1. Pochodzenie Logosu
(1)
„Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna. Jego to ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat. Ten [Syn], który jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty, podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi, a dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy Majestatu na wysokościach. On o tyle stał się wyższym od aniołów, o ile odziedziczył wyższe od nich imię” (Prolog Listu do Hebrajczyków).
„Ja jestem Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem, Pierwszym i Ostatnim” (Ap 22, 13).
„Przez słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego. (…)
Bo On przemówił, a wszystko powstało;
On rozkazał, a zaczęło istnieć” (Ps 33, 6.9).
(2)
„Abyście jakkolwiek zrozumieli, jak to Bóg zrodził Syna swojego, weźcie podobieństwo ze zwierciadła. Gdy się kto przegląda w zwierciadle, wydaje obraz swój do siebie tak podobny, iż żadnej od niego samego różnicy dostrzec nie można; bo nie tylko obraz ten podobny mu jest w kształcie, ale nawet i w ruchach; albowiem skoro człowiek się ruszy, w tejże chwili i obraz jego podobnyż ruch wydaje. A obraz ten tak podobny, nie czyni się ani przez trud, ani przez czas, lecz w jednej chwili bez żadnej pracy, i samym spojrzeniem tylko. Otóż myśleć można, iż Bóg przeglądając się w sobie jakby okiem pojęcia swojego w zwierciadle Bóstwa swojego, wydaje obraz najpodobniejszy do siebie samego. A ponieważ Bóg obrazowi temu daje całą Istność swoją, i cały byt swój (czego my, przeglądając się w zwierciadle, obrazowi naszemu nadać nie możemy); dlatego ten Obraz Boży jest prawdziwym Synem Bożym (chociaż obrazy nasze, które widzimy w zwierciadłach, nie są synami naszymi)” (św. R. Bellarmin, Wykład nauki chrześcijańskiej).
(3)
Jak powstał Logos? Uczeni teolodzy podpowiadają, że z tego, iż Bóg ogarnął myślą samego siebie. Pomyślał o sobie, poznał siebie. Gdybyśmy ośmielili się te intuicje pociągnąć dalej, uzyskalibyśmy następujący obraz: ta wizja siebie stała się Drugą Osobą Boga, ożyła. Jako że jest Jego odbiciem we własnej myśli, stała się Bogiem. Tym samym Bogiem, bo Bóg jest jeden, ale jednocześnie Drugim w Bogu. Między tymi Osobami zaistniała Miłość, także będąca Osobą – Trzecią Osobą Trójcy.
(4)
Bóg pomyślał o sobie i sobą się zachwycił, poznał siebie, pojął i zrozumiał. Ta myśl jest Logosem. Paul Tillich nazywa Logos automanifestacją Boga: „auto”, bo w sobie, wobec siebie i o sobie; „manifestacja”, bo jest wyrażeniem, ekspresją Boga. Logos to Słowo, w którym Bóg zapoczątkował swoją twórczość. Samorealizacja Boża to Logos, a jej efektem jest nowe życie – życie Drugiej Osoby – oraz wszelkie relacje między Osobami, których treść stanowi Duch – Miłość.
To w Słowie – Boskiej ekspresji – powstał świat. Słowo wypowiedziane stało się zatem Słowem stworzenia. Wszystko przez Nie się stało, bo wszystko ma swój początek w Bożym wyrażeniu samego siebie. Ten początek, gdy go przeniesiemy na naszą rzeczywistość, realizuje się na różne sposoby, co ma odbicie w wieloznaczności terminu „Logos” w filozofii i teologii.
2. Logos a świat
(1)
Rozważania o Logosie można przeprowadzić na dwu planach – teologicznym i filozoficznym. Na płaszczyźnie teologicznej sięgamy do Biblii, gdzie mamy Słowo Boga w obu opisach początku. W Genesis Stwórca wypowiada Słowo, które daje początek wszechrzeczy. Wynika z tego, że stwórcze Słowo jest nośnikiem pojęcia Boga o tym, co powstaje. Słowo jest ekspresją tego pojęcia i nośnikiem całej informacji o stworzeniu. Inaczej mówiąc, stworzenie zostaje zapisane w Słowie, które Genesis przedstawia jako ciąg kilku wypowiedzi.
Stworzenie przez Słowo potwierdza także Prolog do Ewangelii Jana. Słowo (Logos) ma następujące właściwości:
• jest na początku, z Niego wszystko pochodzi, stanowi zasadę wszystkiego (nadaje wszelki kształt, formę i bieg zdarzeń),
• było u Boga i było Bogiem, widać tu rozdwojenie, Słowo jest w relacji z Bogiem, a zarazem nie posiada żadnej relacji, tylko tożsamość Boga; rozdzielność i łączność występują jednocześnie,
• wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało.
Jan nakłada na plan teologiczny perspektywę filozoficzną. Używa terminu Logos znanego filozofii obszaru hellenistycznego. Warto zauważyć, że w grece na pojęcie „słowo wypowiadane” istniał wyraz leksis, więc ewangelista nieprzypadkowo zastosował określenie „Logos”.
(2)
Stworzenie za pomocą słowa obecne było w różnych religiach. Ludzie przeczuwali związek woli boskiej wyrażonej rodzajem rozkazu z powstaniem świata i jego kształtem. W Chinach odpowiednikiem Logosu, niezwykle bliskim, jest Tao. Jednym ze znaczeń słowa „tao” (dao) jest „wysławiać”. Daodejing zaczyna się od wersu: „Tao, które można tao (wysłowić), nie jest prawdziwym (wiekuistym) Tao”.
Pradźapati (Stwórca) ze znanej w Indiach Panchavimsha Brahmana na początku był samotny i jako jedyne posiadał Słowo. Było ono drugim, które istniało. On pomyślał: „Niech wyemituję to Słowo, ono przeniknie cały wszechświat”. Wypowiedział Słowo, a ono przeniknęło cały wszechświat. Rosło w górę jak niekończący się strumień wody. Wypowiadając „a”, odciął jego trzecią część, która stała się ziemią. On pomyślał: „To powstało do istnienia (abhut), więc będzie nazwane ziemią (bhumi)”. Odciął następnie drugą część z „ka”, dzięki czemu powstał obszar pośredni. On pomyślał: „To jest pomiędzy, więc niech się nazywa obszarem pośrednim”. Z „ho” podrzucił w górę trzecią część, która stała się niebem. On pomyślał: „To ha rozbłysło tam daleko (adyulal), więc będzie się nazwało niebem (dyaus)”. Te trzy dźwięki („a”, „ka”, „ho”) mają to do siebie, że „a” powstaje w głębi ust, „ka” po środku, a „ho” na końcu przy wargach. Ten opis zaczerpnąłem ze znalezionego w sieci tłumaczenia na angielski dokonanego przez W. Calanda. Nie jestem pewien, czy chodziło w nim o przenikanie wszechświata, czy o rozszerzenie się na cały wszechświat.
Coś bliskiego słowu tworzącemu świat to także dźwięk „Om”, który dla hinduistów jest tożsamy z Absolutem. Nie możemy go uznać za słowo tylko za wibrację, niemniej wierni wypowiadają go tak jak słowa. Jest to nieodległa wizja od niektórych aspektów Logosu. Podobieństwa nosi także koncepcja Wać, czyli kreacyjnej mocy słowa. Wać jest utożsamiana z Brahmanem i sylabą „Om” oraz prawdą. Bywa też kojarzona z wajdią, czyli wzrokiem duchowym u mistyka zdolnego przejrzeć naturę rzeczy. Mowa ma ogromne znaczenie w Indiach, gdzie mantra stanowi znaczną część duchowości. W ruchu bhakti intonowanie imion bożych znajduje się w centrum praktyki religijnej.
(3)
W greckiej filozofii odnajdujemy Logos w różnych znaczeniach, niemniej określenie to należy do jej centralnych pojęć. Do myślicielstwa wprowadził je Heraklit.
„(…) jego Logos jest prawem bądź porządkiem kosmosu, wszystkie rzeczy bowiem dzieją się zgodnie z nim. Ponieważ jest to porządek rzeczy, który przenika wszystko, ludzie powinni się z nim gruntownie zapoznać; w rzeczywistości jednak działają, jakby w ogóle nie mieli takiego doświadczenia, dlatego też wykład Heraklita, zawierający przedstawienie prawdziwej natury rzeczy, wyda się im dziwny. Ogół ludzi to lunatycy, którzy mogą doświadczać, nie uświadamiając sobie sensu tego doświadczenia”.
„Owocem zgody z logosem Heraklita jest homologia, koncepcja wspólnoty, która zwiastuje homonoię Arystotelesa, Aleksandra i św. Pawła” (E. Voegelin, Świat polis).
Stoicy, którzy byli popularnymi filozofami późniejszego okresu, przejęli Logos jako ważne pojęcie swojego systemu. Był to ich Absolut, choć różnie rozumiany. Dzięki nim Logos stał się terminem powszechnie znanym i stosowanym.
Filon z Aleksandrii był filozofem hebrajskim, łączącym wiarę biblijną z myślicielstwem hellenistycznym. Wprowadził on Logos do refleksji w ramach wiary izraelskiej. Nie wyznawał Go jako Osoby, ale przyznał Mu przymiot boskości. Niektóre intuicje Filona są niewiarygodnie trafne. Nazwał on Logos Synem Bożym, kapłanem, pokarmem, pieczęcią, której odciskiem jest świat. Jest to myśliciel zdecydowanie zbyt mało znany chrześcijanom.
Praca filozofów była znakomitym przygotowaniem myśli tamtego obszaru na dopełnienie, jakiego dokonał Jan Ewangelista. Po nim zwłaszcza Justyn Filozof i Augustyn na stałe umieścili w chrystianizmie pojmowanie Logosu, które wcześniej zostało wypracowane przez filozofów w części zgodnej z objawieniem Chrystusowym.
(4)
„Logos” w grece ma wiele znaczeń. Wśród tych znaczeń, pojęć i zjawisk związanych z Boskim Logosem warto wymienić:
• słowo,
• wiedzę, naukę,
• opowieść,
• rozum,
• logikę,
• sens,
• myśl, ideę czegoś.
Logos jest początkiem wszystkiego. To forma rzeczy świata, jednolita idea całości rzeczywistości. Filon pisał o pieczęci, a dziś mówi się o matrycy, której odbiciem jest świat. To najgłębsza natura wszystkiego, esencja. W ujęciu historycznym tę ideę świata rozumie się jako jego historię, Boską opowieść o wszechrzeczy. Patrząc z wnętrza historii, jest to więc plan dla świata na przyszłość, czyli jakby forma w dynamice zmian w czasie. To także cel wszystkiego. Opowieść może być też tzw. narracją, czyli ciągami następujących po sobie przyczyn i skutków. Logika zdarzeń składa się z poszczególnych zasad, mówiąc inaczej – praw. Tym sposobem Logos to Prawo Boże. Esencja jest obligacją dla człowieka, a także spoiwem świata, które nadaje mu jedność. Dzięki Logosowi świat może być „światem”, „rzeczywistością” postrzeganą jako całość, a nie tylko bezładny zbiór rzeczy, zjawisk i zdarzeń.
