każdy pragnie z niej skorzystać. Bóg poważnie traktuje dany ludziom dar wolności i zgadza się na jego realizację nawet wtedy, jeśli oznacza to taką straszną stratę, jaką jest brak jednego zagubionego dziecka w rodzinie.

(6)

Dzieło stworzenia jeszcze trwa. Sąd też cały czas trwa. Dzieje się w tej chwili dla każdego z nas. Każdy nasz krok może prowadzić w lewą lub prawą dolinę z obrazu przedstawiającego Sąd. Jedna dolina wiąże się z życiem i światłem, a druga to dolina śmierci Ge-Hinnon. To odwołanie do miejsca pod Jerozolimą antyczną, gdzie było śmietnisko. Tam się paliło śmieci i zwłoki, uprawiano pokątne kulty pogańskie, czary, magię, ofiary z ludzi i dzieci. Była to dolina mroku i zła, samowoli i pogardy, odpadów, smrodu, dymu, siedlisko wrogów Bożych, miejsce poza światem.

Lewa i prawa dolina to nasze stałe wybory. Bóg nikogo nie musi sądzić, po prostu zostajemy na wieczność ze swoimi wyborami. To rozdwojenie na lud dwu dolin ma miejsce tu, na ziemi. Ten podział na dwie formacje – cywilizację życia i cywilizację śmierci – dzieje się cały czas. Każdy nasz akt, czyn, słowo, myśl sytuuje nas w jednej z dwu dolin.

Chrystus oczekuje od nas jednoznaczności, gdy uczy, aby nasza mowa była „tak – tak, nie – nie”. Bóg kładzie przed nami w każdej chwili ogień i wodę, życie i śmierć. Dostaniemy to, po co sięgniemy.

(7)

Sąd, test odbywa się w czasie życia, gdy mamy do wyboru dwie główne formacje duchowe:

• egoizm, ateizm, człowiek w centrum świata i historii (antopocentryzm), degeneracja moralna,

• prawda o Bogu, pobożność, prawość.

Podział na dobrych i złych ludzi jest wiadomy jedynie Bogu. Człowiek nie ma zdolności ocenić drugiego ani nawet siebie. W społeczeństwach kształtują się jednak dwie grupy:

• tych, którym zależy na dobru ogólnym, i z tego względu pracują i podejmują różne starania, wierzą w Boga i Jego sposób myślenia (choć nie zawsze wyznają Go z imienia), opierający się nie na egoizmie, ale na umiłowaniu wspólnotowości, usiłują żyć w zgodzie z sumieniem, liczą się z powinnościami moralnymi itd.

• takich, którzy nie interesują się niczym innym oprócz własnej przyjemności, nie liczą się z Bogiem, ich serca wypełniają żądze (nawet gdy nie potrafią ich zaspokoić), nie kieruje nimi sumienie tylko egoizm.

Ten podział nie ma nic wspólnego z rozdziałem na nominalnie wierzących i niewierzących. Wielu ludzi formalnie religijnych jest bowiem absolutnymi egoistami, którzy wykorzystują „wiarę” do krzyżowania innych.

Czytywałem czasem w prasie pełne zdziwienia artykuły o dwu Polskach – jednej pobożnej i poczciwej, drugiej wrogiej pobożności, ideologicznej, „światowej”. Ciekawie z tym korespondują smutne wywody C.S. Lewisa pojawiające się pod koniec powieści Ta ohydna siła. Autor pisze o Brytanii jako o zbiorowości powszechnej, ale upadłej i samoniszczącej się. Przeciwstawia jej Logres, mityczną krainę i nieliczny lud, zawsze ukryty, potajemnie broniący dobra, honoru, sprawiedliwości. Są więc też dwie Anglie, tak jak dwie Polski. Interesująco w jakimś znalezionym w sieci wykładzie opisuje ten dwupodział prof. B. Wolniewicz, który choć sympatyzował z katolikami, sam był ateistą o ekscentrycznych poglądach. Był też wysokiej klasy filozofem. Mówił on o dwu formacjach duchowych, ideowych:

• formacja A – o chrześcijańskich korzeniach, ceniąca powściągliwość i organiczność, tzn. zaufanie do tego, co samo powstało w urządzeniach społecznych, akceptuje zmiany naturalnie powolne, następujące organicznie,

• formacja B – pochopne domaganie się zmian i reform, silnie doktrynerska, w kontrze do organiczności, skłonna do odgórnego narzucania porządków wedle doktrynerskich wymysłów.

W skrócie ten podział bywa też nazywany „prawoskrętnością” i „lewoskrętnością”.

Bogusław Wolniewicz pisał, że pomiędzy tymi formacjami jest przepaść. Nie ma między nimi kontaktu ani możliwości dialogu, gdyż w założeniu ma on już wstępne, domyślne porozumienie, a takiego w takim układzie nie ma, pozostaje jedynie rozdział.

Dla chrześcijan ten podział w świecie jest doskonale zrozumiały. Zapowiadają go cytaty z Księgi Rodzaju i Ewangelii:

„Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: «Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę»”.

„Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy”.

Można więc powiedzieć, że te dwie formacje istnieją od czasów Adama i Ewy, niedorzecznością jest więc mówienie o jakiejś „nowoczesności i postępowości”, skoro obie są stare jak świat. Zdeklarowani słudzy Boga i słudzy diabła – nic nowego. Wiemy, że nie ma większej nienawiści, niż ta, którą czuje buntownik do wiary, głupota do Mądrości Bożej, występny pyszałek do Wiekuistego Sędziego. Ta nienawiść oddziela te dwie formacje. Rozdział ten następuje z powodu grzechu i jego wielbicieli, a nie, jak próbuje się nam wmówić, ze względu na winę „agresywnych i faszystowskich” staruszek, nietolerancyjnie modlących się na różańcach.

Po stronie ludzi pobożnych podział ten łagodzi pewna nauka, którą stale w sobie odświeżamy, czyniąc rachunek sumienia. Jest to świadomość człowieka samokrytycznie patrzącego i reflektującego, że ten rozdział, niestety, przebiega też przez środek każdego serca i nikt z nas nie jest bez winy, w całości doskonały. Armagedon następuje już w naszych sercach. Jak Bóg postrzega naszą przynależność do wybranych i odrzuconych? Tego nie wiemy. Z pewnością linie podziału nie biegną według przynależności politycznej, wyznaniowej czy też filozoficznej. Linie podziału ciągną się głębiej, a zwroty sytuacji w naszym życiu mogą nastąpić wraz z każdym wyborem.

Nie zmienia to jednak faktu, że Bóg wymaga od nas jednoznaczności w myślach, słowach i uczynkach. Stwórca nam nakazuje, abyśmy dzięki Jego Łasce uczynili siebie samych doskonale jednoznacznymi, opowiadającymi się po Jego stronie i za wartościami, które nam objawił.

Wobec istnienia tego rozdziału duchowego w społeczeństwie trzeba sobie uświadomić, że powszechna zgoda wśród ludzi okazuje się niemożliwa. Ta utopia propagowana przez coraz to nowe destrukcyjne ideologie może prowadzić jedynie do zła. Z tym bolesnym podziałem po prostu trzeba się pogodzić. Wychodząc z Sodomy, nie wolno patrzeć wstecz, bo można skamienieć ze zgrozy. Ból tego podziału będziemy odczuwać do końca świata, co stanowi jeden ze skutków grzechu.

Podział jest więc okolicznością obiektywną i nieprzezwyciężalną. Dopiero, gdy to sobie uświadomimy, możemy próbować przechodzić ponad tym podziałem, wyciągać rękę i przyciągać ludzi zagubionych w służbie „postępowego” zła, a także w duchu organicznej stałej ewolucji chrzcić i cywilizować propozycje reformatorskie. Wtedy też jesteśmy w stanie łagodzić przejawy tego podziału, choć nie sposób go znieść.

