ELIASZ I CHRYSTIANIZM UNIWERSALNY

Zakończenie i nowy początek

KONRAD TOMASZ

1. Czas chaosu

(1)

Nowa era świata jest coraz bliżej. Ostatni szósty dzień świata kończy się. Nadeszły czasy chaosu, niszczenia kultury i ładu, narasta przemoc i dzikość. Podniósł się smok chaosu i działa przez sobie posłusznych. Niestety można przypuszczać, że odpowiedzią na tę sytuację stanie się może jakaś nowa tyrania, autorytaryzm. Mam coraz większe obawy, czy nie odrodzi się ta wydawałoby się martwa hydra, żeby „ratować ład”. Zło w ogóle polega na walce, jego istotą jest rozdarcie opozycyjnych zasad i uzbrojenie przeciw sobie ich zwolenników. W tym przypadku to zasady wolności i bezpieczeństwa w społeczeństwie, swobody i uporządkowania.

Dla mnie powrotem do dobra w dzisiejszej nieprostej sytuacji jest adoracja Logosu, który jest też Wielką Macierzą dla świata. Bóg jako nasza Wielka Matka, w której żyjemy, karmi nas sobą, ochrania, uczy pokory i posłuszeństwa. Wiele w związku z tym tematem można zrozumieć, czytając Daodejing. Owocami kontemplacji Logosu w tym aspekcie są: cierpliwa pasywność, spokojne wycofanie, pokój wewnętrzny. Dziecko Boże musi mieć Matkę, a Jej bliskość czyni je spokojnym i szczęśliwym. Chrystianizm potrzebuje się tego nauczyć ze Wschodu. W czasach narastających napięć, konfliktów politycznych i społecznych najtrudniej zdobyć się właśnie na proste, ludzkie, spokojne dobro pochodzące od Boga, a przecież tylko ono może nas uratować.

(2)

Żywioły poruszone złem w ludziach sprowadzają zło na ludzi. Jeżeli pan jest agresywny, zepsuty, samodestruktywny, taki stanie się posłuszny mu Kosmos.

(3)

Zło jeszcze nigdy nie było tak potężne jak teraz. Polega ono na odrzuceniu Boga, co dokonuje się na całym świecie.

(4)

Narasta chaos. Dziś na Zachodzie bezbożni w każdy obrzydliwy sposób urągają Bogu, wierze, Kościołowi. Z kolei pobożni urągają rozumowi. Większość z nich osuwa się w coraz ciaśniejsze fanatyzmy pochodzące gdzieś z Ameryki, jakieś ruchy antyszczepionkowe, antymaseczkowe, antyekologiczne, antyludzkie. Powoli spokojne, normalne człowieczeństwo nie ma się gdzie podziać.

Człowieczeństwo to Jezus. On jest też prawdą. Dziś już nie widuje się prawdy w jakimkolwiek przekazie. Wszystko staje się wojną ludzi z ludźmi. Bezbożni uczynili z tego swój sztandar i powód do dumy. Niestety, wierzący uczestniczą w tym fałszu, wojnie, rugowaniu człowieczeństwa.

(5)

Żyjemy w czasach wielkiej nierządnicy babilońskiej. Nierząd cielesny i duchowy stały się podstawą mentalności. Patronką dla nas jest Maria Magdalena. To ona była piękna, bogata i lubieżna. Gdy odkryła źródło miłości w Jezusie, padła Mu do stóp, zanosząc się płaczem. Oddała Mu swoje największe skarby – najdroższy, warty fortunę olejek kosmetyczny, swoje włosy. Obmyła łzami stopy Mistrza, a On ją wyzwolił z niewoli siedmiu złych mocy. Potem niewzruszenie przy Nim trwała i czuwała. Nie bacząc na obowiązki gospodyni, zachwycona adorowała Go u siebie w domu, nawet łajana za to przez siostrę. Nie opuściła Go w godzinie śmierci. Pierwsza pobiegła do Jego grobu i to ona po tym, jak jej się ukazał, ogłosiła światu, że zmartwychwstał. Najpierwsza z apostołów, wzorcowa mistyczka, a wcześniej bezbożna ostentacyjna grzesznica.

(6)

Obsesyjny materializm Zachodu zderza się z przesadnym spirytualizmem indyjskim i w ogóle azjatyckim. Próbą pogodzenia tych kierunków, zupełnie nietrafioną, jest New Age, który w jednym ze swoich głównych nurtów sprowadza metafizykę do innego rodzaju materii, subtelniejszej, mniej uchwytnej. To pozwala patrzeć na duchowość niejako mechanistycznie i poznawać jej „prawa”, czyli czynić ją sobie posłuszną. To naiwna postawa. Tej mrocznej metafizyce, która działa w New Age, staje się posłuszny sam człowiek i to bezwzględnie. Ludziom poddano ziemię. Gnoza kłamie, że potrafi poddać sobie niebiosa.

(7)

Jeżeli chodzi o spotkanie z Indiami i innymi kulturami naturalnymi, to jest to dramatyczne zagrożenie dla chrześcijaństwa. Trwa niespotykany poza czasami Eliasza atak na wiarę w Jedynego Boga. Jego autorami są przede wszystkim tutejsi odstępcy wyszukujący po świecie wszystkiego, co może zniszczyć zdrową wiarę. Ich sukcesy są miażdżące. Wymyślanie własnych wygodnych wiar niewymagających nawrócenia ani podporządkowania stało się manierą tego wieku. To już nie człowiek i jego ego ma się podporządkować Bogu, ale to Bóg ma być taki, jakiego sobie człowiek wymyśli. Antychrześcijański programowo ruch Nowej Ery poczynił ogromne zniszczenie wśród chrześcijan. Teozoficzna, neognostycka postawa tego wieku to ubliżanie Panu Bogu.

Jednak ta sytuacja ma też drugie dno. Możemy spotkać pobożność nieznaną wśród ludzi Zachodu właśnie w tych naturalnych kulturach, także pokutę i zapatrzenie w Absolut. To dziwne, ale jak dla Eliasza ucieczką była posłuszna Bogu poganka, tak i dziś dla nas niektórzy innowiercy stanowią inspirację dla pogłębiania swojej wiary i podejmowania pokuty.

(8)

Zjednoczenie chrześcijan nie dokona się w sferze organizacyjnej, nic na to nie wskazuje. Może jednak dokonać się w sercu chrześcijanina. Katolicy mają bardzo dobre życie wspólnotowe, znakomitych autorów starożytnych i średniowiecznych, świetne rytuały (sakramenty), wiele silnych instytucji dobroczynnych. Protestanci lepiej głoszą Boga. Prawosławni są zakorzenieni w tradycji duchowości osobistej, takiej jak modlitwa Jezusowa, hezychazm; jest w tym wiele duchowego optymizmu. Dziś niemało pobożnych katolików modli się na sposób prawosławny przed ikonami oraz słucha pieśni i kazań pastorów.

(9)

Pisząc tę książkę, cały czas czytam fragmenty Świadectwa i Słowa Pouczenia Alicji Lenczewskiej. Tam są słowa bezpośrednio od Chrystusa skierowane do tej mistyczki. Mam wrażenie, jakby ten mój tekst był swego rodzaju wstępem, przygotowaniem na lepsze przyjęcie tamtego przesłania. Korzystam z cytatów z tamtych tekstów, ale nie chcę tego czynić w nadmiarze. Niemniej, uważam tamte prace za najważniejsze świadectwa dla naszego czasu i mogę jedynie odsyłać do ich szczegółowego studiowania. Szkoda, że ich jeszcze nie przetłumaczono na angielski i nie udostępniono w sieci całemu światu.