Logos jest Słowem, symbolem wszechrzeczy w Bogu, który nadaje wszystkiemu sens, czyli znaczenie, gdyż świat stanowi symbol (odbicie, wskazanie na) Logosu, Boga. Jest zatem znakiem, który odsyła do Boga, odbiciem Jego natury i dotyczącą Go informacją.
Powyższego hasłowego wyliczenia nie można nam uznać za pełne. Czytając je, warto zauważyć, że w pojęciu „Logosu” wszystkie te własności i przejawy są jednolite i doskonale spójne jako jego aspekty i skutki.
(5)
Według greckiej tradycji filozoficznej Logos „jest”, a ludzie, rzeczy „stają się”. Rozróżnienie między byciem (właściwym przykładowo Bogu) a istnieniem w ruchu, stawaniem się było jednym z ważniejszych problemów myśli helleńskiej.
(6)
Bóg mówił, wypowiadał słowa stworzenia dające kolejne istnienia, następnie zachwycał się swoim dziełem, ponieważ rozpoznawał w nim w jakiś sposób siebie. To tak, jakby te słowa powracały do Boga. Szóstego dnia wypowiedział słowo „człowiek”, a wraz z tym nazwaniem to stworzenie powstało, ożyło. Nie wróciło jednak jeszcze to słowo do Boga, ten proces dzieje się właśnie obecnie. Bóg chce swoje słowo i jego efekt rozpoznać, usłyszeć, na powrót w siebie przyjąć.
(7)
Jeśliby w skrócie wyrazić, czym jest Logos, to byłby to Bóg wobec świata, w relacji z nim. W wielu tradycjach antycznych Logos ujmowano jako coś pomiędzy Bogiem a światem. Tworzono wówczas całe hierarchie istnień, poczynając od Absolutu, poprzez Jego wyższe i niższe emanacje, aż do świata materii. Były to różne systemy emanacyjne i gnozy, w których sytuowano Logos jako drugi po Absolucie szczebel istnienia, jeszcze pełen bóstwa.
3. Logos a człowiek
(1)
„Tak więc jeżeli nazywamy tę nadsubstancjalną tajemnicę Bogiem lub życiem, lub substancją, lub światłem, lub rozumem, to nie mamy na myśli niczego innego, jak tylko moce, które z niej na nas spływają i udzielają nam czy podobieństwa do Boga, czy substancji, czy życia lub darów mądrości. Lecz kiedy sięgamy po tę tajemnicę, uwalniając się od wszelkiej intelektualnej aktywności, to nie zobaczymy już żadnego przebóstwienia czy życia, czy substancji ściśle podobnych do tej przyczyny, która wyższa nad wszystko, przekracza wszystko (IB II, 7, s. 234)” (Pseudodionizy Areopagita, Imiona Boże).
Poznajemy i doświadczamy Boga, także jako Logosu, z ciekawości albo dla satysfakcji płynącej z wiedzy. Gdy rozważamy różne tajemnice Logosu, takie jak esencja, rozum, prawda, to zmierzamy do tego, żeby lepiej się do Niego upodobnić i skorzystać z Jego mocy czynienia nas bardziej sobą, rozumnymi i uczciwymi.
(2)
Myślicielem, który utwierdził doktrynę o Boskim Logosie w chrześcijaństwie, był Justyn. Warto wspomnieć niektóre jego nauki:
• Logos objawił się w Chrystusie, dlatego Ewangelia przewyższa wiedzę ludzką,
• jeśli kiedykolwiek przedtem filozofowie lub prawodawcy coś trafnego powiedzieli lub odkryli, zawdzięczali to wszystko temu, że usilnie badając i rozmyślając, zdołali odnaleźć i dostrzec w sobie samych cząstkę owego Logosu,
• Logos objawiał się po części wszystkim ludziom na ziemi, ale w całości ukazał się poprzez Chrystusa,
• całe dobro obecne w myśli ludzkiej pochodzi z Logosu, a więc przynależy do chrześcijaństwa,
• przeciwnie, wszelki fałsz był przeciwko Logosowi, każda prawda i dobro dochodzą w historii do skutku dzięki Logosowi,
• wszyscy ludzie, którzy wiedli życie zgodne z Logosem, czyli rozumne, zawsze byli w istocie chrześcijanami; i odwrotnie, ci wszyscy, którzy lekceważyli sobie Logos, żyjąc nierozumnie, zawsze byli wrogami Logosu.
Justyn jasno wyraża uniwersalność chrystianizmu, którego cząstki są rozsiane we wszystkich kulturach, ale pełnia znajduje się tylko w Jezusie Chrystusie.
(3)
Logos jest obecny w człowieku, choć oczywiście człowiek nie może z tego powodu ogłosić się bogiem. Logos przenika wszechświat, także ludzi. W szczególny sposób doświadcza Go dusza człowieka. Paul Tillich nazywa Go automanifestacją Boga esencjalnie obecną jakościowo w człowieku. Automanifestacja jest ekspresją siebie. W ludzkich realiach przejawia się przez czynną działalność twórczą, taką jak praca czy sztuka. Logos jako taki dzieje się w samym Bogu, bo Bóg jest sam własnym wszechświatem. Skutkiem tego jest także nasz wszechświat, który stanowi pochodną tej Bożej pierwotnej ekspresji. Wszystko przez Niego się stało, bo Logos – Słowo to kwintesencja wszelkiego Bożego działania. Dlatego przenika każde stworzenie, ale nie w swej istocie, tylko w doświadczeniu jego cech i w działaniu. Mówiąc prościej, w głębi duszy przeczuwamy, jacy powinniśmy być według Bożego Planu (Logosu) dla nas. Czerpanie z tego poczucia jest kontaktem z duszą na kształt lustra odbijającego Logos. Tak poznajemy Jego jakości (własności) istotne dla nas samych.
W Logosie została zapisana natura człowieka, Plan, którego oddziaływanie stale czujemy. Chrystus mówi do każdego człowieka. Niejeden mistyk prowadził z Nim w sercu i duszy dialog nie jako objawiający się w sposób zewnętrzny (jak u wizjonerów), ale immanentnie obecny w duszy. Dusza nosi w sobie naturę, esencję człowieka pochodzącą z Logosu. Może się wypaczyć, skłócić, zagubić, co nie dotyczy najpierwotniejszej natury w Logosie. Dlatego możliwe jest nawrócenie nie w oparciu o własną duszę, ale dzięki udziałowi Boga w tym procesie.
Podoba mi się następująca analogia. Mówi się, że artysta zostawia cząsteczkę siebie w swoim dziele, w obrazie odzwierciedla się fragment natury malarza, zasad, jakie o nim stanowią. Bóg – pisarz, który nas napisał, podobnie pozostawił siebie w świecie w postaci Logosu.
(4)
Gdy w Nowym Testamencie mówi się o Chrystusie, odnosi się to albo do Jezusa Chrystusa jako historycznego człowieka, albo – i to częściej – do Logosu. Przykładowo życie „w Chrystusie” lepiej rozumiemy, gdy odwołamy się do Logosu.
(5)
Logos to Bóg udzielający się człowiekowi. Z kolei człowiek uczestniczy w Logosie poprzez wymienione wyżej Jego aspekty, takie jak prawda, prawo moralne, jedność z Bogiem, gdy stajemy się tacy, jak tego chce Bóg, Logos. Jest to całe zjawisko duchowości, czyli życia według Boga.
(6)
Jesteśmy stworzeni na obraz Boga. Tym wizerunkiem jest Logos, który wcielił się w człowieka Jezusa z Nazaretu i przyszedł na świat, aby nas uzdrowić i uratować. Zostaliśmy stworzeni na podobieństwo tego obrazu.
(7)
Wola Boga
Kosmos to świat Boga. Jego Wola uczyniła świat i podtrzymuje go w istnieniu. Stanowi też dla tego świata prawo, wyznacza porządek. Wola Boga w Kosmosie nie realizuje się sama, ale poprzez mechanizmy świata. Jest on bowiem wielką maszynerią, która funkcjonuje samodzielnie, ale nie samoistnie. O ile jej działanie pozostaje zgodne z Wolą, świat doskonale funkcjonuje. Wola Boga wyraża się w Jego Słowie, które wobec świata jest projektem, nakazem, porządkiem, urządzeniem. Zgodność z Nim sprawia, że uczynki ludzi są dobre.
Ta wola Boża wyrażona w Logosie zarówno jest stwórcza, jak i stanowi kryterium poprawności kształtu stworzenia. Mówiąc prościej, to Prawo, kryterium, według którego będziemy sądzeni. Generalnie świat funkcjonuje zgodnie z Logosem, co powinno dotyczyć także nas. Niestety, świat doświadczył też upadku, czyli odrzucenia Logosu, co ma wpływ na jego aktualny dostrzegalny stan.
Początek (Arche) to także władza. Trudno o większą władzę niż ta, którą daje akt stwarzania. Dlatego Chrystus jest Królem Królów i Panem Panów.
(8)
Z Logosu wynika wiele szczegółowych zjawisk, po części wyżej wyliczonych, które zostaną omówione w dalszej treści książki.