Trzeba też chyba pogodzić się z tym, że mainstream kultury tworzy „ekosystem” mniej lub bardziej wrogi Bogu i Jego sprawom. Dlatego należy tworzyć „ekostystem” kulturowy zbożnej formacji i w nim się obracać. Nie ma wyjścia. W jednym ciągu kulturowym nie da się zmieścić tego, co służy Bogu, z tym, co Go nienawidzi. Trzeba sobie zapewnić kulturę w ramach swojej formacji i nie przejmować się rynsztokiem głównego nurtu kultury popularnej.

Wojowaniem byt nasz podniebny, ale błogosławieni, którzy wnoszą pokój – to jeden z trudniejszych do zastosowania paradoksów Chrystusa. Potomstwo Boga i dzieci Demona zmagają się ze sobą do końca świata. Błogosławieni, którzy w ramach tej walki nie zgrzeszą i nie staną się demonami.

(8)

Należy przywrócić realizm i racjonalny namysł, tzn. patrzeć na innych i siebie w sposób rozumny: postrzegać i obserwować (a nie wyobrażać sobie), nazywać zachowania oraz ich wzorce, postawy, wady/cnoty i je osądzać, czyli nazywać „po Bożemu”. Nazywając sprawy zgodnie z prawdą, oddzielamy dobro od zła. Wolno nam to czynić w odniesieniu do bytów niższych wobec człowieka, bo ludzi osądzi Bóg. Te byty to też ludzkie poczynania, słowa, pomysły. Osąd polega na oddzieleniu, a ono z kolei wyraża się w nazwaniu rzeczy po imieniu. Osądzamy słowem. Tu także naśladujemy Boga, bo przecież Jego osąd też wyraża się słowem.

Na Sądzie Ostatecznym Bóg Sędzia postawi sprawiedliwych po prawej swej stronie, a grzeszników po lewej. Do pierwszych powie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata”, a do niesprawiedliwych: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom”.

(9)

Człowiek grzeszny i pyszny usiłuje sam zastąpić Boga i przyznaje sobie Jego prerogatywy. Tak czyni siebie demonem i złoczyńcą. Na tym gruncie powstają różne patologie, np.:

• jeden człowiek osądza drugiego, czyli go potępia lub uwielbia,

• ludzie osądzają Boga, potępiają, odrzucają.

To początek wszelkiego zła.

(10)

Osądzanie – potępianie

W Ewangelii jest zakaz osądzania innych, a kto osądza będzie osądzony (Mt 7, 1–5). Nie osądzaj człowieka, czyli go nie potępiaj, nie przekreślaj ostatecznie. O, jak lubimy to robić, odsądzać swoich oponentów od czci i wiary, nazywać ich głupimi i bezbożnikami (czyli de facto demonami). Od tych pierwszych nie może już pochodzić nic mądrego i godnego wysłuchania. Z kolei od tych drugich nie wywodzi się w ogóle nic dobrego, jedynie podstęp i dwulicowość udająca dobro.

Czasem nazywane jest to w naukach humanistycznych etykietowaniem lub stygmatyzacją. Nawet naszego Pana Jezusa Chrystusa obrzucono naznaczającymi Go słowami: „Cóż dobrego może być z Galilei?”. Takie powiedzenie mieli dumni Judejczycy. Stygmatyzacja odbiera naznaczonemu zdolność do czynienia dobra, w istocie jest to jedna z postaci potępienia.

Na Sądzie dusze ludzkie zostaną uwielbione lub potępione. Te pierwsze zatracą zdolność czynienia zła dzięki połączeniu z Dobrocią. Potępione zaś zatracą zdolność czynienia dobra. Potępiony to ten, który nie jest zdolny do dobra. Niezwykle chętnie potępiamy, np. tak postępują ateiści, uznając wiernych za „samo zło”, choć właśnie w ten sposób potwierdzają swoją religijną naturę, czerpią bowiem w swoim zachowaniu ze swojej religijnej, choć wypaczonej istoty. Niestety, wypierana część natury wraca ze zdwojoną i nieokiełznaną racjonalnie siłą, skierowaną na niszczenie – takie są prawa psychiki.

Osądzenie człowieka zachodzi po śmierci, dlatego – co szczególnie istotne – w każdym przypadku jest ono też zabijaniem człowieka. To psychiczne kamienowanie. Co ciekawe, dotyczy to też uwielbienia, jakie przykładowo nadmiernie uczuciowi rodzice fundują niektórym dzieciom albo wielbiciele – idolom.

Osądzanie kojarzy się przede wszystkim z potępieniem. Niestety jest tak, że żaden człowiek sam z siebie nie zasługuje na uwielbienie, gdyż wszyscy zgrzeszyli. Kiedyś każda dusza po śmierci wędrowała do Hadesu, do Otchłani. Chrystus zmienił ten stan, dzięki Jego zasługom możliwe jest bowiem zbawienie. Ono z kolei nie polega na przypisaniu na Sądzie konkretnemu człowiekowi nieprawdziwego obrazu doskonałości, ale stanowi okazję do uniknięcia Sądu w ogóle. Chrystus chroni nas przed Sprawiedliwym Ojcem w sobie, w swoim Ciele Bożym. Dlatego Sąd w warstwie merytorycznej głównie kojarzy się z odrzuceniem. Może dlatego Ewangelia zakazuje sądzić innych, bo wynikowo dotyczy to potępiania.

Oczywiście występuje także zjawisko uwielbiania ludzi – kult jednostki, artystów, sportowców, polityków, celebrytów. Matki do przesady ubóstwiają swoje dzieci. Ludzie niemal bez wyjątków ubóstwiają samych siebie. To też przejawy zakazanego sądzenia. Uwielbienie to uznanie, że od danego człowieka pochodzi samo dobro i nie może przyjść od niego żadne zło. Tak naprawdę jest to ustanowienie sobie zastępczego boga.

Oskarżycielem ludzi, nieustannie skłonnym widzieć w nas jedynie zło, jest Demon, będący oskarżycielem rodzaju ludzkiego. Potępianie ludzi jest dla niego rozrywką. Skłania też do uwielbiania siebie przez ludzi, co ma podobny efekt niszczący. To ojciec kłamstwa, a uwielbianie ludzi jest fałszem. Dlatego każde osądzanie zaczyna się od pobudzenia płynącego od diabła i do niego prowadzi. Jezus Chrystus jest obrońcą rodzaju ludzkiego, który poświęcił życie dla naprawienia nas i uratowania. To Jego zatem mamy naśladować.

Czy to oznacza, że mamy milczeć w kwestii zła? Nigdy w życiu! Zło mamy nazywać złem. Złodzieja możemy nazwać złodziejem i skazać go według prawa ludzkiego. Nie wolno nam jednak odbierać w sercu mu ostatecznej szansy na poprawę, żal i nawrócenie. Kościół do ostatniej chwili życia przychodzi z pomocą każdemu grzesznikowi przy pomocy sakramentów.

7. Separacja i miłość

(1)

Odpychanie jako zasada podziału

Wśród antycznych Greków natrafimy na światłego Empedoklesa. Chociaż jest postacią więcej niż barwną, to nie on będzie nas interesował, ale jego nauka. Grecy zmagali się przez wieki z problemem pogodzenia istnienia świata, a jednocześnie jego nieustannej zmienności. Empedokles w ramach tych fascynujących rozmyślań nad naturą bytu i ruchu próbował rozwiązać ten problem, zakładając, że trwałe istnienie przysługuje na świecie jego elementom, żywiołom, a ruch, przemiana wynikają z działania dwu sił, równie pierwotnych jak żywioły: przyciągania i odpychania, miłości i nienawiści (eros i eris w znaczeniu filozoficznym).