(10)

Zmierzch formuły katolickiej

Kocham mój Kościół, przede wszystkim za jego historię. Wciąż wspominam Jana Pawła II. My, katolicy nie doceniamy należycie jego spuścizny. Teraz Franciszek wniósł do Kościoła Rzymskiego zamieszanie i przesadne ukłony wobec świata, lans na bycie eko i etno. To teolog dwu religii. Znawca (co przyznaję) chrześcijaństwa, posiadający lekkość przekazu nieznaną na Watykanie. Niestety, jest to znawstwo wybiórcze, zaprawione niekiedy tą szczególną agresją na myśl o Matce Bożej. Poza tym jest to, jak się wydaje, teolog New Age. Nowa Era charakteryzuje się agresywną negacją duchowości chrześcijańskiej, a wykorzystaniem duchowości innowierczych skierowanych nominalnie do mocy kosmicznych. Dodatkowo cechuje ją eklektyczne, czyli chaotyczne kumulowanie elementów zaczerpniętych ze światopoglądów i praktyk z różnych tradycji pogańskich i chrześcijańskich z pierwszeństwem dla pogaństwa. Jest to religia humanistyczna, antropocentryczna, nakierowana na zaspokajanie potrzeb człowieka na sprawy duchowe, traktująca wszystkie religie instrumentalnie jako użyteczne. Takie są moje odczucia, jeżeli chodzi o Franciszka, ale mogę się mylić.

Formuła katolicka była przez wieki mniej więcej taka: lud ma słuchać księży, którzy w praktyce zastępują Boga na ziemi. Papieży obnoszono na rękach niemal w procesjach. Praktyczny kult księży budził trwogę przed osobą w sukni duchownej. Ludzie mieli być posłuszni kapłanom, za wiele nie uczyć się ani nie myśleć. To się sprawdzało przez ileś tam wieków. Tradycja, czyli ustalony schemat wiary, dana była do wierzenia, a że została wypracowana przez stulecia przez mądrych ludzi, okazywała się całkiem dobra.

Pięćset lat zmagania się z reformacją przyniosło kompromis ostatniego Soboru, o stulecia za późno. Kościół przemówił do ludzi w ich językach, popularyzowano Biblię, pozwolono wiernym uczestniczyć w Eucharystii (zamiast tylko siedzieć i słuchać). Skruszono pewne elementy kultu księży, wprowadzono zmiany w liturgii. Formy można zmieniać, ale w centrum mają być Chrystus i Ewangelia, a także przeistoczenie i cała Eucharystia.

Nie potrafiono jednak na Soborze odnieść się do ateizacji, do podważania w ogóle sensu wiary. Szatan wykorzystuje odkrycia naukowe do odwodzenia od wiary. Zwycięstwo pochodu ateizmu znowu nie ma innych winnych niż my sami. Walka ta nie odbywa się na słowa ani tym bardziej na karabiny. Ma charakter duchowy, a można ją wygrać pokutą, modlitwą i ciężką pracą katechetyczną. Bitwy toczą się w sferze niewidzialnej, na ziemi obserwujemy już tylko ich skutki, których nie jesteśmy w stanie zmienić środkami ziemskimi.

Obecne czasy podważyły dotychczasowy sposób organizacji katolicyzmu. Jest on żywy chyba tylko na terenach misyjnych, dlatego dziś to Afrykanie, Indusi bywają najlepszymi misjonarzami. Kościół nie potrafi odnieść się do ateizacji. Warto wobec tego spojrzeć na tych nielicznych ludzi duchowych, którzy przypominają takie podstawy wiary jak: autentyczna adoracja Najświętszego Sakramentu, pobożnie odprawiana Eucharystia, pokuta za siebie i świat, duchowa lektura i wykład Biblii. To są faktyczne oręża przeciw ateizacji, nie ma innych. Niestety, jak się słyszy, nawet w klasztorach jest to już rzadkość.

Zamiast tego Kościół od dawna sięga do duchowości innowierczych. Długo się przyglądam temu pomieszaniu. Przypomniały mi się czasy Eliasza, gdy wierni wyznawali naraz dwie religie – izraelską i kananejską (Baal, Aszera). Pisałem już o tym, że wielu księży i teologów chrześcijańskich nie zna własnej duchowości, więc szuka nauk o kontemplacji (naturalnej) u buddystów, joginów itp., praktykując tak faktycznie New Age. Incydenty z Amazonii oddawania czci przez księży bogom indiańskim w tym świetle zupełnie mnie nie dziwią. Proszę sobie wyobrazić. Jest sobie taki ksiądz z Niemiec, de facto ateista nieznający życia duchowego, a chrześcijaństwo traktujący jako zacną i wzruszającą ideę (co do pochodzenia – pełną niejasności; taka jest dziś teologia). Otóż taki młodzian w habicie jedzie do dżungli i spotyka ludzi dla odmiany gotowych oddać nawet życie dla swojej bogini (składa się tam ofiary z ludzi, więc to nie żart), pełnych miłości dla niej, noszących ją w swoich wdzięcznych sercach, żywo uczestniczących w kulcie. Dla takiego „ususzonego duchowo” Europejczyka to jest wręcz objawienie. To samo przeżywają równie ususzeni jadący do Azji, do klasztorów i aśramów. Kto tu kogo nawraca? Ten, kto ma autentyczną religię, a nie tylko habit. Czy to wina Indian, że czczą swoją boginię i chcą się tą wiarą dzielić z biednymi ateistami w habitach z Europy?

Wymyślono więc „inkulturację”, która sama w sobie jest wspaniałą ideą. Oznacza nadanie wierze w Chrystusa form lokalnych. Chodzi o obyczajowość, a nie sens wiary. Podobnie jak w krakowskiej szopce Święta Rodzina jest w strojach krakowskich, tak w Afryce może być w afrykańskich. Inkulturacja stale ma miejsce w Kościele. Co innego „inkulturacja”, którą obecnie się praktykuje, czyli de facto New Age. Ruch ten powstał w wyniku zaniku duchowości chrześcijańskiej na Zachodzie. Spróbujcie znaleźć w polskim mieście kurs czy rekolekcje uczące medytacji autentycznie chrześcijańskiej, choćby lectio divina. Nie ma ich. Otwórzcie za to ogłoszenia o jodze, zen, praktykach bhaktów oraz wszelkich wynalazkach New Age. Będą tego dziesiątki w każdym większym mieście i niemało w każdym powiecie. Tak wygląda rzeczywistość. Kto jest temu winny, kto zaniedbał naukę lectio divina, kiedy ludzie dostali do rąk Biblię w swoich językach? Wrogowie Kościoła czy sam Kościół? Sam Kościół jest winien temu, że został zastąpiony przez obce praktyki.

New Age pochłonie Kościół Rzymski. Widzę to już na YouTube, gdzie dziś popularni księża w duchu posłuszeństwa i zaufania Rzymowi bronią Paczamamy w Watykanie. Na skutek wieków zaniedbań dzieje się sąd nad Kościołem i wierni są oddzielani od zdrajców. Kto stanie się kapłanem dwu religii: Boga i Aszery – Paczamamy (lub innego boga lub mocy z obcej religii), zostanie wrogiem Jezusa Chrystusa. Kto wytrwa w miłości Chrystusa, zwycięży. Tertium non datur.

Formuła katolicka oparta na hierarchicznym zaufaniu w sprawach nauczania wiary właśnie się zakończyła. Teraz dopiero widać zasługi ostatniego Soboru.

Pozwolono w końcu wiernym czytać i myśleć. Dobry Bóg zlitował się nad nami i przygotował nas na te czasy. Dał nam biblioteki dobrych, mądrych, starych książek, abyśmy mogli sami się uczyć o Bogu z pominięciem oszukańczych pomieszanych demagogii płynących od księży. Dzięki temu możemy czuć się wolni od władzy autorytetu zdradzieckich współczesnych teologów poganizujących, dewianckich, feministycznych i całego tego koszmaru. Możemy wyśmiać dzięki samodzielnej lekturze i osobistej pobożności na niej opartej nawet papieży, jeśli zechcą nas nauczać kultu Aszery. Wyśmiać – to wystarczy. Bóg nas wszystkich osądzi. Nawet św. Michał nie śmiał rzucać klątwy na Złego, mówiąc: „Niech cię Bóg osądzi!”.

Kocham katolicką mądrość, uczoność, pamięć, otwartość na całą ludzkość i jej zdobycze. Taki był Akwinata cytujący po równo chrześcijan, Arabów i innych pogan, Żydów. Najpierw jednak spędzał godziny na modlitwie i uwielbieniu, aby uzyskać światło i się dowiedzieć, co z dorobku ludzkości przyłączyć do wiary Kościoła, a co radykalnie odrzucić. Dlatego wiem, że kto korzysta z modlitwy, Biblii, Eucharystii, uwielbienia, ten może z uśmiechem chodzić po wężach i skorpionach, nawet watykańskich, i patrzeć w stronę Boga z nadzieją. Nie bójmy się więc tych czasów i nie wyżywajmy się w atakowaniu jedni drugich, nawet tych upadających, bo tu ziemskie środki już nie pomogą. Uwielbiajmy Boga, a wszystko inne będzie nam przydane. Doceniajmy tych kapłanów, którzy zachowują wierność Chrystusowi, odrzucają ze spokojem wszelkie nowe Baale i Aszery, dążą mimo wszystko do jedności i nawrócenia Kościoła. Tego nam wszystkim potrzeba najbardziej – nawrócenia.