(9)
Napisałem kiedyś taki wiersz:
Pieśń o Logosie
„Z łona jutrzenki zrodziłem Cię jak rosę” (Ps 110, 3)
gdy Bóg ogarnął myślą Siebie
myśl ta zawarła Boga
więc sama ożyła i stała się Bogiem
Synem zrodzonym z Ojca
Bogiem w Bogu
Bogiem z Boga
Bogiem z Bogiem była też marzeniem Bożym
Mądrością i Logosem
Słowem i Przykazaniem
z Niej wszystko pochodzi
w Niej jest obraz Boga
w Niej jest postać świata
a Ona jak łącznik
w Niej nieustanny nakaz istnienia
„Niech się stanie!”
fundament stworzenia
i doskonały rozum,
porządek, pokój bytu:
harmonia uzupełnień
dynamizm przeciwstawień
pęd konkurencji to życie,
to zmiany dla rozrostu, pożytku i chwały
ład świata zapisany w Bogu
a ład czyni ładnym –
i tak powstało piękno
by była dopełniona radość
a potem wszystko się stało
przez Boską Mądrość, Piękno i Ład
powstał świat
i wszystko było doskonałe,
lecz jeszcze nie anioł,
lecz jeszcze nie człowiek
dano im dokończyć się tworzyć
dano im autonomię
wystawiono na próbę
próbę wybrania Boga
oddania wszystkiego prócz Niego
nawet poświęcenia siebie
ale największą też dano nagrodę
oglądania Boga i mieszkania z Bogiem
Bóg, stwarzając, uniżył się niezmiernie
ograniczył Sam Siebie
określił się, osadził w relacji i w roli
Ojca i Sędziego
wyznaczył Sobie miejsce
człowiekowi dał, co najcenniejsze
swobodę, władzę nad samym sobą
postawił nad Swoim światem
dał całe stworzenie
niczego nie zostawił dla Siebie
w miłości oddał wszystko
co mógł, poświęcił Siebie
w wolności uczynił równym Sobie
dał wiekuiste istnienie
uczynił największym stworzeniem
by złączyć się przez wcielenie
lecz wódz anielski nie zniżył się
odrzucił ład, mądrość i piękno
ład – rozerwał wojną i panoszeniem
mądrość – zastąpił perfidią
piękno – nasączył trucizną
wszystko to dał kobiecie
i zjedli, co niepotrzebne
tak człowiek dopuścił zło w siebie
w swój świat wewnętrzny
lecz nie był przed nim bezpieczny
i zło go przeniknęło
i było mu zniszczeniem
bezradnie szuka dobra
by się wydobyć z cierpienia
bezdrożem zła błąka się
chce uciec od strapienia
od władzy demona,
któremu się poddał
Bóg w doskonałej pokorze
jest swojej roli wierny
co zapisane w Logosie
wbrew temu nie może zgrzeszyć
jak uratować tych biednych
zły wykorzystał Boga
żeby móc ludzi pognębić
przed sądem jest oskarżeniem
i żąda katuszy wiecznych
co Bóg mógłby zrobić
będąc posłusznym Prawu – Swej Woli
a jednak ludzi uwielbić
i z władzy złego wyzwolić
choć ludzie oddali złu hołdy
przez posłuch
a zły ich przy sobie uwięził?
co zrobić?
ład świata to Logos – jest wieczny,
nienaruszalny i wielki
nic go nie może zmienić
nic Mu nie może zaprzeczyć
a jednak jest pewien sposób
przerażająco skuteczny
poświęci się Logos Wcielony
złoży w ofierze Sam Siebie
Bóg Sam się pozwoli zabić
w Swym życiu ziemskim
Prawo – zasada sądzenia
poświęci się dla człowieka
– upadły wyroki i sądy
Bóg ofiarował Sam Siebie
została wolność człowieka
ostatnia bariera do szczęścia
znów może on wybrać Boga
nauka jest w Ewangeliach
znów może poświęcić siebie jak Bóg
a Miłość czeka
co zrobisz, zależy od ciebie
4. Wcielenie i życie Chrystusa
(1)
„Chrześcijańska doktryna stanowi, że Logos stał się ciałem, zasada boskiego samoobjawienia ujawniła się w wydarzeniu «Jezusa jako Chrystusa». (…) Teologia chrześcijańska otrzymała coś, co jest zarazem absolutnie konkretne i absolutnie uniwersalne. Żaden mit, żadna wizja mistyczna, żadna zasada metafizyczna, żadne święte prawo, nie ma konkretności osobistego życia… Kapłańskie i profetyczne teologie mogą być bardzo konkretne, ale brak im uniwersalności. Mistyczne i metafizyczne teologie mogą być bardzo uniwersalne, ale brak im konkretności” (P. Tillich, Teologia systematyczna, t. 1, s. 23).
(2)
Jezus z Nazaretu, jedyny taki człowiek w historii, nazywany był Namaszczonym (Mesjasz, Chrystus). Namaszczenie było izraelskim obrzędem potwierdzającym szczególne wybranie do wysokiej funkcji jak król, prorok, kapłan. Jezus był królem, prorokiem i kapłanem, ale nie na jakiś czas i dla jednej społeczności, tylko dla ludzkości. Namaszczony był nie olejem, ale Duchem Świętym. W tym przypadku wybranie dotyczy tego jednego człowieka w całej historii ludzkości. Nie było nikogo Jemu podobnego. Jezus był konkretnym człowiekiem chodzącym po ziemi, ale jednocześnie Logosem, archetypem człowieczeństwa. Jego życie stanowiło centralny punkt historii, na Nim – jak na zawiasie – zdarzenia zmieniły swój bieg. Jest Synem Boga. Urodził się, żeby utworzyć na świecie widzialne Królestwo Boże. Jest królem królów i panem panów, szczytem wszystkich hierarchii.
(3)
Cała historia ludzkości jest oczekiwaniem na Chrystusa, najpierw na wcielenie, a potem na powrót. Chrystus jest axis mundi, osią Kosmosu łączącą ziemię z niebem. Wokół niej kręci się historia ziemi.
(4)
Logos stał się ciałem. Prazasada Kosmosu wszystko wypełniająca, porządkująca ludzki świat i nas osądzająca, najwyższa Idea zeszła pomiędzy ludzi. Jak w wielu antycznych filozofiach, Logos faktycznie jest łącznikiem pomiędzy Bogiem i światem, ale nie – jak to sobie wyobrażali ludzie – jako jakieś istnienie pośrednie, tylko poprzez zjednoczenie w sobie obu rzeczywistości i obu przeciwstawnych zasad.
(5)
Możemy podziwiać Boga w Chrystusie jako idealnym człowieku, jedynym doskonałym wśród ludzi. Bóg na Niego kieruje swój stwórczy zachwyt. On jest szczytem historii ludzkości, w Nim wypełnił się akt stwarzania przez Boga.
W chwili konania Jezus wypowiedział: „Wykonało się”.
(6)
O Chrystusie nie da się pisać i mówić jak o reszcie świata. Jedynie język paradoksu, zbieżności przeciwieństw jest zdolny w jakiś sposób przybliżyć fenomen wcielenia. W wielu religiach bogowie zstępowali pomiędzy ludzi pod postaciami ludzkimi lub podobnymi do ludzi. W tym przypadku mówimy jednak o rzeczywistym, a nie legendarnym wydarzeniu.
Bóg, owszem, objawiał się pod postaciami chwilowo przyjętymi dla spotkania z ludźmi, na podobieństwo aniołów, jak wtedy, gdy odwiedził Abrahama czy zmagał się z Jakubem. Jednak prawdziwe wcielenie miało o wiele bardziej intrygującą naturę. Bóg zjednoczył siebie z człowiekiem, normalnie żyjącym, urodzonym i doświadczonym ziemską śmiercią. Jezus z Nazaretu był w każdy sposób człowiekiem: urodzonym, wychowanym, pracującym w rzemiośle. Jednocześnie był Bogiem. Zostały w nim połączone dwie natury, ale nie zmieszane. Był najbardziej paradoksalną, zaskakującą i niezrozumiałą istotą w historii. Bóg połączył swój los na ziemi z normalnie żyjącym człowiekiem, z ciałem i duszą ludzką. Nie da się tego zrozumieć, tylko Bóg jest w stanie ogarnąć tę tajemnicę. Ludzie tworzyli różne mity, które zapowiadały wcielenie, ale nikt nie byłby w stanie wymyślić czegoś takiego. Skandal wcielenia, złączenia się Bóstwa z człowieczeństwem zawisł nad historią ludzkości jako wyzwanie, któremu nie da się sprostać rozumieniem, można weń jedynie wierzyć i adorować porażające wrażenie, jakie wywołuje. Dwie całkowicie przeciwne zasady – nieogarnialnej boskości, doskonałości i wszechmocy oraz ludzkiej słabości, ułomności i cielesności – spotkały się ze sobą w jednej niepojętej istocie.
Wcielony Bóg pokonał Demona niszczącego świat, znosząc cierpienie w pokorze, przyjmując je i nie kierując do nikogo zemsty. Świętość zwyciężyła w ten sposób demoniczną skłonność do rewanżu, dobroć pokonała mściwość, a łagodność – gniew. Dobro zatriumfowało nad złem. Boska Moc czynienia dobra spłynęła na świat.
Chrystus pozostawił nam o sobie Dobrą Nowinę oraz Ducha Świętego dla jej realizacji. Zapowiedział też pogorszenie się kondycji ludzkiej na końcu czasów oraz zanik wiary w Boga, co aktualnie ma miejsce w postępach ateizmu, materializmu i dekadencji. Ostatnia epoka dziejów otwiera perspektywę powrotu Wcielonego Boga, tym razem w pełni boskiej mocy, w celu zakończenia historii świata w jego aktualnym kształcie. Rozpocznie tym samym epokę Królestwa Bożego na ziemi, panowania Boga nad ludźmi wskrzeszonymi do drugiego wiecznego życia. Zakończy się okres próby dla ludzi, a rozpocznie czas wynagrodzenia za trudy, odpoczynku i wiecznego szczęścia.
Dla innowierców wizyta bogów wśród ludzi w czymś w rodzaju przybranego na chwilę ciała nie jest niczym niezwykłym, wiele takich zdarzeń zostało opisanych w mitach. Podobnie w Starym Testamencie Bóg odwiedza Abrahama i spożywa z nim posiłek, mocuje się z Jakubem. Bóg może wszystko, może więc na chwilę przybrać postać ludzką. Zrobił jednak coś znacznie bardziej poruszającego. Połączył swoje jestestwo z człowiekiem na stałe nie poprzez pozorne ciało, ale normalne, urodzone z kobiety. Co więcej, przybrał też ludzką duszę. Bóg połączył się z konkretnym historycznym człowiekiem i to trwale, nie na chwilę. Zważywszy na kruchość ludzką, był to krok szalony i niepojmowalny. Bóg połączył w sobie dwa bieguny rzeczywistości – boskość i materialność. Wcielenie jest wręcz niepojmowalnym szokiem dla kogoś studiującego filozofie metafizyczne i kontemplującego transcendencję Boga. Nagle ten sam Bóg może stanąć przed każdym z nas w ciele ludzkim, zjeść posiłek, nawet cierpieć i umrzeć. Jest to tak niepojęte, że czasem mówi się o skandalu wcielenia.
(7)
W hinduizmie funkcjonuje wiara w to, że Wisznu, czczony przez wielu jako jedyny bóg, schodził na ziemię w różnych postaciach w celu przywrócenia ładu, któremu zagrażało działanie mitycznych potworów lub po prostu ludzkie zło. Przybierał postaci mitycznych stworzeń, a później ludzi. Rama, bohater eposu Ramajana, oraz Kryszna z drugiego z wielkich eposów indyjskich, Mahabharaty, zostali uznani za wcielenia Wisznu. W wierze hinduskiej oczekuje się na przyjście na ziemię ostatniego awatara i zakończenie Kalijugi, czyli epoki upadku. Koniec tej ery ma być okresem panowania zła, a Kalkin, ostatni awatar, zamknie jego panowanie. Także buddyści oczekują ostatniego Buddy Maitrei. W tej wierze bardzo dobrze widać perspektywę eschatologiczną chrześcijaństwa jako duchowo przewidywaną w różnych częściach świata.