Dwie siły spotkamy nierzadko w przyrodzie: bieguny magnesów przyciągają się lub odpychają, podobnie dzieje się z ładunkami elektrycznymi. To samo zauważymy w psychice, kiedy emocje do czegoś nas napędzają lub od tego odpychają. Ta dwukierunkowość sił jest bardzo znamienna. Wydaje się czymś niezwykle podstawowym i pierwotnym.

Przeciwnie, dziś na fali dwu błędów Nowej Ery i społecznego konformizmu mami się ludzi propagandą czegoś, co sam nazywam estetyzmem emocjonalnym. Pozoruje się świat, w którym nie ma tego odpychania. Tworzy się nieprawdziwy, cukierkowy obraz świata niejako rajskiego, gdzie nie ma połowy emocji! Ludzie mają przeżywać niekończącą się afirmację wszystkiego, cokolwiek podsunie im świat oraz społeczna propaganda, i upajać się samą skalą zbiorowego, chóralnego wzdychania nad propozycjami, zazwyczaj bezbożnymi, ale popularnymi. To przymus bycia pięknoduchem skupionym na estetycznym wyrazie przeżyć i ekspresji ludzkiej, rola chórzysty w zbiorowym zachwycie nad złem. Zakazuje się doznawać gniewu, pogardy, odrzucenia, które są przecież niezbędne do kierowania swoim życiem, a winny być przeżywane wobec zła narzucającego się z otoczenia.

Ludzie, którzy uwierzyli w tę nieprawdę, dopuszczają się gwałtu wyparcia na własnej psychice i zamiast w pełni ogarniać swoje przeżycia świadomością, przenoszą negatywne doświadczenia i emocje w sferę nieświadomą. W ten sposób dochodzi do kulminacji tych przeżyć, które następnie dążą do ujścia na zewnątrz w sposób niekontrolowany i irracjonalny. Para ściskana w kotle bez oczyszczającego ujścia w końcu wybucha w przypadkowych momentach, zawsze dla kogoś ze szkodą.

Ewangelia bynajmniej nie wyklucza zdrowej nienawiści, choć jest to zupełnie inna postawa niż ta, jaką daje nam świat. Szokują nas słowa, że rodziców trzeba mieć w nienawiści dla Jezusa. Niektóry usiłują trafnie zinterpretować, że „nienawidzić” w tym kontekście oznacza „kochać mniej”. W sumie to prawda, ale prześledziwszy mechanizm psychicznego usamodzielnienia się człowieka, zauważamy konieczny element tzw. przecięcia pępowiny, czyli oddzielenia psychicznego od rodziców. Młody Zbawiciel dał zresztą tego przykład podczas pobytu w Jerozolimie, kiedy bez opowiedzenia się rodzicom wybrał się do świątyni. Jego wola, psychika, pragnienia oddzieliły się od mamy i ziemskiego taty. Jest to znakomity przykład ewangelicznej nienawiści, która nie okazuje się niszcząca jak demoniczna nienawiść, tylko wyzwalająca.

Widzimy więc, jak dorastający człowiek oddziela się od woli rodziców. Przypomnijmy sobie dodatkowo rajskie drzewo, które ludzie mieli po prostu omijać i do niego nie sięgać. Na chrzcie wyrzekamy się wszystkiego, co prowadzi do zła, żeby nas grzech nie opanował. Wyrzekamy się więc wzniecania w sobie tych sił, które łączyłyby nas z występkiem. To są wszystko przykłady ewangelicznej nienawiści, siły odpychającej. Możemy ją bez lęku akceptować, ponieważ jest częścią naszego życia. Dystansuje nas od zła, wydziela z otoczenia. Oddzielanie, wydobywanie z całości świata to też proces nazywania rzeczy, używania pojęć, myślenia. Wydobywanie się człowieka z ziemskich grzesznych relacji i uwarunkowań prowadzi do uświęcenia. Taka autonomia przynosi duchową wolność. Wydzielanie, oddzielanie, wydobywanie się z bezkształtu, chaosu, bezkresu to cudowne motywy wielu mitów o nabieraniu kształtu przez świat i człowieka. Siła oddzielająca jest tak samo potrzebna jak scalająca. Może nas uświęcać w duchowości apofatycznej i oczyszczać z mylnych przekonań, nawyków, błędów, grzechu. Zwłaszcza w tym naszym świecie, z którego wpływów mozolnie musimy się oczyszczać dla wydobycia pierwotnego zamysłu Bożego dotyczącego naszej osoby, siła ta ma pierwszorzędne znaczenie.

Szatan wie, że ta siła przed nim nas chroni, i dlatego zwalcza ją swoją druzgoczącą nienawiścią, którą daje w zamian tej dobrej. Jego nienawiść przejawia się przez agresję, atak na każde możliwe dobro, przez nadanie sile oddzielającej niszczycielskiego wyrazu. Spaczony nastolatek nie trenuje własnej woli, tylko nienawidzi rodziców i życzy im najgorszego, względnie w autodestrukcyjnym odruchu nienawidzi samego siebie. Zamiast wspinać się w samodzielności w dobru, nawet niekoniecznie rozumianym przez rodziców, ale jednak w dobru, wypaczony młody człowiek zasklepia się w buncie i bezproduktywnej złości. Zamiast w miarę pokojowo oddzielić się, wydźwignąć do samodzielności, niszczy się w odwecie.

Ewangeliczne „mieć w nienawiści” dodaje nowe owoce do życia człowieka. Szatańska nienawiść upadla ludzi. Boża siła negatywna zawsze ma umiar, jak wszystko, co Boże; jest powściągliwa i ogólnie nacechowana jakąś podstawową życzliwością. Adam i Ewa nie musieli niczego niszczyć, wystarczyłoby, gdyby omijali drzewo, nie łączyli się z nim i nie zjedli owocu.

Dojrzewanie człowieka to budowanie poczucia zdrowej separacji, dystansu od reszty ludzi. Tak powstaje osoba w miejsce osobnika gatunku, jak to określamy u zwierząt. Dorastanie do własnej tożsamości przynosi jednak zaskakujące doświadczenie. Z jednej strony prowadzi bowiem do spełnienia, z drugiej – do samotności. Istnieje na szczęście sposób na przekroczenie tego osamotnienia, czyli miłość. Jednak, żeby była ona prawdziwa, powinna paradoksalnie opierać się na tożsamości związanej z poczuciem separacji. Mówiąc prościej, żeby wejść w relację z drugim człowiekiem, najpierw samemu trzeba stać się samodzielną osobą, a nie jedynie powtarzalną jednostką ludzkiej masy.

(2)

CO i miłość

On i ona łączą się ze sobą. Z ich miłości powstaje nowe życie. Jednocześnie stają się całym światem dla swojego dziecka, które z ich interakcji będzie się uczyć porządku świata. Ten obraz człowieczeństwa w dynamice przemian, gdzie coś powstaje, coś się przemienia, coś przemija, to ilustracja kosmicznego porządku, w którym zjednoczenie przeciwnych sił stanowi fundament wszelkiego istnienia. Małżeństwo jest najbardziej oczywistym przykładem CO. To znamienne, że gdy ciała małżonków się jednoczą, ich świadomości przekraczają własny wymiar i doświadczają jakby nieba. Ludzie z tego powodu narkotyzują się seksem, a powinni zrozumieć, że jest on tylko odbiciem prawdziwego nieba. Tam wszelkie opozycje znajdują zgodzenie i zjednoczenie, a szczęście dusz przyjmuje stan ekstazy uwielbienia.