(11)

Herodianie i faryzeusze

Herodianie to ewangeliczni dworzanie zepsutego władcy, zajęci uciechami i rozpustą. Było to jedno ze stronnictw w społeczeństwie izraelskim w czasach Chrystusa. Jest ono zarazem typem uniwersalnej dla części ludzkości postawy oparcia się jedynie na żądzach i lubieżności. Dla nich zdolni są nawet mordować proroków, jak zrobił to Herod – morderca Jana – dla radości ladacznicy, z którą żył. Faryzeusze to umowne określenie zachowawczych grup ludzi formalnie religijnych i stających w obronie swojej religii przy użyciu wszelkich środków, łącznie z zamordowaniem Boga. Wspomniane formacje są dziś obecne, stoją naprzeciwko siebie, radykalizują stanowiska, zacieśniają wewnętrzne więzi, zamykają się na resztę rzeczywistości. W walce z drugą stroną porywają się na coraz poważniejsze środki. Kto dziś cierpi w tym sporze? Prawda, miłość, Bóg – jak zawsze.

Demon rozpusty toczy udawany spór z demonem rygoryzmu i fanatyzmu. Spór między nimi jest udawany, ale między ich sługami – zupełnie prawdziwy. Kto wygra? Nikt z ludzi, to tylko radość dla piekła. Po czasie ochlokracji, wypaczonej demokracji, rządów rozpustnego tłumu może przyjść czas autorytarnej tyranii „ratującej” porządek. Siły skrajnej prawicy nigdy nie zostały wyeliminowane, lewackie rozruchy mogą spowodować ich odrodzenie. Ich paliwem jest gniew, który już potężnieje w ludziach. Obawiam się tego tak samo, jak zgnilizny dominujących dziś herodian.

2. Dary Chrystusa zawarte w Dobrej Nowinie

(1)

Warto przypomnieć, co otrzymujemy od Chrystusa.

2.1.Bóg

(1)

W Chrystusie Bóg powrócił na ziemię po okresie osamotnienia człowieka. Objawił się jako Droga, Prawda, Życie.

(2)

Obecność Boga oczyszcza świat z demonów władających Ziemią. Bez tego małe i duże upiory zawiadują ludźmi, naszą psychiką, myśleniem, percepcją. Skolonizowały świat i poddały sobie ludzi, lecz przyszły już czasy końca ich władzy. Ci kosmiczni najeźdźcy z innej rzeczywistości władają umysłami ludzi, a ich potęga przed końcem sięgnie swojego apogeum. Przed Synem Boga uciekają nawet demony, bo On zwyciężył ich moc śmierci i grzechu.

(3)

Chrześcijanin wierzy Chrystusowi, w którym objawił się nam Bóg. Bóg jest w niebie, a nie ma Go na ziemi w rzeczach, duchach, ludziach itp. Na ziemi mamy ludzi, świat, rzeczy, rośliny, zwierzęta. Nic, co znajduje się na ziemi, nie jest Bogiem. Jedyny łącznik ze sferą Boską to Jezus Chrystus. Jego Objawienie zupełnie zmieniło sposób patrzenia na otaczającą nas rzeczywistość, która w kulturach naturalnych traktowana bywała jako boska. Chrystianizm otworzył przez ludzi świat na eksplorację i władanie.

(4)

Nauka Chrystusa spowodowała nieprawdopodobny skok jakości życia ludzkości. Chrystus nazwał prawdę przymiotem Bożym, czymś świętym i wartym ofiar. Spowodowało to nieznany dotąd wzrost znaczenia nauki. Wcześniej w dziejach incydentalnie powstawały ośrodki naukowe i zwykle szybko podupadały lub były niszczone, jak cała nauka grecka przez Rzymian.

Uznanie ludzi za osoby o równej godności i takich samych duszach doprowadziło do egalitaryzmu i demokracji, choć same rewolucje odbyły się pod przywództwem zajadłych wrogów chrześcijaństwa. Mimo to zrealizowali oni w jakiejś mierze chrześcijańskie postulaty. Emanacją personalizmu są też różnego rodzaju samorządy, czyli delegowanie władzy państwowej do instytucji społecznych.

Szacunek dla godności ludzkiej oraz miłosierdzie sprawiły, że rozwinięto lecznictwo, pomoc społeczną dla ubogich i szkolnictwo powszechne.

Ślub stał się sakramentem, rodzina nabrała wymiaru świętości. Z drugiej strony życie rodzinne zostało ucywilizowane, gdyż władza mężowska i rodzicielska nie są samoistne, ale pochodzą od Boga, który z nich rozlicza.

Samorządność i nauka dały w sumie wolność naukową i instytucję uniwersytetu jako świątyni prawdy niezależnej od nakazów władzy państwowej.

Władza państwowa (dawniej królewska), owszem, była sakralizowana poprzez koronacje z rąk biskupich, ale też osoba władcy pozostawała tak samo odpowiedzialna za swoje poczynania przed Bogiem jak wszyscy ludzie.

Również chrześcijańska idea pokoju została wreszcie doceniona i traktowana jest jako wielka zdobycz ludzkości. Powstały organizacje międzynarodowe starające się o jej realizację.

Te procesy postępowały powoli i z oporami, przy stałych ciągotach wstecznych, niemniej doprowadziły do stanu obecnego. Ludzkość w różnym stopniu doświadcza dobrodziejstw techniki, medycyny; wielu ludziom żyje się niemal jak w raju, inni mają szansę do tego poziomu dojść swoją pracą. W takim schemacie myślenia, jaki pozostawił nam Chrystus, ludzkość otrzymała nieznane narzędzia moralne i intelektualne potrzebne do wypracowania przyjemnego życia na Ziemi.

Niestety, nie wszystko się udało, a siły wsteczne osiągają ostatnio wielką skuteczność. Chrześcijaństwo jest odrzucane przez wszelkiej maści egoistów i hedonistów niezdolnych do życia moralnego. Pomocą w tym jest import religii naturalnych, które nie są tak stanowczo moralnie wymagające. Miesza się je z tradycją chrześcijańską, co ją wynikowo usuwa. Rodzina jest niszczona rozpustą, a ostatnio także ideologią gender. Prawda przestała mieć znaczenie; wolność słowa i myśli jest zabijana ideologiami, totalizmem władzy. Osoba zanika w starciu z oportunistycznym lub wymuszonym kolektywizmem.

Władza państwowa stała się służebnicą ideologii, dzieje się tak na całym świecie. Państwo, działając na usługach złych idei, niszczy wszelką inną władzę i autorytet poza własnym. Skierowało się przeciwko uniwersytetom (wraz z nauką), rodzinie, kościołom, wreszcie osobie jako najmniejszemu ośrodkowi samostanowienia.

(5)

Przed Chrystusem władza państwowa, królewska, cesarska lub tradycja kultu publicznego uzurpowały sobie prawo określania religii danej społeczności. Chrystus ustanowił bezpośrednią relację wiernego z Bogiem. To sprawiło, że w zdrowym chrześcijaństwie możliwe było uniezależnienie władzy religijnej od państwowej, od ustroju, zmian politycznych.

Dobry chrystianizm to rozproszenie ośrodków władzy nad ludźmi i uniezależnienie od tyranii władzy państwowej. Te ośrodki to przykładowo:

• osoba posiadająca autonomię samostanowienia,

• rodzina otaczająca dziecko miłością i kształtująca je najlepiej, jak potrafi,

• Kościół katolicki niezależny od kaprysów powstających i przemijających władz oraz systemów politycznych,

• uniwersytet powstały ze szkół przyklasztornych i zreformowany przez niemieckich pietystów, jako ośrodek swobody myśli, nauki, kultu prawdy,

• naród, czyli wspólnota rodów wzajemnie się chroniąca, posiadająca swój język, kulturę, historię.