Te oczekiwania wzięte z głębokich przeczuć dotyczących Chrystusa znajdują w Nim potwierdzenie. Chrystus zwycięża ze złem. W końcu powróci, żeby ostatecznie pokonać Demona, Apokaliptycznego Smoka.
(8)
Jak mówi Jezus Chrystus do Alicji Lenczewskiej:
„† To, co było podczas Drogi Krzyżowej[,] jest tylko znakiem rzeczywistości, która ciągle istnieje i jest coraz bardziej intensywna.
Wszystkie fakty z Mojego ziemskiego życia są obrazem czegoś znacznie większego w rzeczywistości prawdziwej.
Chciałbym, abyś coraz bardziej odczuwała tą rzeczywistość” (A. Lenczewska, Świadectwo, 710, śr. 21 X 87, g. 22:15).
(9)
Historia Chrystusa jako Jezusa działającego tu, na ziemi, jest obrazem Boga w relacji z człowiekiem. Poprzez egzystencjalne ludzkie zdarzenia przekazuje nam wiedzę o Bogu. Chrystus jest trudnym nauczycielem – niewiele mówi, zawile i niezrozumiale, posługuje się obrazami, przypowieściami. Nauką jest bowiem także całe Jego życie.
Jezus ukazuje Boga. Umarł, bo umiera z tęsknoty bez człowieka, z miłości, jaką go obdarza. Ludzie w spotkaniu z Nim odtworzyli cały grzech, jaki tylko istnieje na świecie. Zadali Mu każde możliwe cierpienie. Odrzucili Go na każdy możliwy sposób. Bóg zapomniany, odepchnięty, potępiony przez ludzi, zabity nienawiścią i zapomnieniem – to wszystko zmaterializowało się w historii Jezusa na ziemi i wciąż dzieje się w naszych sercach i duszach.
Historia Jezusa jest jednocześnie opowieścią realną i mityczną, czyli taką, która przekłada się na życie Jego wyznawców.
(10)
Na ikonie Narodzenia widzimy ciemne wnętrze groty, w jakiej przyszedł na świat Jezus Chrystus. Dzieciątko ma kołyskę podobną do sarkofagu lub trumny. Rodzimy się, żeby umrzeć. Życie jest zatem wstępem do drugiego życia. Dzieciątko Jezus wyszło z jednej groty, żeby jako dorosły mężczyzna wrócić na koniec do innej groty – swojego grobu. Bóg przyjął ludzkie życie razem z cierpieniem swojego Syna i Jego smutnym końcem. Cieszymy się z wcielenia, które stanowi dla nas powód do niewysłowionej radości, ale dla Boga to dramat – wejście w cierpienie i upadek człowieczego świata. Oto Bóg, który kiedyś przechadzał się po ogrodach świata, zaprzestał tych przechadzek, kiedy człowiek zwrócił się do demona ze swoim posłuchem i czcią. Człowiek został sam na świecie, który od niego się odwrócił. Skutkiem wcielenia Bóg powraca do świata. To nie jest łatwy powrót, ponieważ panującym na świecie Księciem jest Nieprzyjaciel. Niełatwo zawrócić człowieka i świat w kierunku Boga, stanie się to dopiero z Jego drugim przyjściem.
(11)
Święty Jan Teolog w swojej Ewangelii nie opisuje narodzenia. Ukochany uczeń Pana dostąpił najwyższej łaski poznania spraw niedostępnych nikomu innemu. Pisze o Słowie Boga, w którym zawiera się Jego samowiedza o samym sobie, która spoczywa „w łonie Ojca”. Przez Nie powstał świat, jesteśmy więc uczynieni mądrze, a nie byle jak bądź przypadkowo. Jesteśmy też podobni do Boga.
Jan czyni ważne rozróżnienie między światłem i ciemnością (potocznie mówiąc o ciemnocie). Jest więc ciemnota, która próbuje wygrać ze światłem: szydzi z niego, usiłuje go ogarnąć, zniszczyć. Nie ma jednak wystarczającej władzy. Ciemność nie gasi światła, to światło ruguje ciemności. Dlatego nic nie może zniszczyć człowieka oświeconego Mądrością, Logosem. Ciemnota jest wojownicza, ale bezradna wobec prawdziwego Światła. To Światło stanowi Mądrość Boża, która chodziła po świecie i przemawiała do ludzi, ofiarując wręcz niewyobrażalny dar. W ten sposób podarowała samą siebie. Boska Mądrość dała nam przez swą naukę samą siebie. Powierzyła nam siebie, a my Ją celebrujemy podczas Mszy Świętej, gdy Ją do siebie przyjmujemy.
Sprowokowana powitaniem Elżbiety Maria wpadła w zachwyt Bogiem i wyśpiewała swoje Magnificat, w którym podkreśliła, że Bóg przychodzi do uniżenia. Wywyższający się zostaną przez Boga poniżeni. Dlatego każdy uniżony człowiek może do siebie przyjąć Dzieciątko Jezus, zatroszczyć się o Nie, dać Mu miejsce w swoim domu i w swoim sercu. To nic, że Je odrzucono i że nadal jest atakowane przez ciemnotę. Światło nie podlega mrokom. Dzieciątko Jezus czeka na przyjęcie w tej postaci, w jakiej samo nam się ofiarowało – jako Mądrość. Boskie Oświecenie, Boskie Światło, Boska Mądrość oddaje się dziś także w nasze ręce w nadziei na miłość, wierząc, że Je pokochamy i zaopiekujemy się Nim, przyjmiemy do siebie, abyśmy także sami stali się światłem.
(12)
Dziecko Bogiem – Bóg dzieckiem
Stara mądrość głosi, że rodzimy się królami. Noszą nas na rękach, bez przerwy się nami zachwycają, karmią nas i rozpieszczają, zabawiają i troszczą się na wszystkie sposoby. Dorośli w zachwyceniu wpatrują się w dzieci. Traktują je jak największe skarby. Tak się podchodzi do królów. Jezus jest Dzieckiem Bogiem i zarazem Królem wszystkiego. Skupia na sobie całą tę miłość należną dzieciom i królom w stopniu absolutnym. Winniśmy zabiegać o Jego względy, spełniać Jego wolę, bronić Go i ujmować Mu bólu, zajmować się Jego sprawami i dbać o Niego w każdy dostępny sposób. Tylko On jest godzien tego wszystkiego w pełni. To On bowiem stanowi jedyną prawdziwą miłość naszych dusz.
(13)
„«Czas [Aion] życia jest dzieckiem bawiącym się, grającym: królestwo dziecka» Standardowy przekład Aion jako «czas» (Diels, Bywater, Nestle, Burnet) nie pomaga, ponieważ Aion jest boski – tak rozumiano go w starożytności. Nawet Klemens Aleksandryjski nadal przyjmuje za rzecz pewną, że bawiące się dziecko to Zeus. Eurypides utożsamia Aion, «dziecię Kronos», z mojrą w procesie wywoływania i dojrzewania «wielu przemian». Ponadto całkiem prawdopodobne jest, że «bawiące się dziecko» ma korzenie orfickie i kreteńskie. Jakikolwiek by nie był ów mitologiczny rodowód heraklitejskiego Aion, jesteśmy przekonani, że Efezyjczyk chciał stworzyć symbol wyrażający dwuznaczność porządku i nieporządku w kosmosie, którą wyłożył we fragmencie B 102: «Dla Boga wszystkie rzeczy są piękne i dobre, i sprawiedliwe, lecz ludzie jedne uznali za niesprawiedliwe, inne zaś za sprawiedliwe».
Z pewnością to właśnie znaczenie miał na myśli Platon, gdy rozwijał symbol bawiących się dzieci (paizón, petteuón) w symbol Boga Praw (903d), gracza (petteutes), przesuwającego elementy zgodnie z porządkiem, który człowiekowi jawi się jako zaburzenie porządku” (E. Voegelin, Świat polis).
Filozofowie przeczuwali, że obrazem Boga może być bawiące się dziecko. W Chrystusie ta wizja znalazła ucieleśnienie po Jego narodzeniu.
(14)
O Jezusie Chrystusie napisano tak wiele, że nie ma potrzeby tego przepisywać. Można jednak przypomnieć, kim nie był. Nie był pisarzem skrobiącym w papier. Historię pisał bowiem swoim życiem, tworząc po prostu historię wszechrzeczy. Nie był teologiem, bo był teologią – obcowanie z Nim to przyjmowanie nauki o Bogu. Nie był mędrcem ani filozofem, tylko wcieleniem Mądrości. Nie był magiem, ale dokonywał cudów. O nic nie walczył, a podlega Mu wszystko.
(15)
Chrystus nie przejmował się przesadnie aktualnymi rozporządzeniami społecznymi obowiązującymi na świecie, choć też nie łamał praw moralnych. Nasz Pan był rozrzutny i nieostrożny w swojej miłości. Tym doprowadzał możnych do morderczej furii, nie zwracając szczególnej uwagi na ich zwyczaje i przyzwyczajenie do władzy i pieniędzy. Narażał się, aby docierać do ludzi, do każdego z nas.
Zapomniał nawet o sobie, o swojej przyrodzonej władzy. Był księciem i żebrakiem jednocześnie. Poświęcił wszystko, co było mu przynależne, żeby swoją dobrocią, miłością i przebaczeniem odzyskać ludzi dla Boga. Wreszcie umierał z braku miłości od człowieka, z tęsknoty za nim. Ukazał nam Boga obecnego w historii i to, jak jest On traktowany przez swoje dzieci. Przyjął na siebie odpowiedzialność za nas, uznał siebie winnym za nasze błędy, choć w rzeczywistości tak nie było. Poszedł za ludźmi nawet do piekła, gdzie uwięzili siebie przez grzech. Dobry Król nigdy nie opuszcza swojego ludu.
(16)
My zabijamy Boga, co odbija się na Jezusie. Zabijamy Go w sercach każdym o Nim zapomnieniem i każdym grzechem. Bóg jest porządkiem wszechrzeczy (Logosem). Kiedy łamiemy zasady dobrego życia, grzeszymy, ranimy Jezusa, w którego jako człowieka wcielił się Logos.
Chrystus objawił nam to, że Bóg cierpi. Jako Absolut nie doświadcza cierpienia, tylko wiecznego szczęścia. Jednak cierpi, patrząc na nas, cierpi w relacji, jak mąż widzący zdradę żony.
(17)
Jezus to niezwyciężone życie, cud powstania z martwych. Piekło, czyli miejsce bezbożne, nie zniosło obecności Boga, Szeol przestał być więzieniem dusz, znanym dawniej w bardzo wielu religiach. Dziś już nie ma Hadesu jako Otchłani dla duszy zmarłego.
(18)
Zbawienie przez Syna zaprzecza potępieniu przez Ojca. Wielu ojców ludzkich doświadcza buntu synów przeciw swoim zamiarom. W tym przypadku sprzeciw Syna Bożego wobec wyroków Ojca ratuje rzeczywistość. W tej historii wyraźnie widać jedność opozycji pomiędzy Boskimi Osobami.