Miłość, pokój, harmonia oznaczają to samo. Opozycje się jednoczą, przekraczają siebie we wzajemnej trosce. Mąż dba o żonę, żona o męża. Nie jest tak, że każde patrzy tylko na siebie i odnosi się z agresją do drugiego, jak to dzieje się w stanie wojny i rozdarcia. Dzięki poświęceniu swojego egoizmu i nawiązaniu miłosnej współpracy powstaje coś, co przerasta ich oboje – małżeństwo, dom. W tej matematyce 1+1 daje o wiele więcej niż 2, powstaje bowiem nowa rzeczywistość, nowy mały świat. W nim rodzą się i dorastają dzieci, a razem z innymi rodzinami budują się większe społeczności. Życie ma sens i wartość. Tak jest w Bogu – Boskie Osoby razem tworzą Bóstwo jako całość, własną żywą od miłości rzeczywistość. Poza tym kreują świat pełen Bożych dzieci i wspólnie się o nas troszczą. Rodzina rodzi, życie wytwarza życie.

Miłość to zawsze zjednoczone rozdwojenie. Zaczyna się to od wnętrza człowieka, którego władze integrują się wewnętrznie, co napędza ludzką zdolność życia i dobrej aktywności. Człowiek skłócony psychicznie jest apatyczny i mało czynny, nawet destruktywny. Zintegrowany miłością wewnętrzną, żywy i spełniający się człowiek dalej przekazuje dobro i miłość, tworzy nowe jakości w postaci wspólnot rodziny, przyjaźni, różnych społeczności. Zawsze powstaje to coś więcej, coś nowego i żywego. Wreszcie miłość do Boga, duchowa miłość, czyli agape, wytwarza jedność z Bogiem i z innymi ludźmi z Nim sprzymierzonymi. Tym sposobem powstaje Kościół jako duchowa wspólnota kochających Boga i siebie nawzajem. W naszej epoce jest to rzeczywistość jeszcze utajona, metafizyczna. Jej lepszą lub gorszą manifestacją są wspólnoty wiernych. W pełni ukaże się ona dopiero jako Nowe Stworzenie po powrocie Chrystusa na ziemię. Wtedy miłość ta na powrót połączy Boga i stworzenie, niebo i ziemię.

8. CO w chrystianizmie

(1)

Spotkanie przeciwieństw to powszechny w kulturach pierwotnych archetyp wiązany z boskością, a w życiu człowieka – ze sferą sacrum. W wielu teologiach, także chrześcijańskiej, Bóg jest tym, w którym przeciwieństwa odnajdują swoje złączenie. Chrześcijaństwo można w całości opisać jako teologię paradoksu z uwagi na niespotykaną liczbę przeciwstawnych treści obecnych w jego nauczaniu. Paradoksalne są wypowiedzi, które nie mieszczą się w potocznym rozumieniu.

W Ewangelii jest tego bardzo dużo, przykładowo:

• Bóg jest Jeden i Trzech zarazem,

• rodziców trzeba czcić i mieć w nienawiści,

• ostatni będą pierwszymi,

• przez śmierć idziemy do życia,

• Bóg jest raz wszechmocny, a raz bezradny (jako Dzieciątko),

• Bóg jest raz sprawiedliwy, raz miłosierny,

• Syn Boży narodził się z Dziewicy,

• Bóg jest wszechmocny, człowiek mimo to grzeszy,

• miłosierny Bóg zapowiada w życiu swoich naśladowców odepchnięcie, prześladowanie przez świat,

• przez cierpienia do szczęścia,

• przez hańbę i zniesławienie do chwały,

• świętość i dobroć, transcendencja i immanencja Boga,

• „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. (…)

Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie”.

Ewangelia jest więc ciasną bramą, zmusza do odnajdywania drogi pomiędzy przeciwnymi kierunkami. Wciąż żeglujemy między Scyllą a Charybdą, rozbijając się myślami o sprzeczne pozornie idee. Takie ujmowanie nauczania Bożego za pomocą paradoksów sprawia, że do wiernych dociera, iż własnym rozumem nie ogarną Bożych spraw. To Bóg jest Alfą i Omegą, początkiem i końcem, pełnią, zespoleniem tego, co na świecie dla ludzi jawi się jako niemożliwe do połączenia.

(2)

Pojmowanie w umyśle ludzkim czegokolwiek jest niezwykle ułomne. Mieścimy niewiele wiedzy, więc nasze pojęcia są skromniutkie. W stopniu absolutnym odnosi się to do spraw Bożych. Dlatego nierzadko w tych kwestiach tę samą rzeczywistość opisywać będą dwa stwierdzenia sobie przeciwne. To nie jest problem natury Boga, tylko naszych umysłów niezdolnych w prosty sposób tych rzeczy przyjmować. W istocie cała Ewangelia została paradoksalnie zbudowana, czyli w sposób przekraczający zwykłe ludzkie pojmowanie. Złośliwi niekiedy zestawiają całe setki wersów biblijnych nawzajem sobie przeczących, ale to nie są zaprzeczenia, tylko zdania przeciwne. Prastara zasad complexio oppositorum to kryterium dobrej wiedzy o Bogu. Mówi ona, że trzeba godzić stwierdzenia przeciwstawne, aby uczciwie o Nim mówić. To właśnie obecność paradoksu stanowi kryterium dobrej teologii. Znakomicie napisał o tym Chesterton w swojej Ortodoksji.

(3)

„Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii” (Iz 11, 6–8).

Lew i ciele pasące się przy nim to symbol ostatecznej rzeczywistości, zarazem kolejny wyraz CO. Idylla Nowego Świata sprawi, że stworzenia reprezentujące przeciwne cechy (łagodność i drapieżność) nie będą już sobie wrogami, ale zjednoczą się w uwielbieniu Boga. Przeciwne zasady świata znajdą zjednoczenie w ostatecznym kształcie wszechrzeczy.

(4)

Nauczanie Dobrej Nowiny jest paradoksalne. Podtrzymuje napięcie między biegunami świadomości, zmusza do wciąż nowych poszukiwań, do odkrywania złotych środków między skrajnościami. Wiąże się z tym asceza, która jest jak ściąganie cugli przed katastrofą, zdejmowanie nogi z gazu. To powściąganie siebie i unikanie skrajności. Zło, przeciwnie, polega na popadaniu w skrajność, na braku umiarkowania, powściągliwości, przesadzie.

W duchowości znamy postawę nazywaną ze stoicka apatheia, a po łacinie za św. Ignacym – indiferentia. Pojawia się ona wtedy, gdy potrafimy się duchowo wznieść ponad swoje przypadki życiowe do tego poziomu, że ani przyjemności, ani przykrości nie są już w stanie nami powodować, kierować czy też nas determinować. Człowiek żyje miedzy dwiema siłami – przyciągającą (miłą) i odpychającą (przykrą). Prawdziwą wolność odnajdujemy dopiero, gdy ani jedna, ani druga już nami nie powoduje, gdy przekroczymy wszystkie determinanty i dokonamy ich zjednoczenia w jednym strumieniu doświadczenia zanurzonym w Bogu.

(5)

Prawda objawiona przekracza spekulacje filozofów Zachodu i Wschodu. W niej odkrywamy żywiołowość Boga, który jest całkowicie wolny oraz absolutnie mądry i wierny jednocześnie. To w Nim dzieje się to, co w świecie okazuje się niemożliwe – dwie przeciwstawne absolutności. Bóg bowiem może przekraczać siebie, a tego bodaj nie opisał żaden filozof.