Ten ideał był cały czas poddawany presji politycznej i zwalczany przez chciwych wpływu władców.

Obecnie wszystkie te struktury zostały zrujnowane, ludzi zaś wydano na żer demonów działających przez struktury władzy i posłusznych im mediów. W ten sposób, idąc tokiem myśli B. Wolniewicza, państwo wytwarza warstwę rządzącą bogaczy i urzędników. Ustrój ten zdąża do nowej tyranii absolutnej, czyli takiej, która jednoczy władzę państwową i duchową nad myśleniem i przekonaniami. Państwo, niszcząc niezależność pozostałych konkurencyjnych ośrodków władzy, tworzy homogeniczną masę ludzką bez właściwości, którą łatwo się zarządza. Będąc genetycznie czymś dobrym, cywilizacja staje się potworem, który niszczy wszystko, co stanowi dla niego konkurencję. Prowadzi też do odczłowieczenia ludzi.

(6)

Równość ludzi przed Bogiem znosi między nami wszelkie różnice wynikające z urodzenia i statusu społecznego. Egalitaryzm chrześcijaństwa z wolna przeniósł się na ustroje polityczne i społeczne, które wydały zachodnią demokrację. Choć trwało to dość długo, to zniesiono:

• niewolnictwo, czyli odebranie ludziom ich godności i czynienie z nich rzeczy,

• zróżnicowanie na stany społeczne, kasty, nawet cechy zawodowe, które były dziedziczne, różniły się prawami i przywilejami,

• segregację płci na ważną i mniej ważną,

• segregację rasową według koloru skóry i pochodzenia,

• podział w życiu społecznym z powodu religii.

Duchowe porządki chrystianizmu przeniesiono na ustrój społeczny i prawny.

2.2.Życie

(1)

Śmierć przyszła na świat wraz z odtrąceniem świadomości i pamięci o Bogu. Człowiek utracił wtedy życie płynące z Boga. Chrystus przezwyciężył tę śmierć jako człowiek, który nigdy się jej nie poddał, jedyny doskonały i nieuległy. Był cichy i łagodny, czynił jedynie to, co dobre w oczach Boga. Nigdy nie złamał nadłamanej gałązki ani nie dogasił przygasającego knotka. Moc śmierci nie miała do Niego przystępu.

(2)

Chrześcijaństwo wiarą w niezwyciężone życie

W czasach Chrystusa wiele było religii, których wyznawcy czerpali siłę ze śmierci i odrodzenia czczonego boga lub bohatera:

• Ozyrys odzyskiwał życie,

• Dionizos odradzał się dzięki ojcu,

• Kora w misteriach eleuzyńskich wracała z piekieł wraz odrodzeniem wiosny i życia przyrody,

• Orfeusz zszedł do piekieł po umiłowaną Eurydykę i wrócił do świata żywych.

Także inne kulty wyrażały podobne ludzkie potrzeby. Tamte czasy były pełne duchowego oczekiwania na wybawienie przez Zmartwychwstałego. Aż w końcu przyszedł.

Ludzie poszukują siły do życia, żeby na przekór przeszkodom, problemom i złym destruktywnym doświadczeniem znowu rano wstać z uśmiechem i chęcią życia, godnie i ochotnie przeżyć dzień. To nie takie proste, gdy macki Otchłani i chaosu, pociski śmierci w postaci grzechów, cierpień, utrudnień dotykają nas nieraz godzina za godziną. Czciciele misteriów odnajdywali nadzieję w zmyślonych historiach mitycznych i opartych na nich rytuałach. Podnosili się z bólu, drętwoty, otępienia. Wyznawcy kultów misteryjnych ze swoim oczekiwaniem nowej nadziei zapełniali ówczesny obszar Imperium Romanum, jakby gotowi na odnalezienie ostatecznego misterium Jezusa Chrystusa.

Syn Boży, Niebieski Królewicz, zrodzony wśród ludzi, wcielony w człowieka, doznaje od urodzenia upokorzenia, z czasem odtrącenia i zaszczucia przez swój lud, wreszcie katuszy i śmierci. Mimo to nie przestaje kochać, nie przestaje pomagać i zbawiać ludzi. Dobre życie nie poddaje się nawet przed fizyczną śmiercią. Ono jest wieczne i niezwyciężone. Wyznawcy i uczestnicy misterium Jego śmierci, pójścia do piekła i powstania do nowego życia, przeżywają to wszystko w swojej wierze, szczególnie w ramach Eucharystii. Celem tego jest nowa nadzieja, wiara, że dobre życie nie zna barier i zawsze potrafi się odrodzić nawet z najgorszych doświadczeń.

Niezwyciężoność życia, nieuległość nadziei to podstawa chrystianizmu. Bóg nie obiecuje swoim wiernym tryumfów ziemskich, bogactw, dominacji politycznej, sławy ani pieniędzy. Nie o to w tym chodzi. Bóg obiecuje nam, że bramy piekielne nas nie przemogą, naszą obietnicą jest przetrwanie w dobru. I faktycznie, chrystianizm potrafił przetrwać wszystko i przetrwa do końca świata. To także są skutki tej niezwyciężonej mocy życia, jakie nam ofiarowano w Chrystusie.

Świat, to wielkie malowidło spraw duchowych, przypomina nam o potrzebie odrodzenia. Słońce umiera i odradza się rano. Przyroda umiera i odradza się po zimie. Królewicz nieba – Księżyc – umiera i co miesiąc się odradza. Także człowiek chce powstawać na nowo, odradzać się po dotyku śmierci w swoim życiu, po grzechu i bólu. Dzisiejsi ludzie raczej wybierają ucieczkę w grzech i śmierć, a wraz z nimi drogę w depresję, cichą rozpacz, zalewaną wieloma rodzajami narkotyków. Zapomnieli o nadziei powstania ze śmierci. Niezwyciężony Chrystus jest nieskończonością siły i nadziei ofiarowanych nam dla dobrego i potężnego życia.

(3)

Człowiek jest w centrum troski Boga, jest Jego staraniem. Bóg go stwarza, poucza, prowadzi, wybawia od skutków ludzkich pomyłek. Dlatego tak niezwykle ważna jest miłość, także ta między ludźmi, przejawiająca się jako szacunek, życzliwość. Bóg nie pozwala nam się wzajemnie krzywdzić, do tego zachęca Szatan.

(4)

Czułość sednem chrześcijaństwa

Gdybym miał streścić w jednym słowie chrystianizm, to powiedziałbym „Czułość”. Czułość Dobrego Ojca pochylonego nad chorym, umierającym dzieckiem, Boga nade mną. Czułość wyraża się przez miłosierdzie, przez moc oczyszczenia duszy w sakramentach, przez karmienie, odziewanie i leczenie biednych, przez pouczanie niemądrych, w końcu przez milczenie wobec narastającego głupstwa i samowoli. Boże przesłanie dla naszego wieku przyszło przez biedną chorą dziewczynę z krakowskiego klasztoru, niemal służkę, Faustynę. Bóg przez nią nam nakazał, abyśmy skupili się na adoracji Jego miłosierdzia, przebaczającej miłości. Nic tak nie przyzywa Bożej wszechmocy jak Jego wzruszenie nad moją biedą i bezsilnością.

(5)

Ewangelia chroni życie człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Każda sekunda życia jest darem od Boga jedynym w swoim rodzaju. Zniesiono ofiary z ludzi, krwawe rzymskie igrzyska. Objęto ochroną i pomocą wdowy, biednych, chorych i niechciane dzieci, które wcześniej w antyku porzucano, skazując je tym samym na śmierć.

2.3.Godność człowieka

(1)

Istotę ludzką obdarzoną godnością nazywamy osobą. Persona w polszczyźnie słusznie kojarzy się z kimś ważnym. Osoba jest ważna dla Boga, ma wielką wartość w Jego oczach, jest Jego skarbem. Chrystus objawił nam, że każdy człowiek jest osobą i posiada godność królewskiego dziecka.

(2)

Bóg połączył swój los z istotą ludzką. Wcielenie jest bodaj najtrudniejszą do pojęcia prawdą Ewangelii. Oznacza podniesienie człowieczeństwa na poziom boski, gdyż jedna z Boskich Osób na trwale zespoliła się z człowiekiem. Jak traktujemy drugiego człowieka, tak traktujemy samego Boga, bo Słowo Boże stało się jednym z ludzi, weszło do ludzkiej wspólnoty. Weszliśmy do Boskiej rodziny, wraz z Chrystusem jesteśmy adoptowanymi dziećmi.