5. Rozpoznać Chrystusa
(1)
Czasem można usłyszeć, że Chrystus żył na ziemi już tak dawno, że wiara w Niego wydaje się czymś strasznie odległym, prawie nierzeczywistym; że gdyby żył w naszych czasach, to bylibyśmy głęboko wierzący. To nieprawda. Chrystus, chodząc po ziemi, był nieprawdopodobnie powściągliwy. Ateiści słusznie zauważają, że sam nie nazywał siebie wprost Bogiem. Zrodziło się wokół tego wiele teorii obalających we własnym mniemaniu chrześcijaństwo w ogóle. Tymczasem osobiście mam wewnętrzne przekonanie, że Chrystus robił tak właśnie dla nas, dla mnie, dla każdego człowieka.
W Starym Testamencie nieraz możemy znaleźć wyjaśnienie będące kwintesencją mądrości życiowej. Zgodnie z nim istotą mądrości jest poszukiwanie Boga. Mądry człowiek szuka Boga, tej niesamowitej rzeczywistości ponad samym sobą, która jest dawcą istnienia Kosmosu, jego porządkiem, pokojem i życiem, Stwórcą. Z kolei niemądry pozostaje przy zapatrzeniu w siebie i sam sobie wystarcza. Bóg jest wielki, sprawiedliwy, nikogo nie wyróżnia. Każdy ma równe szanse, żeby Go odnaleźć. Żadne pokolenie nie było w tym wyróżnione ani dyskryminowane. Żadne nie miało łatwiej, nawet najbliżsi Chrystusowi.
Tajemnica mesjańska. Chrystus na tysiąc sposobów podprowadzał słuchaczy do zrozumienia, kim jest, ale nie artykułował tego wprost. Zapytany nawet wobec swojej „Jutrzenki”, kuzyna Jana, zachował powściągliwość. Już prędzej sam Bóg Ojciec z nieba nazwał Go Synem. Skromny „syn człowieczy” (czyli po prostu człowiek) to chyba najczęstsze samookreślenie Chrystusa. Szatani w złości chcieli popsuć Mu szyki, nazywając Go właściwym tytułem, ale je uciszył. Gdyby ogłaszał sam siebie, byłby nieskromny, a posiadał przecież wszystkie cnoty, w tym skromność. Elegancka powściągliwość dodawała Mu jeszcze charyzmy. Poza tym także i tamci Jego towarzysze musieli przecież zdobyć swoją zasługę. My również moglibyśmy mieć żal, że mamy trudniej. Bóg jest wielki, przewidział wszystko. Nie możemy mieć żalu, ówcześni nie mieli prościej. Także i oni musieli Go samodzielnie i osobiście rozpoznać. Często mówimy, że do nawrócenia dochodzi wtedy, gdy uznajemy Jezusa z Nazaretu za swojego jedynego Pana i Zbawiciela. Wtedy rozpoznajemy w Nim Boga. Jest to przełomowy akt w życiu człowieka. Od tego momentu zaczyna się świadome nowe życie.
Także i apostołowie musieli sami dorosnąć do zrozumienia powagi i wielkości swojego Mistrza. Pod Cezareą Filipową Nauczyciel zadał im sakramentalne pytanie: „A wy, za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze Królestwa Niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem”.
Kto rozpozna swego Boga, sam też zostanie przez Niego rozpoznany jako swój. Kto Go wywyższy, zostanie wywyższony. Kto Go nazwie Bogiem, będzie nazwany nowym imieniem. Kto odda Mu w ten sposób nad sobą władzę, sam władzę dostanie.
U podstaw tej sytuacji znajduje się coś, co jest rzadko wspominaną, ale bodaj najważniejszą treścią duchowości, taką przez prawie nikogo niedostrzeganą, skrytą, bombą atomową, która wszystko zmienia. Ojciec z nieba samodzielnie objawia swoje tajemnice wprost do serca człowieka. Duchowość to poszukiwanie tego głosu Ojca z nieba, który cicho, jakby nieśmiało mówi do każdego serca. Wystarczy nie zagłuszać go cielesnością, światowością i złą, fałszywą duchowością. Cisza pustyni, cisza zamkniętej izdebki, cisza groty Eliasza, gdy już miną nagromadzone w nas ognie i burze, przynosi nam ten spokojny i subtelny przekaz. Przychodzi Duch Święty, który nam wszystko przypomina. Otworzyć się na ten subtelny głos w duszy, to nieodmiennie rozpoznać Jezusa z Nazaretu jako swojego Boga i zacząć żyć. Wskazać właściwie Boga to też odmówić boskości całej reszcie istnienia, zwłaszcza sobie samemu.
Ostatnio próbuje się nam mówić, że Chrystus jest tu czy tam: w książkach, teoriach, wymysłach, na setki sposobów. Różni fantaści z Nowej Ery wymyślają o Nim niestworzone teorie. Psują i mieszają wiarę chrześcijańską z innymi religiami, gnozą i ezoteryką. Takich teorii pełne są księgarnie i internet. Jesteśmy oszukiwani z każdej strony. Nie wolno nam wierzyć, gdy ktoś usiłuje nam wmówić, że rozpoznał Chrystusa gdzieś tam w innych wiarach, na końcu świata. Chrystus sam się objawia, a gdy powróci, to nikt się nie pomyli.
Drugi przeciwnik właściwego rozpoznania Boga na ziemi to własna pycha. Ona podpowiada, że to ja jestem człowiekiem – bogiem. Paul Tillich nazywa taki stan „człowiekobogiem” w przeciwieństwie do prawdziwego Bogoczłowieka. W pysze sami ustalamy prawa moralne. Wszak to właśnie zrobił Chrystus – zreorientował Prawo Boże, wskazał jego właściwe wartości, logikę i sens. Łatwo w zarozumialstwie podszyć się pod tę godność.
Żeby rozpoznać Chrystusa, dobrze jest usiąść w drodze. Szli do Jeruszalaim, do Miasta Boga, co jest symbolem pielgrzymki życiowej do nieba. Trzeba usiąść w drodze, choć cały świat dziś pędzi, pulsuje energią. Usiąść. Wyjść na chwilę z tego neurotycznego pociągu. Po drugie należy spojrzeć na Jezusa i poszukać w najgłębszym sanktuarium duszy głosu Ojca. Po trzecie trzeba zadać sobie pytanie, chyba najważniejsze w życiu: „Kim jest Jezus?”, a następnie właściwie na nie odpowiedzieć. Ta odpowiedź to będzie brama do nowego życia.
(2)
Spór ostateczny – Bóg czy człowiek
Żyjemy w czasach ostatecznego sporu, który wymaga od nas odpowiedzi: Być za Jezusem Chrystusem i zgromadzeniem Jemu wiernych czy przeciw? Jest to też spór o człowieka. Chronić go czy być przeciw człowieczeństwu? Chronić życie od początku do końca czy nie? Szanować człowieka jako unikalną, niepowtarzalną osobę czy traktować go jak jednego z miliardów bez znaczenia? Przyjmować krzyż i dźwigać świat na swoich barkach czy potęgować przyjemności? Czynić komunię z Bogiem czy budować cywilizację śmierci, czyli zbiorowość przeciwną człowieczeństwu? Chrystus uświęcił i wywyższył człowieczeństwo, które odrzuca zdziczały świat w swoim zezwierzęceniu.
Wybierając wierność Bogu, afirmujemy człowieczeństwo, które zostało z Nim złączone. Wybierając wierność wobec zdziczałego świata ludzi, afirmujemy śmierć człowieczeństwa. Chrystus broni człowieka, sam jest przecież człowiekiem skrzywdzonym. Prawie każdy jakoś wierzy w Boga, bogów lub coś podobnego. Prawdziwym przedmiotem sporu ze złem jest człowiek, zwłaszcza Bóg – Człowiek.
(3)
Stosunek do Chrystusa
Szatan upadł, bo nie oddał pokłonu Chrystusowi, Bogu – Człowiekowi, uniósł się pychą, stał się sam sobie panem. Po grzechu podobnie postępuje świat ludzi, którzy wręcz się prześcigają, kto bardziej zlekceważy i poniży Boga. Dzieje się to zwłaszcza w trzech wymiarach:
• zachowań, obyczajów, porządku w życiu – Logos jest Prawem,
• wiary i religii – jako nienawiść do chrześcijaństwa, czyli do Chrystusa,
• miłosierdzia i stosunku do cierpiącego człowieka – miłosierdzie to dzieło i nauczanie Jezusa.
Ludzie zachowują się jak dzieci demona, który staje się dla świata złym ojcem. Szatan przekazuje swój stosunek do Jezusa. Zewsząd dobiegają oskarżenia i poniżające słowa o Jezusie. Wynika to ze współczesnego nawyku do ulegania Szatanowi, co stało się globalną modą i wzorem „dobrego smaku”. Szatan nienawidzi Jezusa i wini Go za swoje cierpienia, potrójnie wyobcowany, rozerwany wewnętrznie straszliwie cierpi. Jednak Chrystus z jego stanem nie ma nic wspólnego. Wystarczyłby pokłon oddany Bogu – Człowiekowi, a największy z duchów nadal doświadczałby rozkoszy nieba. Jednak uniósł się dumą przeciw człowiekowi jako w jego mniemaniu niższemu stworzeniu i odmówił. Tak popadł w przerażającą otchłań niebytu, zniszczył samego siebie, ale nie przestał istnieć.
Ta demoniczna nienawiść i obwinianie, piekielna złośliwość i hipokryzja udzieliły się ludziom. Pokazem tego wszystkiego była postawa możnych Judejczyków wobec żyjącego Chrystusa – wykluczająca i mordercza nienawiść. Trzeba pamiętać, że w „Boga” jako jakąś ogólną ideę wierzą prawie wszyscy, ale w konkretnego Boga – Człowieka z Imieniem i historią już niekoniecznie. Wszak i Szatan wierzy w Boga, wierzy i drży, jak mówi Pismo, ale taka wiara to o wiele za mało, choć wielu ludzi nosi w sobie taką właśnie martwą wiarę. To osoba Jezusa Chrystusa z Nazaretu, Boga i Człowieka, jest osią kosmicznego sporu, kamieniem niezgody pomiędzy siłami Dobra i Zła.
(4)
Wyznanie, że Panem jest Jezus, stanowi deklarację chrześcijaństwa i podstawowe wyznanie wiary. Uznanie w Jezusie z Nazaretu (i tylko w Nim) Namaszczonego, czyli Wcielonego Boga, to warunek chrześcijaństwa.