Bóg transcendenduje siebie. Jako absolutnie miłosierny przekreślił siebie i swoje Prawo w niewyobrażalnym dla człowieka trudzie zbawienia ludzi. Zbawienie jest najwyższym przejawem complexio oppositorum. Bóg dokonał samoofiarowania, wszechmoc zmarła, Sędzia ocalił podsądnego, Ojciec umiera za dziecko. Dokonał się przewrót, do jakiego zdolny jest tylko Bóg. Zasada sprawiedliwości spotkała się z zasadą miłosierdzia, co dało efekt dla człowieka niepojmowalny.

Możliwa jest sytuacja dopuszczenia, kiedy Bóg się godzi, człowiek tego najwyższego daru nie przyjął. Jest to stan absolutnej bierności wszechmocnego Boga w obliczu wolności człowieka. Mówię tu o potępieniu wiecznym. Dopiero w ujęciu Bożej transcendencji wobec własnej dwubiegunowości oba zjawiska jawią się jako logicznie możliwe. Bóg zaprzecza swojemu wyrokowi związanemu z ludzką wolnością potępienia człowieka i go zbawia, ale jeśli ten sobie tego nie życzy, to przekracza też miłosierdzie zbawcze oraz wyrażającą się w tym wszechmoc i pozostawia go z własną wolnością.

Bóg przekracza samego siebie, co jest najwyższym paradoksem. Żeby dobrze zilustrować Bożą zdolność do transcendencji, posłużę się przykładem, o którym kiedyś czytałem. Dotyczy on złośliwego pytania niedowiarków: Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie mógłby podnieść? Otóż jedna z kilku odpowiedzi głosi w duchu dwubiegowości i transcendencji, że tak – Bóg może stworzyć taki kamień, ale zaraz potem może go podnieść. Takim kamieniem jest właśnie człowiek, którego Bóg podnosi zbawieniem.

(6)

Hans Urs von Balthasar w Medytacji chrześcijańskiej zauważył, że Osoby Boskie są przeciwstawnymi zasadami. Dla mnie to jedna z kluczowych konstatacji, mająca ogromne znaczenie teologiczne.

Jeśli dobrze zrozumiałem stanowisko św. Grzegorza Palamasa, prawosławni, czyli chrześcijanie greccy, obstają przy wizji Boga filozofów, wizji jednowymiarowej, pozbawionej rozumienia w Bogu przeciwnych zasad. Postrzegają Go liniowo, w sposób, w którym to Ojciec ma przewagę i jest jakby właściwym Bogiem pierwotnym, Syn jest pochodny, a Duch może pochodzić tylko od Ojca.

Chrześcijaństwo rzymskie i reformowane zauważa, że w Bogu są obecne przeciwieństwa, choć św. Tomasz pisze, że taka konstatacja jest raczej pochodną naszej natury niepojmującej istoty Boga. W każdym razie ludzka teologia może się posługiwać taką wizją.

(7)

„Synteza jest fundamentem duchowości katolickiego chrześcijaństwa, przezwyciężającej jednostronność i wszelkie dualizmy przeszłe i obecne (ileż ich w [po]nowoczesności). Par excellence katolicka (przypomnijmy: kaťholon dotyczący całości) zasada et… et oraz complexio oppositorum godzi elementy pozornie sprzeczne, których połączenie bywa najczęściej nieosiągalne dla współczesnej dualistycznej kultury, proponującej nieraz, zamiast katolickiej duchowości syntezy i równowagi, pseudoduchowość ucieczki od rzeczywistości. Tymczasem «jedność ciała i duszy, grzechu i przebaczenia, Starego i Nowego Testamentu, dumy i pokory, pokuty i triumfu, tronu i ołtarza» (w najlepszym, służebnym, proludzkim sensie tego ostatniego połączenia) to prawdziwie katolickie znamię duchowości” (J. Szymik).

(8)

Filozofem współcześnie opisującym CO jako naturę katolicyzmu, czyli pierwotnego wielowątkowego sposobu wyznawania Chrystusa, był Carl Schmitt. Podkreślał on umiejętność łączenia przeciwieństw w doktrynie Kościoła rzymskiego:

„Wydaje się, że nie ma takiego przeciwieństwa, którego katolicyzm by nie zawierał. Od dawna Kościół chlubi się tym, że jednoczy w sobie wszystkie formy państwa i władzy, że jest autokratyczną monarchią, której przewodzi zwierzchnik wybrany spośród kardynalskiej arystokracji; a jednocześnie pozostaje instytucją do tego stopnia demokratyczną, że nawet ostatni pasterz z Abruzji, jak się wyraził Félix Dupanloup, bez względu na stan i pochodzenie może zostać jego autokratycznym suwerenem. (…) Trudno pojąć, jak to możliwe, że pobożnym katolikiem mógł być zarówno surowy filozof autorytarnej dyktatury, hiszpański dyplomata Donoso Cortés, jak i Patrick Pearse, buntownik, który ze swej franciszkańskiej, bezgranicznej dobroci poświęcił się dla biednego irlandzkiego narodu i któremu nieobce były kontakty z syndykalistami. Również z teologicznego punktu widzenia katolicyzm stanowi complexio oppositorum. Stary i Nowy Testament są w takim samym stopniu ważne. «Albo–albo» Marcjona znajduje tutaj odpowiedź w «zarówno – jak i». W nauce o Trójcy Świętej żydowski monoteizm oraz absolutna transcendencja zostają wzbogacone o tak liczne przykłady boskiej immanencji, że niektóre formy pośrednictwa stają się w katolicyzmie dopuszczalne. (…) Rozróżnienie między człowiekiem «z natury dobrym» i «z natury złym», ta zasadnicza dla politycznych teorii kwestia i jednocześnie fundamentalna teza, na której wspiera się każda konsekwentnie anarchistyczna filozofia państwa i społeczeństwa, nie znalazła jednoznacznego potwierdzenia ani zaprzeczenia w dogmacie trydenckim. Inaczej niż protestancka nauka o całkowitym zepsuciu ludzkiej natury, trydencki dogmat mówi raczej o jej zranieniu, słabości, zmąceniu, co otwiera w praktyce możliwość dostosowania się i różnicowania. Godzenie przeciwieństw sięga najgłębszych społecznych i psychologicznych motywów i wyobrażeń człowieka. Papież nosi imię ojca, Kościół jest matką wiernych i zarazem oblubienicą Chrystusowi – jest to wspaniałe powiązanie patriarchalizmu z matriarchalizmem, które obie te idee, wyrażane w prostych uczuciach i instynktach, sprowadza do jednego symbolu – Rzymu. (…) I w końcu najważniejsze: ta ogromna wieloznaczność katolicyzmu związana jest z precyzyjnym dogmatyzmem oraz wolą podejmowania decyzji, które łączą się w nauce o nieomylności papieża” (za: J. Bartyzel).

(9)

Myśl prawosławna nosi rys bardziej archaiczny i mistyczny niż rzymska. Dlatego też prawosławni (np. J. Nowosielski) odnajdują na płaszczyźnie bardziej uduchowionej przejawy CO, np. dążenie Boga i stworzenia, będących przeciwnymi zasadami, do ostatecznego zjednoczenia. Autor Ikony i kultu ikony pisze:

„(…) w Chrystusie dwie natury są zjednoczone bez pomieszania i bez zmiany, bez podziału i bez rozłączenia. Oznacza to: Stwórca i stworzenie, wieczne i czasowe, Sofia niestworzona, Boska, i Sofia stworzona jednoczą się w jednej osobie i w jednym życiu, a przy tym tak, że każda zachowuje swoją samodzielność i metafizyczną różność (bez zmiany) jednej w drugiej, i zarazem wzajemny związek (bez rozłączenia) wynikający z ontologicznej jedności. W tym wypadku mamy (…) coincidentia oppositorum, połączenie zasad wzajemnie się wykluczających i wykluczających jedna drugą (Stwórca bowiem nie jest stworzeniem i na odwrót), i zarazem współistniejących w Chrystusie” (za: blog J. Skupińskiego).