(3)

Godność osoby ludzkiej to posiadanie pełni praw, a co za tym idzie – powszechny obowiązek ochrony z nich wynikający. Ta ochrona przybiera postać pomocy zanoszonej innym ludziom, gdy ich godność jest naruszona lub zagrożona.

2.4.Droga

(1)

Czas historyczny

Mamy nie patrzeć w przyszłość z nadzieją? Wręcz przeciwnie. Odwołam się jeszcze raz do głębokiej świadomości antropologicznej chrześcijaństwa, które inaczej niż religie naturalne nie postrzega czasu cyklicznie i nie koncentruje się na wyidealizowanej przeszłości i zmitologizowanym prapoczątku świata. Pokazując liniowość dziejów i stawiając w ich centrum odkupienie człowieka przez Boga, chrześcijaństwo nadaje im głęboki sens, czyni nasze życie drogą i kieruje uwagę, troskę, właśnie nasze nadzieje w stronę przyszłości, a nawet poza czas, do ostatecznej wieczności.

(2)

Efektem historyczności świata jest nadzieja. Mamy wpływ na przyszłość – to wielka władza i odpowiedzialność dana człowiekowi. Optymizm Ewangelii przynosi wspaniałą, uskrzydlającą nadzieję wbrew panowaniu śmierci. Możemy wybierać: dobro czy zło, życie czy śmierć. Lepiej, że coś jest, niż gdyby nie było, dlatego warto się starać, pracować, bronić dobra, pomimo wszystkich ukąszeń zła. To postawa chrześcijanina. Może nie jest doskonale, ale może być lepiej, jeśli ludzie nie będą krzywdzić się grzechami i zaczną żyć według Ewangelii. Wtedy budujemy choć trochę nieba na ziemi. Jednak wiemy też, że zło rządzi światem i przed paruzją nie należy się spodziewać zbyt wiele.

2.5.Wolna wola

Skoro czas jest jednokierunkowy i jednorazowy, a nie cykliczny jak w wielu filozofiach, człowiek nie jest niewolnikiem fatum. Jeszcze Grecy wierzyli w fatum jako siłę determinującą los człowieka. Także dzisiejszy ateizm w odmianie intelektualnej wyznaje determinizm i odmawia człowiekowi władzy nad sobą, czyniąc z niej złudzenie w sieci skomplikowanych wpływów.

Chrześcijaństwo przyznało moc przeznaczeniu, ale i zauważyło zdolność człowieka do kształtowania swojej wolności jako przeciwzasady dla przeznaczenia. Te dwie kategorie są nierozłączne. Wiele pisze o tym P. Tillich. Wolna wola to samodzielne, płynące z wnętrza przezwyciężanie uwarunkowań w celu realizacji własnego przeznaczenia.

2.6.Prawda

(1)

Skoro Bóg ukazał siebie jako Prawdę, to została ona otoczona czcią.

(2)

Prawda i realizm to jedno i to samo. Realizm to skupienie się na rzeczywistości wbrew fantazjom i marzeniom. Rzeczywistość jest czymś solidnym jak skała w porównaniu do złudzeń. Rzeczywistość spotykamy w ten sposób, że nasza wola (u L. Kołakowskiego pragnienia) trafia na opór, zderza się z czymś, co od niej nie zależy – to właśnie twarde realia. Ludzie często nie chcą jej przyjąć do wiadomości, bywa ona okropna, bo są szpetne prawdy i piękne fałsze. Realizm to te prawdy bez uciekania w piękne fałsze.

(3)

Bóg nazwał siebie Logosem, czyli Rozumem. Rozum jako jedno z imion Boga skłania do korzystania z własnego rozsądku. Dla Greków świat był intelektualnie możliwy do ogarnięcia w zasadach, w oparciu o które funkcjonuje. Rozum ludzki odkrywa prawidła zapisane w Rozumie Boga. Jest to najcenniejsza część prawdy. Zapomniany dziś rozum metafizyczny (noetyczny) w drodze medytacji mistycznej (theoria) zdolny jest przenikać świat poznaniem i docierać do kolejnych fragmentów prawdy o nim. Grecy odkryli w ten sposób wiele cennych prawd o świecie i o Bogu.

Filozofia różnie postrzeganego rozumu wypełniała historię Grecji i Zachodu. Dziś wyparła ją filozofia ślepej woli, która obecnie opętała ludzi Zachodu jako egzystencjalizm, tytanizm Nietzschego itp. oraz filozofia odczuć i emocji w psychoanalizie, a także w pokrewnych psychologizmach. Późnym dzieckiem dobrej, rozumnej filozofii są jeszcze nauki szczegółowe, odkrywające zasady świata materialnego.

(4)

Kultura rozumu i słowa (Logos jako imię Boga oznacza oba) przyniosła nie tylko rozbudowany wachlarz idei filozoficznych, ale przede wszystkich narzędzie weryfikacji prawidłowego myślenia, jakim jest logika. Rozum wyraża się poprzez słowa. Budowa praw poprawnego myślenia i unikania w nim błędów pomaga wyzwalać myśl od narzucającego się zewsząd fałszu i wolitywnych twierdzeń tak często zastępujących rzeczywistość.

(5)

W zakresie życia ziemskiego chrześcijaństwo utrwaliło i uzasadniło zdobycze antyku greckiego i izraelskiego w zakresie kultury słowa i rozumu. Nauczanie Wcielonego Boga pozwoliło przefiltrować myśl antyczną i wybrać z niej dobre dla ludzi idee. Chrystus powierzył nam dodatkowo własne posłanie zawarte w Objawieniu, co odkrywa przez nami dobroć Boga. Ewangelia stanowi kryterium prawdy dla wytworów naturalnego ludzkiego myślicielstwa.

(6)

Słuchanie boskiego przekazu wyrażanego słowami to podstawa kultury izrealskiej. Słowo Boga zamienia się w praktyce życia w prawo Boże. Myślenie chrześcijańskie połączyło się ze znakomitą szkołą prawa wykształconą w Rzymie i dało wynikowo ideę prawa naturalnego (przyrodzonego, niezbywalnego) strzeżonego przez jurysprudencję i sądownictwo. Prawa, szczególnie prawo naturalne, to jeden z podstawowych atrybutów kultury Zachodu wyrosłej na wierze w sprawiedliwość wynikającą w szczególny sposób z chrystianizmu.

(7)

Chrystianizm pomaga doskonale zrozumieć sprawy tego świata i jest czymś zupełnie różnym od wszelkich przejawów myślicielstwa naturalnego. To nauka doskonała, a więc też absolutnie wymagająca od swojego adepta. Odpłaca radością, szczęściem, ekstatycznym uniesieniem serca i umysłu człowieka oświecanego. Dzięki przyjęciu do serca Chrystusa, człowiek zbliża się kondycją do aniołów. Wówczas to następuje w nim odrodzenie człowieczeństwa.

Chrystianizm to poznawanie logiki życia, sensu zdarzeń, przyczyn i skutków. To spotkanie z osobowym źródłem wszelkiej logiki – Logosem, Prazasadą rzeczywistości. Chrystianizm zdolny jest zaakceptować wszelkie trafne wyniki myślicielstwa naturalnego i czyni to od swojego początku, wyrażając się poprzez pojęcia wzięte z filozofii i religii naturalnych. Jednocześnie wszystkie je przekracza skalą adekwatności i doskonałości logicznej. Chrystianizm zdolny jest zaadaptować także kolejne tradycje myślowe, które powstały i powstają na Zachodzie i Wschodzie. Doskonale to ilustrują myśli św. Tomasza oraz rozważania P. Tillicha.

(8)

Bóg mówi do każdego serca, każdy z nas nosi w sobie różne intuicje dobra, sprawiedliwości, pokory. Chrystus przypomina, że obok dobrego celu potrzebna jest dobra droga do jego osiągnięcia. Jezus jest tą drogą, a jej opis znajdziemy w Ewangelii. Inaczej mówiąc, nie wystarczy chcieć dobrze, potrzeba jeszcze wiedzieć, jak to poszukiwane dobro osiągać, jakich środków używać. Droga to owe środki, cel ich nie uświęca, choć cynicy powtarzają coś przeciwnego. Nauka o miłości odnosi się do sposobów, jakimi osiągamy zamierzone cele. Człowiek „konstrukcyjnie” jest zdolny zmierzać wyłącznie do dobra, problem w tym, jakimi sposobami, środkami, jaką drogą je osiąga.