(5)
Chrystomorfizacja
Od starożytności głoszona jest nauka o przebóstwieniu: „Bóg stał się człowiekiem, aby ludzie stali się bogami”. Nie chodzi o udawanie bóstwa, jak to czynią ateiści i okultyści uznający siebie za ostateczny byt lub za zdolnych zarządzać boską mocą. Chodzi o doskonałe naśladowanie Chrystusa w swoim życiu. Dzisiejsza nauka używa także terminu „chrystomorfizacja”, czyli ukształtowanie siebie na wzór Jezusa. Skoro Bóg jest człowiekiem i żył na ziemi, to okazuje się to możliwe.
Włączamy się w mistyczne Ciało Boga. Wtedy On przez nas działa i wszystko, co robimy dobrego, z Niego wynika, od Niego pochodzi, jest z Nim współdziałaniem, a dokładniej mówiąc – służeniem. Jesteśmy bowiem nieużytecznymi sługami, zrobiliśmy to, co nam nakazano. Szanując Logos i wszystko, co przynosi, człowiek w Nim żyje, a On jest Bogiem. Biblia zachęca, aby żyć w Chrystusie, w Logosie, to znaczy nie wykraczać poza Jego prowadzenie i Prawo Boże. Człowiek staje się bogiem w Logosie, małym bogiem na wzór Boga, dzieckiem Bożym, gdy osadza się w Logosie (porządku), a Jego w sobie.
Bóg udziela nam swojej natury poprzez to, że przyswajamy Ciało i Krew. Zjedliśmy i stało się ono częścią naszej natury, nas samych. Chodzi o owoc zakazany. Pierwsi ludzie zjedli rzecz, więc stali się rzeczami, przyjęli naturę rzeczy martwej i szkodliwej. Staliśmy się jak zatrute śmiercią przedmioty do rozporządzania przez Szatana. Zjedzenie tego owocu było niczym przyjęcie trucizny dla duszy. Ciało i Krew są odtrutką, jakby leczeniem genowym – odnowieniem natury, przywróceniem pierwotnego dobra.
(6)
Mamy żyć przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie. Pismo nie używa poza Prologiem z Ewangelii Jana określenia „Logos”, ale do tej idei w jasny sposób odwołuje się wiele stwierdzeń na temat Chrystusa. Działamy przez Chrystusa, bo On jest przyczyną całego dobra na ziemi. On jest też Drogą, właściwym sposobem i kierunkiem. Swoim życiem dał nam przykład, jak radzić sobie także ze złem. Mamy postępować z Chrystusem, zawsze w łączności z Prawdą, bez fałszu, podstępu, obłudy, w bliskości z Nim samym jako obecnym przy człowieku. Mamy sytuować się duchowo w Chrystusie, żyjąc dobrze, z Nim w zgodzie, we wzajemnym przenikaniu. Jesteśmy otoczeni Jego obecnością. Jest dla nas Życiem, siłą do dobrego działania. Gdy On jest w nas przez nasze posłuszeństwo, to i my mamy w Nim udział: w Jego historii, zbawieniu i chwale.
(7)
W Chrystusie
Gdy my żyjemy w Chrystusie, gdy nie wychodzimy poza Niego, poza Przykazania, On żyje w nas. Człowiek w Nim i On w człowieku. Zjednoczenie egzystencjalne dopełnia wszelkiej jedności. W człowieku nie powstaje duchowe rozdarcie, ale powraca zdrowie i integralność.
Bardzo wiele religii mówi o tym, że dusza człowieka jest fragmentem Duszy Świata (Logosu) lub Absolutu. Jak promień światła przynależy do Słońca, tak my przynależymy do Boga. Nie jesteśmy Jego częściami, On nie składa się z nas, ale wspólnie stanowimy jedność w Nowym Świecie. Pokora jednoczy z Bogiem, scala. Wewnętrznie marzymy o wyzwoleniu się z samych siebie i zdaniu się w zupełności na Kosmiczną Macierz, o wyzbyciu się odpowiedzialności za siebie, jej ciężaru. Chcemy żyć wtuleni w Wielką Matkę Logos. Zespolenie z kosmicznym ładem, znanym pod tak wieloma imionami: Rta, Tao, Maat, Kosmos, Dike, Logos, jest doświadczeniem bycia otoczonym miłością i akceptacją, prowadzeniem i opieką. Jednocześnie wtedy właśnie poznajemy siebie, zaczynamy rozumieć, kim naprawdę jesteśmy. To nas nie umniejsza, ale afirmuje i wzmaga poczucie bycia sobą, swojej tożsamości. Zespolenie to czynią wola, ruch, Prawo, czyli kierunek działania wspólny Bogu i człowiekowi. Prawa, zasady jako pratworzywo świata zlewają się z Bogiem w jedno. Być w Bogu to brać udział w Jego pracy stwórczej, szacunku, miłości. „Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni” (J 15, 7). Jedność z Chrystusem to wzajemna otwartość. Człowiek przyjmuje to, co przychodzi od Boga, a Bóg niczego mu nie żałuje. Dla człowieka jest to doświadczenie podobne do śmierci, które jednak wyzwala do życia „(…) razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 19n). Umiera samowola, a odradza się życie duchowe, wnoszenie w świat obecności Bożego działania. To zawierzenie Bogu, osadzenie siebie w Logosie. Człowiek przy Bogu staje się wiecznością, nabiera cech boskich, następuje przebóstwienie. Życie w Nim staje się niezniszczalne, bez względu na koleje losu, a nawet śmierć fizyczną. Niezwyciężalność życia przekracza wszystkie razy śmierci, grzechu i chaosu.
6. Fałszywy Logos
(1)
Wspomnieliśmy już o odciąganiu od prawdziwego Chrystusa przez wielu sprzedających swoje halucynacje albo, co gorsza, kontaktujących się z podejrzanymi duchami, „duchowymi przewodnikami” podającymi się za Jezusa. To dość częsty przypadek.
Oryginalny Jezus z Nazaretu jest najlepiej udokumentowaną historycznie postacią antyku. Pisemne relacje wiary w Niego ciągną się nieprzerwanie od starożytności, prezentują wciąż ten sam spójny obraz. Niestety, dziwacznych teorii jest mnóstwo. Generalnie im dalej człowiek jest od Jezusa, tym chętniej się o Nim wypowiada i wymyśla sobie takiego, jakiego chciałby mieć. Można rzec, że każdy ma „Jezusa” na miarę swoich potrzeb. Jezus z Nazaretu zawarł swoje przesłanie w swoim życiorysie nawet bardziej niż w słowach. Z tego względu Jego życie samo w sobie budzi tak wielkie emocje, że każdy nowinkarz próbuje je stworzyć pod własne potrzeby, inni z kolei usilnie usiłują sprawić, żeby o Nim zapomniano.
Jezus Chrystus żyje i każdy może Go wybrać jako swojego Mistrza, nauczyć się słuchać Jego głosu zarówno tego sprzed wieków, jak i mówiącego do nas dzisiaj na dziesiątki sposobów: poprzez swoją Opatrzność, duchowe natchnienia, głos sumienia, znaki dokonywane jak niegdyś w Judei (uzdrowienia ciał i serc, uwolnienia).
Chrystus jest tak wielką tajemnicą, że zbliżanie się do niej generuje wiele uproszczeń i omyłek. Dyskusja nad nimi wypełnia historię Kościoła. Przez wieki odpierano najróżniejsze twierdzenia heretyckie, które bywały prostsze i łatwiejsze do przyjęcia niż prawowierna nauka. Mimo to obroniła się ortodoksja autentycznie opisująca Chrystusa, ale ten spór nie uległ zakończeniu. Dziś przeżywamy nieznany historii napór fałszu dotyczącego Jezusa Chrystusa, wystarczy poczytać i posłuchać, ile kłamstw powtarza się dziś o Synu Bożym. Zdrowa wiara niemal zanika, co zapowiedział sam Chrystus. Coraz to inni nauczyciele fałszu ogłaszają, że opiszą Jego postać na nowy sposób, że Go gdzieś znaleźli, podczas gdy tam Go nie ma. Nie chcę przytaczać przykładów, bo nie są tego godne, co nie zmienia faktu, że jest ich niesamowicie wiele.
(2)
Ludzie, zwłaszcza władcy, od zawsze uzurpowali sobie pozycję boską, wzorując się na noszonym w duszy przeczuciu Chrystusa. Świadczą o tym poniższe zapisy z pracy E. Voegelina Izreal i objawienie dotyczące Egiptu, gdzie faraonowie uznawani byli za synów bożych i żywych bogów na ziemi.
„A jednak, dzięki temu, że przejawiał się w osobie króla, bóg był obecny w całym społeczeństwie; i odwrotnie – najskromniejszy rolnik czy też budowniczy piramid przez sam fakt bycia Egipcjaninem partycypował w boskości porządku, która emanowała z faraona; boskość faraona promieniowała na społeczeństwo, przekształcając je w lud boży. Jeżeli zdamy sobie sprawę ze zwartości doświadczenia porządku, jakie niosą takie symbole – mocnej integracji człowieka ze społeczeństwem, uzależnienia sensu porządku w jego życiu od niezachwianej stabilności porządku społecznego – będziemy mogli lepiej zrozumieć, dlaczego «forma» egipska okazała się tak wytrwale odporna na zróżnicowane doświadczenia i reorientację ludzkiej egzystencji ku boskości transcendentnej. Da nam to również jakieś pojęcie o skandalu, jakim musiało być chrześcijaństwo dla ludzi wychodzących z cywilizacji kosmologicznych, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że bogiem wcielonym nie był tu król, lecz zwykły człowiek niskiego stanu, który nikogo nie reprezentował, a mimo to przez swych wyznawców został okrzyknięty reprezentatywnym pośrednikiem, cierpiącym za ludzkość (…)”.
„(…) fragmentów Tekstów piramid z okresu Starego Państwa, które dotyczą boskiego statusu faraona w czystej postaci, to znaczy po jego ziemskiej śmierci.
Bóg wita martwego króla w zaświatach słowami:
Oto mój syn, mój pierworodny, ukochany mój, w którym mam upodobanie”.
„(…) Nowe «istnienie» faraona, jego odrodzenie do życia wiecznego, bierze się z drugich narodzin z prokreacyjnego aktu Atuma i bogini niższego nieba; jednocześnie jednak odrodzenie po śmierci to narodziny z wieczności, które poprzedzają nawet stworzenie świata:
Matka N, mieszkanka Dolnych Niebios, poczęła z nim, N. dostał życie od swojego ojca, Atuma, zanim zaistniały niebiosa, zanim zaistniała Ziemia, zanim zaistniał człowiek, zanim narodzili się bogowie, zanim śmierć się pojawiła.
Ta postać, syna boga, zrodzonego z ojca w wieczności i powracającego po śmierci w jego objęcia, aby wraz z nim królować – to istnienie, «którego duch przynależy do Niebios, które ciało jest Ziemi»”.
„Rozjaśniłem prawdę, którą Re ukochał, wiem, że jej zażywał, jest moim Chlebem, pożywam się jego jasnością, jestem jakby jednym z jego członków, jednym z nim, zrodził mnie, bym dodał mu siły na Ziemi”.