Oczywiście jest w tej wypowiedzi nieścisłość. CO to nie są twierdzenia wykluczające się, tylko przeciwstawne.

(10)

Chrześcijaństwo koanem

Spotkanie z Bogiem odbywa się przez język paradoksu. Boże sprawy nie mieszczą się w prostej ludzkiej mowie, gdy próbujemy je opisywać tak jak swoje przyziemne życie. Przekaz ewangeliczny zawiera wiele tez będących swoimi przeciwstawieniami. Zmusza nas to do wyjścia ponad codzienne doświadczenie i proste jednowymiarowe myślenie. Odnalezienie syntezy dla tez i antytez chrystianizmu jest dla człowieka możliwe, choć nie zawsze możliwe do wysłowienia. Wymaga to podejmowania osobistego wysiłku. To też ciasna brama, przez którą musimy się przeciskać, używając całej swojej mocy. Nieodłączne staje się tu zatem przekraczanie siebie.

Praktyka buddyzmu zna koany. Są to krótkie wypowiedzi o najczęściej zaskakującej treści. Ich zadaniem jest wyprowadzić umysł adepta z obszaru zwyczajnego życiowego doświadczenia i otworzyć go na doznania duchowe i percepcję metafizyczną. Koany zaprzeczają ważności codziennej obserwacji, logiki umysłu i zdolności słów i pojęć do wyrażania istoty rzeczywistości, rozbijają umysł adepta, tym samym kierują go w stronę głębszych warstw świadomości, bardziej otwartych na sprawy nadnaturalne.

Właściwie to całe chrześcijaństwo można rozpisać na takie paradoksy jak wskazane powyżej pary twierdzeń i zbudować z nich chrześcijańskie koany, czyli wypowiedzi przeznaczone do rozważania, których celem jest przekraczanie barier potocznej umysłowości. Nie ma w tym niczego dziwnego, gdyż w Absolutnym Bogu przeciwne kierunki znajdują wzajemne dopełnienie i pogodzenie, przy tym nie zanikając. Równoważą się, ale nie znoszą. Naiwni ateiści upatrują w takich przeciwstawnych wypowiedziach samozaprzeczeń Ewangelii, zupełnie nie rozumiejąc subtelności Bożego Słowa korespondującego z najbardziej wyrafinowanymi koncepcjami ludzkiego myślicielstwa. Nawet credo quia absurdum przestaje zaprzeczać credo ut intelligam, przez co się spotykają, wcale się nie wykluczając.

Paradoksy Dobrej Nowiny nie odwracają przy tym od świata i nie prowadzą poza niego w jakieś nieokreślone rejony metafizyki. One nas wprowadzają w głąb życiowego doświadczenia, przekraczają go i nadają mu znaczenie transcendentne. Łączą to, co znamy, z tym, co jeszcze przed nami, ziemskie zjawiska ludzkie ze sferą ponadludzką. Zmuszają też do maksymalnego wysiłku duchowego.

Sformułowanie tych paradoksów w krótki i treściwy sposób, na wzór koanu, jest znakomitą podstawą medytacji. Patrząc szerzej, Dobra Nowina stanowi jeden wielki koan. Nie da się tego ogarnąć, mózg po prostu eksploduje, gdy człowiek będzie próbował rozważać to wszystko. To tak, jakby chcieć opowiedzieć Słońce – po prostu się nie da. Można jednak przy nim się ogrzać. Boski Logos jednoczy się z ludzką marną naturą, żeby przyjść na świat jako jego król. Dlatego rodzi się w stajence wśród zwierząt, pasterzy, w rodzinie zacnych biedaczków, gdzieś w najbardziej zapadłej krainie Imperium Romanum. Zostaje następnie stolarzem, po czym przemawia do biednych ludzi po wioskach i miastach oraz do swoich uczniów. Łączy ich wszystkich to, że Go ani trochę nie rozumieją. Mijają raptem może trzy lata i możni dla świętego spokoju posyłają Chrystusa na hańbiącą śmierć. Przecież to wszystko jest jak jeden wielki koan. Można nad tym przez lata medytować od tej strony. Sam krzyż – symbol hańby, narzędzie egzekucji kryminalisty, tortury, szubienica po prostu – jako znak tryumfującej religii jest czymś wręcz absurdalnym. Credo quia absurdum – powiadali niektórzy. Nie jest to ludzka opowieść, tylko nieprawdopodobna, ale prawdziwa historia o Bogu. Rozważanie tych tajemnic przemienia ludzi. To jest jak szklana góra, przed którą staje dusza, żeby sięgać wyżej.

Wdzięczny jestem buddystom, że uprawiają takie ćwiczenie ducha, które odrywa człowieka od jego własnej pospolitej natury i pociąga ponad proste, racjonalne, ludzkie postrzeganie świata. Bliska mi jest także orientalna maniera pouczeń przez krótkie przypowieści – mój Mistrz również tak uczył. Metoda medytacji koanu pięknie sprawdza się przy czytaniu Dobrej Nowiny. Dodatkowo przypomina ona chrześcijaninowi, że drogi Boskiego myślenia nie są drogami ludzkimi. Trzeba zaprzeć się siebie i swoich przyzwyczajeń myślowych, złożyć siebie w ofierze, żeby zbliżyć się do Tajemnicy. Będąc wierzącym, łatwo popaść w pychę, co zrobili faryzeusze. Wierzymy wówczas, że już ogarnęliśmy Boga i wystarczy trzymać się łatwej ludzkiej wiedzy. Szaleństwo krzyża poszukuje szaleństwa wiary, a Rozum (Logos) przerasta każdy ludzki rozumek. I dlatego należy się w Niego wsłuchać, jak Maria u stóp Mistrza, zapomnieć się w zachwycie nad Nim.

(11)

Jedyna w pełni filozoficzna Księga Biblii to Księga Koheleta. Oczywiście jest tu także fragment o CO:

„Na wszystko jest pora, jest czas na każdą rzecz pod słońcem.

Jest czas rodzenia i czas umierania,

czas sadzenia i czas wykorzeniania zasadzonego,

czas zabijania i czas leczenia,

czas burzenia i czas budowania,

czas płakania i czas śmiania się,

czas lamentowania i czas tańczenia,

czas rzucania kamieni i czas zbierania kamieni,

czas przytulania i czas oddalenia od przytulania,

czas szukania i czas gubienia,

czas gromadzenia i czas wyrzucania,

czas rozdzierania i czas zszywania,

czas milczenia i czas mówienia,

czas miłowania i czas nienawidzenia,

czas wojny i czas pokoju.

Jakiż pożytek ma ten, co pracuje z tego, czym się trudzi?

Widziałem zajęcie, które Bóg dał synom ludzkim,

aby się nim zajmowali.

Wszystko uczynił pięknie w swoim czasie,

nawet i świat dał do serca ich, choć człowiek nie znajduje dzieł,

które czyni Bóg, od początku aż do końca.

Poznałem, że nie ma nic dobrego w nich,

jak tylko radować się i czynić dobrze w życiu ich.

Bo i wszystko, co człowiek je i pije,

i widzi dobrego w całym swym trudzie, jest darem Bożym.

Poznałem, że wszystko, co czyni Bóg, to będzie trwało na wieki.

Do tego nic się nie doda ani z tego nic się nie ujmie.

A Bóg tak działa, aby się bali oblicza Jego.

To, co już było, jest, a co ma być – już było, a Bóg nawiedza to, co było ścigane”.