(9)

Chrześcijaństwo jest najdoskonalszą doktryną, wciąż zdolną do nowych odkryć. Inne systemy myślowe zawierają zaczątki myśli chrześcijańskiej, a czasem rozwinięcie jakichś jego aspektów. Relacje między nimi są skomplikowane.

(10)

Żaden pojedynczy człowiek samodzielnie nie ogarnie całości potrzebnej wiedzy o Bogu, także żaden ludzki system myślowy, zmierzający do wyjaśnienia świata, nie mówi nam wszystkiego o rzeczywistości. Dotyczy to także pojedynczych wyznań chrześcijańskich, z których każde wnosi coś interesującego do wiedzy o Bogu i do wiary. Wrogiem poznania właściwej drogi jest egoizm i samolubne zamykanie się w jednym sposobie myślenia. Pomocne zaś okaże się przekraczanie własnych ograniczeń, wychodzenie do innych z tym, co u mnie najlepsze i przyjmowanie w zamian tego, co najlepsze u drugich.

Zło bardzo lubi zwalczające się kościoły, gdyż dzięki temu ludzie składają wiarę w swoich wspólnotach, a nie w Panu Bogu. Zamykają się w swoich strwożonych grupkach na przekaz innych wspólnot, na resztę ludzkości, wreszcie nawet na Boga.

(11)

Może się to wydawać dziwne, ale chrześcijaństwo nie uczy jakichś niezwykłych i dziwnych rzeczy dotyczących życia ludzkiego. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie uczy nawet niczego nowego. Największe odkrycia duchowe i tajemnice mogą się wydawać komuś oczywistościami czy wręcz banałami. To jest właśnie siła chrześcijaństwa, że opisuje naturę człowieka. Czasem największy mistyk odkrywa to, co najbardziej normalne, zwyczajne i proste. Przy okazji uświadamia sobie swoje wcześniejsze upodlenie.

Duchowość to dorastanie do prostoty. Najbardziej wyrafinowane i subtelne nauki służą odkryciu tego, co niektórzy zwyczajni ludzie wiedzą od urodzenia. Chrystianizm to naturalność, ale zrujnowana, wymagająca regeneracji. Skoro chrześcijaństwo odsłania tylko naturę człowieka, coś najpierwotniejszego, to czym jest duchowość, czyli osobisty postęp w tym procesie? Wszak człowiek cały czas jest człowiekiem i nosi w sobie gdzieś głęboko tę wiedzę. Polega ona na wzroście świadomości; wiara jest postępem rozumienia. Rozumienie zaś to stopień wyżej niż wiedza – oznacza pojmowanie świata i jego zjawisk w ich logice: przyczynach, funkcjonowaniu i skutkach, w historii i przyszłości.

2.7.Cierpienie

Czy Indie rozważały problem likwidacji cierpienia w aspekcie uniwersalnym, w odniesieniu do powszechnego szczęścia? Nie, tam się dba o swoje własne uwolnienie od cierpienia. Czy mistyk, który kontempluje Absolut emanujący stworzenie, a który żyje wyłącznie sam dla siebie, nie staje się rodzajem zdrajcy? Podziwia życiodajny Absolut, ale sam zajmuje się tylko sobą, nie emanuje życiem, dobrocią.

Co zrobił Budda, gdy jako młody książę pierwszy raz zobaczył cierpienie drugiego człowieka? Nic, kompletnie nic. Będąc księciem, mógł przyjąć rządy krajem i kierować nim tak, aby było w nim jak najmniej biedy, a poszkodowani doznawali pomocy. Nie zrobił tego. Mógł, jak wielu innych, porzucić luksusy i osobiście wspomagać chorych i słabych, jak choćby robiła to Matka Teresa. Jednak tego nie zrobił. Po prostu znalazł sposób, jak nie myśleć o cierpieniu, jak je zrelatywizować, oddalić od siebie.

Chrześcijaństwo raczej zbuduje szpital dla chorych, opatrzy i pochowa umierających, da jeść kalekom – to jest prawdziwa rada na cierpienie. Nie jest nią zamykanie się w sobie czy nawet uprawianie kontemplacji Absolutu. Cóż komu po tym? Co przyjdzie choremu, głodnemu, kalece, umierającemu, kiedy kolejny mistyk naturalny usiądzie pod drzewem i będzie tam siedział, nawet adorując najwyższe rzeczywistości? Nic.

Pustelnicy chrześcijańscy nie żyją sami dla siebie. Zakony kontemplacyjne modlą się, umartwiają za siebie i za świat. Wyręczają innych ludzi w ich modlitwie i pokucie, żyją w odosobnieniu, ale paradoksalnie stanowią serce świata.

2.8.Filozofia świadomości

Filozofie indyjskie wskazują na jedność wiecznego bytu i świadomości. Trzeba jednak zauważyć, że świadomość nie istnieje bez osoby. Aż się prosi dopowiedzieć, że tą świadomością konstytuującą istnienie stworzeń swoim poznaniem jest Bóg Stwórca. Tak wynika z Księgi Genesis, gdzie na koniec każdego aktu stwórczego Bóg ogląda, co stworzył. Tylko to, co Bóg rozpoznaje jako dobre i swoje, może istnieć lub żyć, także człowiek. To stanowi też istotę sądu ostatecznego.

2.9.Chrystianizm uniwersalny

„W procesie rozwoju religijnej świadomości przed chrześcijaństwem, Włodzimierz Sołowjow wskazał na cztery główne fazy – ascezę buddyzmu, idealizm Platona, monoteizm judaizmu i aleksandryjską naukę o trójjedni. Chrześcijaństwo syntetyzuje w sobie, według Sołowjowa, buddyzm jako zakwestionowanie natury zewnętrznej (asceza), platonizm (świat idei jako królestwo niebieskie), żydowski monoteizm i aleksandrynizm (dogmat o Trójcy Świętej, gdyż idea monoteistyczna przekształciła się w filozofii aleksandryjskiej Filona i Plotyna w doktrynę trójjedni), dodając do tego jako zupełnie nowe objawienie doktrynę Wcielenia” (ks. H. Paprocki, Poganie i rozwój objawienia).

Powyższy cytat pokazuje niektóre przykłady tego, jak chrześcijaństwo korzystało z zastanego materiału pochodzącego z tradycji naturalnych. Pisałem o tym zagadnieniu w pierwszej części książki. Takie zdarzenia można zgłębiać bez końca.

Filozofie zarówno zachodnie, jak i orientalne dają się poprawić i przetworzyć w duchu Ewangelii. Można je uczynić w ten sposób życiodajnym pocieszeniem duchowym. Ewangelia jest objawieniem ostatecznym w tym sensie, że stanowi kryterium wartości dla wszystkich innych idei. Mogą one być jej kontynuacją, ale nie mogą jej zaprzeczać. Ludzkość potrzebuje wyjaśnień świata czynionych przy udziale własnego wysiłku (filozofii). Prowadzenie takich rozważań stwarza możność nabycia zasług u Ojca Niebieskiego, który objawił siebie, a nam pozostawił opisanie świata, relacji z Bogiem, a także samych siebie w duchu tego objawienia. Sama religia bez filozofii popada w fanatyzm i amoralność. Religia potrzebuje filozofii jako drugiego skrzydła, na którym dusze unoszą się do Prawdy, jak o tym pisał wielki papież – filozof. Mam dzieci i wiem, że nic tak nie cieszy ojca, jak widok potomków od maleńkości zaangażowanych z pasją w swoje życie, nawet jeśli u maluchów wygląda to jedynie pociesznie. Niczym więcej, jak takimi maluchami przed Ojcem Niebieskim jesteśmy my, a naszą cnotę stanowi pasja życia, byle w zgodzie z innymi maluchami i ze świadomością, że nasz Tata stale na nas patrzy i jest blisko.

W ostatnich latach tego świata chrystianizm może i powinien sięgać swojego optimum, rozkwitnąć jak nigdy wcześniej. Chrystus – Logos zostawił swój ślad w każdej naturalnej filozofii, podobnie jak ludzka fantazja i Szatan. Znając Ewangelię i dotychczasową teologię filozoficzną, powinniśmy dokończyć dzieła syntezy. Trzeba przesiać ludzki dorobek i wciągnąć do chrystianizmu to, co pochodzi z Logosu.