„Blask, w którym żyje Re i którym karmi się królowa, to jasność Maat, córki Re; jego jasność, która rozpędza świt i jaśnieje za dnia. Substancja, która żyje w bogach i w świecie, w królach i społeczeństwach, nie stanowi brutalnej siły, lecz stwórcze życie, rozpraszające ciemności nieporządku i promieniujące światłem Maat. Symbol ten jest zbyt zwarty, aby wyrazić go w nowożytnym języku przy pomocy pojedynczego słowa. Maat kosmosu można oddać jako porządek; Maat społeczeństwa – jako dobry rząd i sprawiedliwość; Maat prawdziwego rozumienia uporządkowanej rzeczywistości – jako prawdę”.
Te wszystkie fragmenty pokazują, jak mocno w człowieku tkwią prawdy wiary chrześcijańskiej, tyle że skierowane na fałszywe bóstwa. Bardzo łatwo odpaść od prawdy o Chrystusie i stworzyć sobie własną religię, stosunkowo wygodną, z wymyślonym bóstwem, któremu nada się niektóre cechy Logosu. To bardzo kuszące i miliony ludzi także dziś tak właśnie postępują.
(3)
Jest jeszcze gorsze zagrożenie, z którego zresztą pochodzą wcześniej opisane omyłki. To fałszywy Logos, w którym poruszamy się i żyjemy, z niego korzystamy, myśląc i czując. Żyjemy w brzuchu potwora, który opadł na świat jak chmura i zastąpił ludziom Boga. To potężny, drugi po Bogu duch, który jednak sam uznał się za boga. Grzech sprawił, że ta chmura przesłoniła ludziom prawdziwego Boga. Skutki obcowania z nim są skrzywionym naśladownictwem mistyki Chrystusowej i prowadzą jak najdalej od Chrystusa, sprawiając, że się Go zastępuje i wypycha. Prawdziwa duchowość to oczyszczenie z tego nieustannie narzucającego się umysłowi i sercu ludzkiemu fałszu złych natchnień.
7. Arche
O Początku, Arche, Principium pisałem już wielokrotnie. Arche jest przeżyciem człowieka kontemplującego świat rozumem wyższym, nastawionym na odkrycia metafizyczne. Jeśli świat jest jak film wyświetlany na ekranie przez projektor, to Arche w aspekcie Prazasady stanowi tę kliszę, której obraz jest rzutowany. Łączy je światło, energia działania Bożego, nadającego światu istnienie na ekranie. Arche to inne ujęcie, aspekt Logosu. Logos zaś jest Praprzyczyną wszystkiego, ponieważ to przez Niego wszystko się stało. Jako Arche uprzedza istnienie znanego nam Uniwersum i powoduje to istnienie oraz nadaje mu kształt. Arche to też Władca rządzący stworzeniem. Jest również Prawem, źródłem istnienia i najgłębszą naturą świata (istotą, esencją). Logos – jak Matka Wszechświata – nadaje życie. Stanowi także Praideę wszystkiego.
Doświadczenie początku świata i płynącego z niego ładu na świecie jest jednym z dwu podstawowych doświadczeń metafizycznych (E. Voegelin). Może się ono objawić każdemu człowiekowi, zarówno religijnemu, jak i ateiście. Niezliczone relacje uczonych, myślicieli, poetów, mistyków naturalnych i religijnych opisują jego obecność. W życiu duchowym bywa to pierwsze dojmujące doświadczenie metafizyczne, objawicielskie, generujące dalsze rozważania i spekulacje.
Wyraz symboliczny Początku to m.in. symbol pępka świata (gr. omfalos). Dobrze on ilustruje pierwotne rozumienie początku jako terminu metafizycznego. W tej symbolice dziecko powstaje w miejscu późniejszego pępka, którego materia narasta w przestrzeni i się różnicuje. W owym symbolicznym pępku była już zapisana całość człowieka jako zasady dalszego wzrostu. W ten sposób początek jest jednocześnie prazasadą, nadrzędną zasadą dla całego porządku świata złożonego ze szczegółowych zasad.
Arche to pierwotna Jednia, z której wszystko wyszło i do której wszystko powraca wraz z końcem swojej egzystencji. Na koniec wracamy, by stanąć przed Chrystusem na podsumowanie naszego życia, na sąd. Jednia pozostaje Jednią, ale zarazem różnicuje się na poszczególne byty, czyli rzeczy świata. Nie mówimy tu o aspekcie rozważań o substancji, o jakimś monizmie, tak modnym dla ludzi współczesnych. Mówimy o zasadach rządzących światem i wyznaczających jego istnienie. Stanowią one właściwe tworzywo świata, a nie jakiś rodzaj materii cielesnej lub duchowej, jak to sobie zwykle wyobrażamy. Dawni myśliciele mówili o logoi, czyli małych logosach znajdujących się w każdej rzeczy, też w człowieku. To jest to samo, co idea rzeczy, jej istota czy esencja. Małe logosy przynależą do Logosu, a ich obecność jest obecnością Boga w rzeczach, w człowieku. Ojcem Kościoła, który rozważał te tematy, był Maksym Wyznawca. Rzecz ta jest dobrze znana w Chinach, gdzie Tao nieba udziela rzeczom świata małych tao. Są to zatem bliźniacze wierzenia.
Prawa, będąc tworzywem rzeczywistości, funkcjonują zarówno w Arche, jak i w nas samych i całym Wszechświecie. O tyle istnieje Kosmos, o ile jego prawa są wykonywane. Dawni ludzie doskonale to rozumieli, a występek ludzki traktowali słusznie jako zamach na istnienie świata. Więcej informacji na ten temat znajdziemy w części o cywilizacjach kosmogonicznych. Występek ludzi prowadził do zaburzeń we Wszechświecie, czyli z punktu widzenia człowieka do kataklizmów przyrodniczych. Ta intuicja zupełnie się nie zestarzała i ciągle pozostaje słuszna. Do dziś Boży przekaz skierowany do mistyków obejmuje ostrzeżenia przed grzechem pociągającym „gniew” Pana Boga. Rzecz w tym, że ten „gniew” jest zapisany w strukturze Kosmosu i po prostu stanowi niemal naturalną konsekwencję ludzkich błędów. Wywołują go zatem ludzie, którzy na własne życzenie ściągają na siebie nieszczęścia, nie szanując praw wywodzących się z Początku.
W skali indywidualnej odnajdujemy tę samą zasadę w biblijnej regule odpłaty Bożej dobrem za dobro i złem za zło (sprawiedliwość Boża, retrybucja). Podobne myślenie znajduje się u podstaw indyjskiej zasady karmy oraz wszelkich jakże popularnych wśród wielu ludów wierzeń o podobnej odpłacie lub sądzie boskim. W tym przypadku człowiek, czyniąc występek, niszczy świat we fragmencie, którym jest on sam, a żyjąc w zgodzie z porządkiem świata, buduje samego siebie i swoją przyszłość.
Początek i Porządek bywają nieświadomie czczone niejako zamiast Boga, co stanowi typowy błąd pars pro toto. Ludzie rozpoznają w świecie Ład i rozumieją jego boski charakter. Zasady ładu świata działają w sposób dla człowieka niezrozumiały, boski. Systemy immanentystyczne mylą porządek zaczerpnięty z Początku z Bogiem jako całością. Nawet potoczne sformułowanie: „Zobaczysz, będzie dobrze!” w istocie nawiązuje do wiary w dobry porządek rzeczy. Systemy ateistyczne często odwołują się do Porządku, niekiedy do Początku lub Jedni. Tymczasem są to aspekty Logosu, a Logos jest z kolei aspektem Boga. Dlatego pełna cześć należy się właśnie Bogu.
Symbol Początku znajduje rozwinięcie w wielu symbolach (pojęciowych) odwołujących się do porządku, prazasady, pratworzywa, idei konstytuujących świat, a przede wszystkim do Rozumu jako spójnego zestawu zasad świata.
Takie zjawiska jak: Arche, idee, Porządek, Prawo są w istocie jednym i tym samym – Logosem w różnych poznawczych ujęciach.
8. Idee i Matryca
(1)
Idee rzeczy, logoi (liczba mnoga od logos), natura, esencja są tym samym. To prawo określające właściwy kształt rzeczy. Mówią, jaka dana rzecz powinna być, wskazując wzorzec doskonałości, co dotyczy także ludzi. Nasza esencja zapisana jest w duszy odbijającej w tym zakresie Logos.
(2)
Według W. Sołowiowa rozum posługuje się pojęciami, ideami, istotami rzeczy, a one są prawem. Pojęcie wyznaczające kategorię rzeczy zawiera w sobie ich cechy wspólne. Wyznacza ono więc tożsamość rzeczy i przynależność do danej kategorii. Pamiętamy jednocześnie, że jakość czegoś to stopień zbieżności tego czegoś z definicją. Przykładowo stół to blat i nogi, które go podpierają. Złej jakości będzie stół z ułamaną nogą, któremu brakuje podparcia – ten przedmiot odbiega od definicji, więc nie spełnia wymagań jakościowych. W życiu człowieka pojęcie także uznaje się za prawo, bo człowiek zdolny jest od niego świadomie odstąpić. Inaczej mówiąc, jest to także tzw. natura rzeczy. Przykładowy wytwór człowieka stanowi rodzina – związek mężczyzny z kobietą, mający na celu zrodzenie i wychowanie dzieci. Pojęcie to wyznacza nam naturę tego zjawiska i zarazem jest prawem, czyli kryterium jego oceny (jakości).
Jakość samego człowieka wyznaczają jego uczynki, gdyż to z nich, inaczej aktów, składa się nasze życie. Człowiek jest przyrównywany na końcu przez Boga do kryterium człowieczeństwa i na podstawie przejawów tego stanu w postaci czynów miłości (lub ich braku) sądzony.
Logos – Słowo Boga – zawiera w sobie wszystkie te powyższe zjawiska. Jest zarówno ideą, naturą, planem Bożym dla każdego stworzenia, jak i Zasadą nakazującą człowiekowi (jak i wszystkim stworzeniom) żyć w zgodzie z własną ideą.
Stąd też wywodzi się pojęcie cnoty (ren konfucjanistów, te taoistów, arete i virtus Greków i Rzymian). Wszędzie oznacza ono zgodność człowieka z ideą człowieczeństwa, choć rozumianą niejednolicie w wymiarze geograficznym i historycznym.
Najbardziej metafizyczne jest chyba Te taoistów, które oznacza postępowanie zgodnie z Tao – kształtem i porządkiem Kosmosu, czyli Logosem. Inaczej mówiąc, cnota to zgodność postępowania człowieka z uduchowionym człowieczeństwem, podnosząca jakość człowieka także w aspekcie Sądu Bożego. Tak rozumiana cnota jest pojęciem jednolitym i trudnym do opowiedzenia, ale może być analitycznie rozpatrywana poprzez cnoty szczegółowe, takie jak wiara – nadzieja – miłość, sprawiedliwość – roztropność – męstwo – umiarkowanie.