Aż chce się dopisać ciąg dalszy z Daodejing:

„I tak byt i niebyt wzajemnie się wytwarzają

trudne i łatwe wzajemnie się uzupełniają

długie, krótkie wzajemnie są sobie miarą

wysokie, niskie wzajemnie skłaniają się do siebie

jeden dźwięk z innymi wzajemnie tworzą harmonię

przed i po następują po sobie

Dlatego mądry człowiek pozostaje nie działając (wei wu wei)

gdy załatwia swoje sprawy

a praktyka, bez słów, jest jego nauczaniem”.

Kaznodzieja i Stary Mistrz z pewnością świetnie się rozumieją w niebie. Dla obu zmienność świata jest jak obracająca się rolka filmu w projektorze. Obaj zachowują pogodny dystans wobec tego wszystkiego. Boża historia ma swój zdeterminowany przebieg w stronę Szalomu, Bożego Pokoju w wieczności, i tylko on ma rzeczywiste znaczenie.

(12)

Między taoizmem klasycznym a chrześcijaństwem można wskazać wiele wątków, które zdają się przenikać treściami. Przykładowo dominacja i uległość, Yang i Yin łączą się w Tao. Dobrze jest, gdy obecne są obie zasady, które się dopełniają, a dobre harmonijne Yang zawiera w sobie małą kropkę Yin i na odwrót – Yin nosi w sobie małą kropkę Yang, jakby zalążek drugiego i gotowość do przemiany czy zamiany miejscami. Wszystko jest w porządku, gdy to krążenie i przemiany następują. Z kolei źle się dzieje, gdy się zaskorupiamy, petryfikujemy, np. mężczyźni w kulturze maczo, a kobiety w postawie uległego cierpiętnictwa. Źle jest też, gdy te pierwiastki ze sobą walczą, zamiast się wzajemnie napędzać.

Chrystus zdaje się tę dyskusję prowadzić do szczytu, gdy uczy, że moc w słabości się doskonali. Gdy człowiek mocny, dominujący doświadcza osłabienia lub poświęca swoją siłę dla miłości, to pomimo chwilowej słabości, staje się wynikowo mocniejszy i pewniejszy siebie. Asceza i powściągliwość ukazują szczerość intencji, kształcą charakter. Dochodzi do transcendentnego aktu przekraczania siebie czy wręcz przenikania wzajemnego obu ról, a co za tym idzie – lepszego poznania i zrozumienia. Przykładem tego procesu jest męska czułość wobec żony, na którą ona odpowiada poddaniem się wobec miłości męża.

(13)

CO jest kolejnym ważnym motywem archetypicznym występującym w Objawieniu. Stanowi nawiązanie do kultur pierwotnych na całym świecie wyznających jedność zasad przeciwnych.

(14)

Czy Bóg jest dowcipny? Czasem paradoksy historii zbawienia sprawiają, że jej spiżowa natura na chwilkę ustępuje przed prostym ludzkim uśmiechem. Pan Bóg jest bezgranicznie dowcipny. Rozważmy:

• ojcem wszystkich wierzących mianuje bezdzietnego starca Abrama,

• Jakubowi, który wyraźnie jest cwaniakiem, pozwala bić się ze sobą, a nawet wygrać (sic!), po czym dla jasności sytuacji przyczynia się do zwichnięcia jego biodra,

• największym prorokiem i prawodawcą czyni jąkającego się Mojżesza.

9. Zło a CO

Skąd zło? To pytanie kluczowe dla wiary i niewiary, pobożności i grzechu. Skoro Bóg jest dobry i wszystko stworzył, to skąd zło? Niby wiemy, skąd się ono wzięło – od człowieka. Jak to w ogóle jednak jest możliwe, że zło ma miejsce w świecie Dobrego Boga?

Ateiści mówią, że nie mogą wierzyć w Boga. Skoro bowiem istnieje zło na świecie stworzonym przez tego dobrego Boga, to albo ten Bóg wcale nie jest dobry, albo Go po prostu nie ma. Jedno i drugie wskazuje na ucieczkę od wiary.

Niektórzy myśliciele piszą, że w dobru Boga zawiera się zło, ale to dotyczy zła w znaczeniu ontologicznym, jakiejś skończoności, limitacji, braku. Tu jest racja, bo Bóg się samoograniczył, choćby ustanawiając prawa dla świata, prawa wiążące też Jego, czy czyniąc człowieka wolnym. To jednak niczego nie mówi o złu moralnym, o człowieczym grzechu.

Dawni dualiści w mitach i gnozach ukazywali co najmniej dwu bogów – dobrego i złego, albo istoty subboskie – jednego dobrego, drugiego krzywdzącego. Islam ustawia Boga zupełnie ponad takimi kategoriami. Bóg czyni, co uważa, i tak też nakazuje. Zgodnie z takim nauczaniem w sprawach Boga w ogóle nie można mówić o złu, bo może ono dotyczyć tylko człowieka nieposłusznego Bogu. Sam Bóg jest zaś wolą i władzą, która nie podlega takim opisom. Może być wewnętrznie sprzeczny bądź nielogiczny. Wystarczy, że jest wszechmocny. Z punktu widzenia rozumu człowieka taki pogląd wydaje się możliwy do przyjęcia, bo człowiek po prostu nie jest w stanie osądzać Boga, gdyż nie wie o Nim i o świecie tego wszystkiego, co byłoby do tego potrzebne.

Pomijam zupełnie te wszystkie koncepcje, gdzie Bóg i człowiek nie mają żadnego związku co do właściwości. Według nich człowiek jest do niczego niepodobnym tworem, który czyni zło. Pomijam też teorie dotyczące zła rozumianego jako brak świadomości i wiedzy. One ukazują przyczyny wewnętrzne człowieka i są zawsze jakoś aktualne. Nie mówią jednak o pochodzeniu samej możności zgrzeszenia.

Według znanej teodycei zło jest częścią i tak najlepszego z możliwych światów, którego po prostu lepiej nie da się uczynić. Jest to pociecha, ale to nadal nie wyjaśnia możności grzechu. Zgodnie z tradycyjnym ujęciem zło to brak dobra. To wygodna definicja, tyle że ma zastosowanie do ludzkiego działania, gdy człowiek zamiast dobrze żyć, wybiera grzech. Z tego, co rozumiem, definicja ta pochodzi z emanacjonizmu neoplatońskiego i została „doszyta” do chrześcijaństwa. W emanacjonizmie dobrem jest boskość, która uczestniczy w niższych bytach, a jej brak prowadzi do zła. W tym ujęciu boskość jest, zdaje się, jakoś substancjal na. Stamtąd zaczerpnął ją Augustyn. Tak czy inaczej, ta definicja, choć nierzadko przydatna, także nie tłumaczy możności zła w świecie Dobrego Boga. Wracamy więc do punktu wyjścia.

Można też powiedzieć, że zło – grzech jest nadmiarem dobra. Przykładowo zbytnia zapalczywość w poszukiwaniu sprawiedliwości prowadzi do wielu zbrodni. To już jakoś zbliża do odpowiedzi, ale nie tłumaczy, co jest tą miarą, punktem odniesienia.