Chrystus chce, żeby wszystkie narody oddawały Mu cześć jako temu, który nadał im specyfikę, kulturę duchową, wyróżnił je w jakiś sposób, dając specyficzne idee, wierzenia, przekonania. Chińczyk jest Chińczykiem, bo w Chinach wypracowano szczególne własne idee, które nadały tej kulturze specyficzne walory i duchowe piękno. Te dobre elementy kultury pochodzą z Logosu (Tao), czyli od Chrystusa. Każdy naród, kultura, społeczność, rodzina, które charakteryzują się jakimiś cechami wyróżniającymi je od innych, mają za co dziękować Logosowi.

W ten sposób Logos – Chrystus gromadzi wokół siebie cały świat. Nie na siłę, nie z nakazu, ale naturalnie, bazując na słusznych uczuciach do Boga. Doceniając sami siebie, chwalimy też Logos, który nadał nam tożsamość, nasze szczególne piękno.

Chrystianizm mieści w sobie od zawsze wiele różnych kultur, postaw, filozoficznych wyjaśnień rzeczywistości, narodów, wreszcie poszczególnych, tak odmiennych od siebie osób. Czas już w różnorodnej, uniwersalnej społeczności ludzkiej otoczyć chwałą naszego Stwórcę i Zbawcę. Jego praca lepienia nas z bezkształtu dobiega końca, a ludzie osiągają jakiś rodzaj doskonałości, więcej już osiągnąć w wielu sprawach nie możemy. Upodobniliśmy się do Boga w zdolności przetwarzania świata, doskonalenia samych siebie, rozumieniu rzeczywistości. To wszystko zapisano nam w Logosie, w esencji ludzkości, a my zrealizowaliśmy to na swój biedny i wykrzywiony sposób, ale jednak… Jest za co chwalić Boga i Mu dziękować.

3. Indie i chrystianizm

(1)

Indie i reszta Azji potrzebują Chrystusa, który zlecił swoim uczniom przepowiadanie Jego Królestwa aż po krańce ziemi. Jak się z tego wywiązaliśmy? Chyba niezbyt dobrze póki co.

Jednocześnie sami chrześcijanie mogą się do pewnego stopnia uczyć wiary od Hindusów, przechowujących najstarszą, nieprzerwaną i bardzo rozwiniętą kulturę duchową na świecie. Jest ona tak stara i tak rozbudowana w ogromne spektrum zagadnień ludzkiego życia wewnętrznego, jak żadna inna na globie. Stale żyje tam wśród prostych ludzi pierwotna, naturalna wiara oparta na poczuciu obecności Boga, potrzebie pokory i dobroci. Indie poszukują świętości, podczas gdy na Zachodzie to słowo już nawet nie istnieje. Wewnętrzna potrzeba świętości z Indii i Chrystusowa odpowiedź wskazująca właściwy sposób jej realizacji to mógłby być szczyt rozwoju ludzkości. Czasy Eliasza zwracają naszą uwagę poza obszar ludzi już tylko formalnie wierzących w Chrystusa, ale w rzeczywistości Go nieposzukujących. Znowu nastał czas, kiedy to prosta kobieta z indyjskiej wioski, głęboko wierząca w Boga, może być przykładem dla całego świata, jak ta dawna fenicka wdowa z Sarepty.

Istnieją takie doświadczenia mistyczne, które są dane wszystkim ludziom, jeśli tylko zechcą odwrócić się od swojego egoizmu i materializmu. Stanowią one treść mistyki naturalnej oraz przedmiot doświadczeń wielu chrześcijan – wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy możemy obcować z Absolutem. Przykładowo, doświadczenie próżni wyzierającej spod zmysłowej rzeczywistości, czyli nicości, z której Stwórca wydźwignął świat, abyśmy powstali, jest niezwykle dojmujące i popularne. Dobrze, jeśli takie doświadczenia prowadzą do świętości. Można dać wiele takich przykładów wspólnych całej ludzkości. Wielokrotnie już pisałem, że są to dary poznawcze, a nie zbawcze. Gdy ktoś ogląda przez okno wesele, to jeszcze nie znaczy, że sam jest panem młodym.

Zbawienie otrzymujemy od Chrystusa dzięki zasłudze Jego krzyża. Także tylko Chrystus podaje nam swoim życiem ostateczną i jedyną pełną definicję tego, czym jest świętość. Poznanie Boga ma wymiar jednoczący, a więc też w jakiś sposób zbawczy, o ile zostanie zinterpretowane w duchu oddania się Bogu, pokory, zaniku egoizmu i przywiązań ziemskich, a także w miłości do Boga. Ostatecznie to Chrystus ocenia każdego z nas i obejmie nas zbawieniem albo nie. Żaden człowiek i w żadnej kulturze nie osiąga samodzielnie zbawienia. Ono zawsze jest darem. Ludzkość odczuwa jego nadzieję dlatego, że zasługa Chrystusa polegająca na przełamaniu izolacji ludzi od Boga, wywołanej przez ich występek, działa na nas z wieczności i trwa przez całą historię ludzkości.

Pojedyncze prawdziwe elementy jakiejś tradycji naturalnej nie stanowią o tym, że jest ona w całości słuszna, nie można w ten sposób traktować żadnej z nich. Także poszczególne wyznania chrześcijańskie noszą odium człowieczeństwa, czyli braki, niedostatki, ograniczenie, zaniedbania, swój rodzaj pychy i błędu. Musimy przekraczać ramy ludzkich przyzwyczajeń i wspólnotowych zwyczajów, aby naprawdę widzieć Boga.

Ludzie histerycznie wręcz próbują być boscy. To nic trudnego, trzeba być jak Bóg dobrym, mądrym, twórczym, wyrozumiałym, cierpliwym, silnym, pomocnym, pokornym, duchowym, wewnętrznie wolnym. Hindusi uczą świat, że należy stawać się boskim, ale właściwy tego sposób pokazał w swoim ziemskim życiu Jezus Chrystus, a opisują to Ewangelie.

Dziś ludzie poszukują rozkoszy. Indie uczą, żeby nie szukać rozkoszy ziemskich, ale duchowych. Ogród rozkoszy ziemskich jest niczym przy tym, jak niezmierzone są przyjemności duchowe. Chrystus zaprasza nas do miejsca samej radości, przyjemności, światła, absolutnego spełnienia, czyli nieba. Można być do niego dopuszczonym już za życia, o ile odstawi się przyjemności ziemskie i zaufa Bogu.

W tradycji hinduskiej i pochodnych mieści się:

• pierwotna kosmiczna religia podobna do tej, jaką znała w różnych wersjach cała ludzkość,

• lokalne elementy, które ją w praktyce zdominowały, a nie są zdrowe.

Do tych ostatnich trzeba zaliczyć ubóstwianie ludzi (guru itp.), których uważa się za boskie wcielenia, tzw. realizacje boskości. Powiązane jest to z najróżniejszymi spotkaniami z duchami, chociażby przedstawiającymi się jako zmarli nauczyciele. Przykładem tego są szeroko opisywane kontakty wielu współczesnych guru jogi z duchem nazywanym Mahawatar Babadzi. Samo słowo „mahawatar” znaczy tyle, co „wielkie wcielenie boga”. Duch ten wydaje się wręcz przewodnikiem współczesnego hinduizmu, gdyż ukazywał się wielu ważnym guru w XX w., w istotnym stopniu przyczynił się do odnowienia tradycji jogicznej. Mahawatar Babadzi stawia siebie na równi z Chrystusem, jak to opowiadają jego uczniowie. Jogananda tak spisał przekaz tego ducha:

„Mahawatar jest w ciągłej komunii z Chrystusem; razem wysyłają wibracje odkupienia i zaplanowali duchową technikę zbawienia na ten wiek. Dzieło tych dwóch w pełni oświeconych mistrzów – jednego z ciałem i jednego bez – ma inspirować narody do porzucenia wojen samobójczych, nienawiści rasowej, religijnego sekciarstwa i zła – bumerangu materializmu. Babadzi doskonale zdaje sobie sprawę z trendu nowoczesności, zwłaszcza wpływów i złożoności cywilizacji zachodniej, i zdają sobie sprawę z konieczności szerzenia samowyzwolenia jogi równo na Zachodzie i na Wschodzie”.