(3)
Pojęcie zawiera w sobie definicję rzeczy, czyli prawa, jakie ma wypełniać. Znakiem dla pojęcia jest słowo. Łatwo odkryć, że każde słowo stanowi w istocie oznaczenie pewnych praw. Zawiera w sobie prawo. Słowo Boga jest wszechzasadą całej rzeczywistości.
(4)
Matryca
Pozaświatowy Logos zawiera matrycę dla naszego wszechświata, tak jak umysł rysownika jest matrycą dla obrazka na papierze. To taka właśnie relacja, tylko nieskończenie bardziej bliska. Tamten świat wpływa na nasz i jest z nim w stałej relacji – interakcji. Inny symbol to pieczęć, której jesteśmy odbiciem.
Ojciec ofiaruje siebie dla Logosu i przekazuje Mu stworzony przez siebie świat, nad którym ostatecznie zapanuje Syn. Syn z kolei zanosi cały świat ludzi, gdy ten odpadł i się zagubił, z powrotem do Ojca, do nieba. Duch trwa w takim uniżeniu wobec Ojca i Syna, że praktycznie widać Go tylko w działaniu i nieustannym świadczeniu miłości na rzecz Obu. Miłość Boga jest bezinteresowna, daje z racji potrzeby dawania. Dzięki temu, że zostaje odwzajemniona, każda Osoba ma to wszystko, co Jej się należy. Osoba Boska obdarza inne Osoby w sposób absolutny, a jednocześnie nie ponosi straty, bo jest równie absolutnie obdarzana.
Nasze życie powinno przemieniać się w realne podobieństwo do Boga w tej dobroci, życzliwości i bezinteresowności. Widać to w nauce Ewangelii o obdarzaniu, gdy Chrystus poucza, aby nie zwracać uwagi na własne dawanie: „niech nie wie prawica, co robi lewica”. Ma ono być czyste, nieskażone interesownością, prostą realizacją podobnej Bogu natury ludzkości. Ludzkość także jest zbiorem wzajemnie przeznaczonych sobie dla obdarzania osób.
(5)
Odkryłem kiedyś coś zastanawiającego. Idea czegoś jest ustanowieniem potencjalnej zdolności zaistnienia tego czegoś. Gdy powstaje to coś, idea jako potencjalność przestaje odrębnie istnieć, powstaje za to rzecz według niej zbudowana. Idea, stając się ciałem, umiera.
Widać to w życiu umysłowym ludzi, kiedy to idea jest nośna dla społeczeństwa, póki nie ma jej w codzienności, póki nie zostanie zrealizowana. Przykładowo poprawa życia niższych klas społecznych była zrozumiała i nośna, póki tym ludziom faktycznie działa się krzywda. Wtedy idee socjalne (nie mylić z komunizmem, który wykorzystuje i krzywdzi ludzi) uskrzydlały społeczeństwa. Potem zostały zapomniane lub wpisały się w szersze pojęcie solidarności społecznej. Podobnie wolność narodu ma znaczenie, gdy jej brakuje. Potem we własnym kraju o niej się zapomina. Takie przykłady można mnożyć. Sto pięćdziesiąt lat temu idea zwalczania chorób zakaźnych i higieny po odkryciu drobnoustrojów chorobotwórczych zawładnęła wyobraźnią społeczeństw. Dziś, po wielkim sukcesie tamtych działań, antyszczepionkowi troglodyci rujnują pracę pokoleń i geniuszy takich jak L. Pasteur i R. Koch. Obecnie żyjemy ideą ekologii i troski o przyrodę, a bycie eko jest modnym hasłem.
Największa Idea, Idea wszystkich idei – Logos – podzieliła ten los. Zaraz po tym, gdy stała się ciałem, została zabita. Wcześniej wykonała jednak swoją pracę, a skutki tego w postaci postępów świadomości w przyjmowaniu Ewangelii będziemy przeżywać aż do skończenia świata.
Niestety, dziś żyjemy w świecie idei życia bez idei (postmoderna), co zresztą jest nonsensem samo w sobie. Ludziom się wydaje, że nie potrzebują idei, że historia się skończyła, że już jest Trzecia Epoka Świata, Nowe Jeruzalem. Wraz z pomniejszymi ideami zabijana jest też wielka Idea o potrzebie doskonalenia, uświęcania się człowieka. Takie myślenie okazuje się straszną pomyłką ludzkości. W ten sposób ludzie wyrzekają się człowieczeństwa, które – przeciwnie zwierzęcości – jest obcowaniem z ideami.
9. Esencja, egzystencja, Droga
(1)
Człowiek od zawsze zadaje sobie pytanie: Czy wszystko jest (w tym i sam człowiek), czy się staje? W Grecji udzielono biegunowo różnych odpowiedzi:
• po Heraklicie – wszystko jest ruchem, przemianą, nie ma niczego trwałego,
• po Parmenidesie – istnieje to, co się nie zmienia, trwa, a ruch jest złudzeniem.
Chińczycy poszli dalej i stwierdzili, że wszystko jest zmianą, ale uporządkowaną, a zasady zmiany opisali w Yijing. Heraklit właściwie głosił to samo, co było obecne w Chinach. Jedno i drugie odwołuje się do pierwotniejszego jeszcze myślenia związanego z zasadą coincidentia oppositorum.
Problem stawania się i istnienia przybiera format wielu dyskusji i sporów dotyczących:
• determinizmu i indeterminizmu,
• esencji i egzystencji człowieka, esencjalizmu i egzystencjalizmu (ostatnio absolutnie panujący, będący samowolą posuniętą do dogmatu),
• przypadku rządzącego światem czy inteligentnego projektu realizującego się w historii.
(2)
„Skończoność, w korelacji z nieskończonością, jest jakością bytu w tym samym sensie, co i podstawowa struktura oraz biegunowe elementy. Charakteryzuje ona byt w jego esencjalnej naturze. Myśl filozoficzna i teologiczna nie może zatem unikać rozróżnienia pomiędzy bytem esencjalnym a egzystencjalnym. Esencja może oznaczać naturę jakiejś rzeczy bez jakiejkolwiek jej oceny, może oznaczać uniwersalia, charakteryzujące daną rzecz; może oznaczać idee, w jakich uczestniczą rzeczy istniejące; może oznaczać normę, zgodnie z którą należy oceniać daną rzecz; może oznaczać pierwotną dobroć wszystkiego stworzonego, może oznaczać wzorce rzeczy w Bożym umyśle.
(…) esencja jako to, co czyni rzecz tym, czym ona jest (ousia), ma charakter czysto logiczny; esencja jako to, co jawi się w niedoskonały i zniekształcony sposób w jakiejś rzeczy, nosi piętno wartości.
Egzystencja ma także różne znaczenia. Może oznaczać możliwość odkrycia jakiejś rzeczy w ramach całości bytu; może oznaczać aktualność tego, co potencjalne w sferze esencji; może oznaczać „upadły świat’’; może też oznaczać taki typ myślenia, który jest świadomy swych egzystencjalnych uwarunkowań albo odrzuca całkowicie esencję.
Kompletne omówienie stosunku esencji do egzystencji jest tożsame z całym systemem teologicznym” (P. Tillich, Teologia systematyczna, t. 1, s. 188 i n.).
(3)
Historia myśli doznaje rozdwojenia. Funkcjonują kierunki esencjalistyczne odwołujące się do poznawania świata idei i lekceważące świadectwo zmysłów oraz aktualny stan świata, rozprawiające wyłącznie o ideach. Dziś na Zachodzie – przeciwnie – króluje egzystencjalizm oparty na tezie, że egzystencja jest esencją, czyli cokolwiek człowiek robi, jest to najlepsze. To ideologia samowoli pozbawionej kierunku i zasad.
Egzystencja oznacza bieżące życie człowieka oraz jego aktualny stan, taki, jaki jest. Człowiek w sensie absolutnym nie jest, bo co chwilę jest inny, nie ma trwałego kształtu. Oczywiście nie można powiedzieć, że nas zupełnie nie ma. Istniejemy, ale na warunkach egzystencji. Zmieniamy się i podlegamy zmianom. Absolutne, niezbędne bycie jest w wieczności. Póki trwa czas, możemy się zmieniać, możliwy jest ruch w sensie filozoficznym (czyli wszelka przemiana).
Właściwie filozofia człowieka w warunkach czasowości obcującej z wiecznością opisuje interakcję egzystencji (czyli aktualnych poczynań człowieka) z esencją (czyli ostatecznym wzorcem życia) obecną w duszy oraz w Logosie. Esencja to też plan Boży przygotowany dla człowieka, powołanie, przeznaczenie. Takich sformułowań jest pewnie więcej. Życie bywa opisywane jako wędrówka, egzystencjalna pielgrzymka do Boga i, co zaskakujące, także do samego siebie. W ten sposób odkrywamy kolejny aspekt Logosu, jakim jest Droga.
(4)
Droga – symbol ten zdaje się archetypiczny dla ludzkości. Chrystus nazywa siebie Drogą. Jest ona kierunkiem dążenia, sposobem działania oraz dotyczącym tego nauczaniem. Tao to właśnie Droga, tutaj spójność rozumienia z Logosem okazuje się bardzo duża. W Indiach takim odpowiednikiem jest Dharma, kiedyś rozumiana bardziej filozoficznie i szeroko. Obecnie sprowadzono ją do powołania człowieka do życia w konkretnej warnie i dźati, czyli połączono z urodzeniem determinującym zajęcie i pozycję w społeczeństwie. W buddyzmie termin Dharma funkcjonuje w języku pali jako Dhamma. Jeśli dobrze rozumiem, buddyzm jest kierunkiem wysoce antyesencjalistycznym. Zaprzecza on istnieniu trwałych form rzeczy, co sprowadza się do stwierdzenia, że pustka jest formą, a forma – pustką. Z kolei dla człowieka przewodnictwem w drodze życiowej jest Dhamma rozumiana jako nauczanie Buddy. Chrystus jest Drogą do Boga, więc mamy żyć w sposób do Niego podobny. On też stanowi cel Drogi oraz poucza, jak iść, aby nie schodzić z dobrej Drogi.
Droga to zjednoczenie myślenia kategoriami esencji i egzystencji. Człowiek jest istotą w drodze, dążącą do czegoś, ukierunkowaną. W egzystencji znajdujemy się w ruchu w celu realizacji swojej esencji. Inne aspekty Logosu, np. Prawo, mają tutaj swoje zastosowanie. W istocie Droga i Prawo są jednym i tym samym. To zadziwiające, że człowiek swoją prawdziwą naturę odkrywa dopiero na końcu swojej drogi, poznawanie samego siebie i rozwój świadomości jest także treścią naszego podróżowania przez życie.