Według tradycyjnego ujęcia katechizmowego grzech jest nieuporządkowaniem, odejściem od porządku Bożego i czynieniem chaosu. To podobne wyjaśnienie jak poprzednie. Dodatkowo, powtarzając po Genesis i prastarych mitach, chaos (bezmiar) to bezforemne tworzywo, które jest pomiędzy gotowym stworzeniem a nicością. To brak bytu (wobec zatraty jego konstytuujących cech), ale bez odebrania istnieniu jego tworzywa. W świetle tego zło–grzech–występek dążące do stanu chaosu mieszczą się w obszarze stworzenia, bo bezmiar także jest stworzony przez Boga. Człowiek stający się bestią (jak dzikie zwierzę) nie przestaje istnieć, choć przestaje być człowiekiem. Mieści się to w ramach świata Dobrego Boga, który stworzył też zwierzęta. Już samo zauważenie, że chaos jest stadium pośrednim między nieistnieniem a pełnym ukształtowaniem danego stworzenia i że daje on człowiekowi możliwość stoczenia się w dół hierarchii bytów, zatracenia godności, oddziela Boga od ludzkiego grzechu. To jednak za mało, bo skoro mówimy o chaosie, to czym jest porządek? Jaka jego własność umożliwia zło? Własność analogiczna do natury Boga, który ten świat stworzył, a człowieka ukształtował nawet na swój wzór i podobieństwo? Czyli jaka własność Boga sprawia, że w ogóle jest możliwe, że człowiek grzeszy? Co nam daje przestrzeń wolności?

Jeden i absolutnie jednolity bóg, a jednocześnie dobry, wykluczałby w człowieku grzech. Dziełem jednolitego boga byłby świat zdeterminowany, bez rozróżnień, bez relacji. To bóg filozofów jest właśnie jednowymiarowy i czyni mechaniczny świat. W nim wszelkie życie, ruch, zmiana są tylko złudzeniem. Złudzeniem jest też miłość, wspólnotowość, relacja. Poruszamy się jednolicie, zgodnie z poruszeniami jednowymiarowego poruszyciela. Wszelkie odrębności i różnice okazują się tylko subiektywnymi odczuciami, obiektywnie nieistotnymi. Jedna siła porusza nami w jednym i tym samym kierunku. Miłość, wolność to tylko nasze złudzenia. Ci, co grzeszą, grzeszą, bo tak są poruszani. To świat bezduszny.

Na szczęście Bóg nie jest jednolity. Bóg jest Trójcą, a to znaczy, że jest parą: Ojcem i Synem oraz Duchem, który jawi się jako miłość między Nimi. Bóg ma więc coś na wzór biegunów, np.: Ojciec – władza, Syn – posłuszeństwo (a Duch unosi pomiędzy Nimi wyrazy jednego i drugiego).

Stąd też pochodzi porządek świata. Bóg stwarza parzyście: niebo – ziemia, światło – ciemność, kobieta – mężczyzna. To przekonanie o parzystości świata jest bardzo głębokie u Żydów, choć się nie spotkałem, aby wyciągali z tego dalej idące wnioski. Więcej o tym można przeczytać u autora pojęcia Logosu, czyli Heraklita. On to pisał o dwoistości w świecie Logosu. Jest ona znana praktycznie na całej ziemi w mitach, religiach, filozofiach. Nadmieniłem już, że z tej biegunowości przeciwstawień pochodzi życie. Światu udziela się bowiem nie jednolitość, ale dwoistość w Bogu. Stwarza to możliwość ruchu między biegunami, dokonywania przemian, daje przestrzeń do życia, które jest ruchem – zmianą i wymianą.

Dwoistość niesie też możliwość do zaistnienia miłości. Ojciec może kochać, bo ma Syna; Syn, bo jest odróżniony od Ojca. Harmonia i adekwatność wymiany to miłość, która krąży między kochającymi Osobami i osobami ludzkimi. Sama staje się początkiem życia: w Bogu chodzi tu o życie Ducha, a ludzi – dziecka.

Co jednak, gdy brakuje tej harmonii i adekwatności? Brakuje też miłości, przez co rodzi się grzech i demon. Bóg uczynił świat parzystym i biegunowym. Zbożny człowiek to szanuje i bierze świat właśnie takim. Stara się uwzględniać oba bieguny, choć to nie jest proste. Cała Ewangelia może być wyrażona poprzez dwoistość paradoksów i przez pary przeciwstawnych twierdzeń. Zbożny człowiek to szanuje i zawsze próbuje brać pod uwagę wszystkie racje, także przeciwne. Czyni to nasze życie umiarkowanym. Brak umiarkowania, popadanie w skrajność, odrzucanie jednego z biegunów to demonizm. Człowiek nie ma prawa absolutnie popadać w jakąś skrajność, bo wtedy zatraca drugi biegun i staje się demonem. Tylko Bóg potrafi być absolutny jednocześnie w obu przeciwieństwach. Człowiek, cokolwiek w sobie absolutyzując, staje się diabłem. Typowy przykład: absolutne miłosierdzie zatraca prawdę i sprawiedliwość, prowadząc do zepsucia. Absolutne poszukiwanie sprawiedliwości staje się sadyzmem. Oparcie się tylko na rozumie zatwardza serce i czyni obłąkanym. Bazowanie wyłącznie na uczuciach bez rozsądku czyni nieprzytomnym. Etyka i ontologia harmonii przeciwieństw są stare jak świat. Piękny wyraz temu daje etyka nikomachejska czy Daodejing.

W Bogu jest więc przestrzeń do przemiany, ruch, życie. Bóg w związku z tym nie przestaje być dobry, bo stale wybiera dobro. Ojciec kocha Syna, Syn miłuje Ojca. Stale to wybierają i potwierdzają. Dlatego uwielbiamy Boga jako dobrego, bo taki właśnie jest. Teoretycznie w Bogu możliwa staje się odmowa miłości. Bóg jest przecież absolutnie wolny, ale Boże Osoby bezustannie okazują sobie miłość. Może dlatego po grzechu pierworodnym Bóg stwierdza, że ludzie poznali dobro i zło jak Elohim. Dlatego wielbimy Boga, bo Jego dobro i miłość nieustannie są Jego wyborem, działaniem. Zło zaś zostaje absolutnie odrzucone i znajduje się poza obszarem zainteresowania. Bóg wolny i nieskrępowany, a jednocześnie dobry, to nasz wzór, pierwowzór, którego jesteśmy słabym odbiciem. Powinniśmy zbliżać się do tego wzoru.

Wolność to kierunek odśrodkowy, wychodzenie od siebie do działania. Z kolei dobro jako doświadczenie to kierunek dośrodkowy – osąd, refleksja. Już samo to stanowi parę przeciwstawnych zasad, które musimy umieć w swoim życiu pogodzić.

Bóg jest więc wolny i dobry. Osoby Boskie kochają się, a miłość zawsze jawi się jako coś dobrowolnego. Ta wolność została udzielona człowiekowi także na wzór Boski.

Wolność jest okazją do miłości, ale też do zdrady. Bóg nie ponosi winy za nasze grzechy i nie ma z nimi niczego wspólnego. My w wolności, raz wybrawszy dobro, stale wybierać musimy. Z kolei wybierając zdradę, tracimy wolność, gdyż miłość i wolność idą w parze. Grzech staje się niewolą, choć nazywa siebie wolnością (jakież dziś popularne są te krzyki o wolności). Absolutna wolność bez miłości czyni człowieka demonem i prowadzi go do zatracenia. Absolutna miłość bez wolności byłaby miłością na wzór wyuczonego zwierzęcia. Wszystko jest parzyste i w tej biegunowości jako zasadzie wziętej z natury samego Pana Boga mieści się nasza wolność, która stanowi okazję do miłości. Doskonale wierny Bóg staje się dla nas nauczycielem wierności.

Widzimy, że dwoistość zasad wynikająca z natury Boga daje człowiekowi możliwość zaburzenia harmonii między nimi, prowadzi do przesady, grzechu. Bóg nie jest temu winien, bo w Nim przeciwne zasady doznają doskonałego zgodzenia. Człowiek, kładąc zbyt duży nacisk na jedno z dwu konkurencyjnych dóbr (zasad), dopuszcza się zła.