Można rzec, że to zapis kwintesencji zła pochodzącego z Indii: praktyki i inicjacje pobierane bezpośrednio od ducha, który przedstawia się jako równy Chrystusowi. W taki sposób może siebie przedstawiać jedynie Szatan. Zważywszy, że ten duch to nauczyciel duchowy i dawca inicjacji dla wielu popularnych nauczycieli jogi, widzimy, że ta dziedzina jest napędzana wprost z zaświatów, tych mrocznych i zakłamanych. Tkwi w tym nekromancja, mediumizm, okultyzm, czyli podstawowe błędy duchowe, jakie może popełnić człowiek. Kontakt z tym duchem jest przekazywany przez żywych guru swoim uczniom poprzez inicjacje i praktyki „medytacyjne”. W ten sposób całe społeczności jogiczne poddawane są działaniu tej złej mocy.

W silnie akcentowanym samowyzwoleniu jogicznym może być zawarte także wyzwolenie się od Boga w pysze uznawania siebie za równego Mu. Obserwując przykładowo nieokiełznaną pychę głoszącego własną boskość Satya Sai Baby, nietrudno zauważyć taki kierunek.

Wielu joginów i w ogóle hinduistów wchodzi samodzielnie w kontakt z „duchowymi nauczycielami” pokroju wyżej opisanego ducha. Przedstawiają się oni jako dusze doznające reinkarnacji. Duchy mogą wcielać się w kolejnych ludzi i w wielu naraz. Przekazują przy tym do swojego żywiciela dowolne wrażenia, myśli, obrazy. Cała tak popularna sfera parapsychologii polega na udzielaniu ludziom przez miriady swoich duchowych mocy i poznań w zamian za mieszkanie. Ostatnio popularne jest na całym świecie w ramach New Age korzystanie z przewodników duchowych, czyli duchów, które pouczają ludzi wewnątrz ich umysłów. W świecie religii naturalnych takie obcowanie z duchami traktowanymi jako bogowie, nauczyciele, energie jest czymś codziennym.

Interesujące jest, czy dusze zmarłych potępionych mogą w podobny sposób jak demony koegzystować z żywymi ludźmi. Nie wykluczałbym jakichś postaci czegoś takiego. Istotą tego jest władza. Zły duch nieustannie poszukuje władzy boskiej, którą sobie sam przypisał, a której nie ma. W związku z tym wszelkimi oszustwami usiłuje wyłudzić jej namiastki od ludzi.

Nie wyklucza to u tych samych ludzi doznań mistyki pochodzącej od Boga, gdyż Bóg jest hojny dla tych, którzy Go szukają. Tak powstaje typowa dla gnozy pomieszana postać życia religijnego, gdzie korzysta się bez oceniania ze wszystkich mocy duchowych. Tak było w czasach Eliasza w Izraelu, gdzie czczono obok siebie i Boga, i bogów narodów ościennych. Nie wolno jeść ze stołu Boga i demonów, to dla chrześcijan jeden z najpoważniejszych grzechów. Chrześcijanin powinien umieć to rozróżniać.

Ostatecznym empirycznym i niezaprzeczalnym dowodem na to, że wszelkie jogiczne (i podobne) zjawiska paranormalne pochodzą od złych mocy, jest fakt, że egzorcyzm wykonany w Imię Jezusa Chrystusa kończy zarówno obecność takich mocy, jak i owych zjawisk. Hinduizm to jedzenie z dwu stołów – Boga i demonów. Musimy odsiewać obecne w nim elementy dobra w filozofii oraz poprzedzającej ją mistyce naturalnej, a przy tym bez wahania odrzucać wszystkie przejawy obcowania ze złymi mocami władającymi światem i ludźmi.

(2)

Na koniec jeszcze jedna refleksja. Dziwna rzecz, przez lata życia w wierze, uczestnictwa w różnych wspólnotach w Kościele nie spotkałem nikogo ani na żywo, ani przez sieć, z kim mógłbym porozmawiać o tych tematach, jakie poruszam w tej książce. Teologia, nawet prosta filozofia – wszystko to nie jest w modzie. Dzięki niewielkiemu kontaktowi z ludźmi z religii indyjskich zyskałem możliwość przynajmniej rzeczowej wymiany myśli (co nie znaczy zgody). Gdy patrzę na pobożnego wyznawcę hinduizmu mantrującego bez przerwy Gajatri w nadziei na oczyszczenie z grzechów i pełnego skruchy w sercu oraz zawierzenia Bogu, to choć nie przyjmuje on Chrystusa, nad czym ubolewam, to jednak wydaje mi się bliższy niż znakomita większość nominalnych chrześcijan, z którymi miałem do tej pory do czynienia. To jest paradoks czasów Eliasza. Prorok ten znalazł osobę bliską Bogu i sobie nie wśród Izraelitów, tylko w społeczności najbardziej zagrażającej duchowo wierze izraelskiej, wśród wyznawców naturalnych religii. Nie rozumiem tego, ale takie są fakty.

Odkryłem ostatnio bardzo ciekawego muzyka i ewangelistę, Richa Mullinsa z USA. Według Wikipedii, przeprowadził się on do rezerwatu Indian Nawaho, żeby uczyć dzieci muzyki, choć był już uznaną gwiazdą. Mieszkał tam w swojej chacie do śmierci. Zapytany kiedyś, czy to Bóg nakazał mu nawracać Indian, odpowiedział: „Nie. Myślę, że stałem się zmęczony perspektywą Boga białych, ewangelikalnych z klasy średniej, i sądziłem, że będę miał więcej szczęścia w odnajdywaniu Chrystusa pomiędzy poganami Nawaho”. Przedziwne, jakie to jest prawdziwe.

(3)

Udało mi się tylko zasygnalizować wiele problemów, szczególnie tych dotyczących spotkania chrystianizmu z Indiami i Chinami. Może ktoś inny pociągnie te rozważania dalej. Sam chętnie postudiowałbym więcej Daodejing. Trzeba przeżyć w duchu Chrystusowym te dobre doświadczenia, o jakich uczą doktryny naturalne, żeby wydobyć z nich fragmenty, które pozostaną z nami w wieczności, bo naprawdę pochodzą od Boga. Nie wystarczy czytać i kompilować, jak to przywykli robić ludzie Zachodu.

4. Najbliższa przyszłość duchowa – odrobina science fiction

(1)

Papież mroku

Zdaje się, że w tych ostatnich czasach papież stanie się bestią apokaliptyczną, a Watykan – Nowym Babilonem, coraz więcej na to wskazuje. Jak kiedyś arcykapłan wybrał spokój i zgodę w narodzie, a zabił Boga, tak dziś arcykapłan świata wybierze spokój i zgodę ludzkości w zamian za odrzucenie Boga? Wystarczą niewielkie zmiany w nauczeniu, nawet nie zmiany, a przemilczenia.

Papież stanie się bestią, kiedy dokona papolatrii – sam zastąpi Boga w nauczaniu. Uwielbi w ten sposób samego siebie, a odrzuci Boga. Uczyni się ostatecznym autorytetem, bogiem. Żaden papież, nawet najgorszy grzesznik, dotąd na to się nie poważył. Bywali papieże wypaczający nauczanie czy po prostu się mylący. Wszyscy jednak lepiej czy gorzej uczyli o Bogu. Tylko jeden odrzuci Boga w imię zgody i pokoju dla ludzkości, a ją samą potraktuje jak ostateczną wartość. To nawet nie musi być werbalne i świadome; ważne, że będzie podstawą decyzji doktrynalnych pozornie mało ważnych. To tak jak kiedyś mało ważna była sprawa jakiegoś cieśli z Galilei burzącego chwiejną harmonię między narodami – Judejczykami i Rzymianami.

Biskupi niemieccy, czczący ludzkość i swoją mamonę, za pomocą tych swoich najwyższych wartości przekonujący papieża do odstępstwa, przygotowali grunt pod te posunięcia, które zresztą już trwają. Oddanie czci demonom w postaci bożków indiańskich w bazylice św. Piotra zapoczątkowało ten proces. Wystarczy wspomnieć o poparciu dla sodomitów w ich wołającej o pomstę do nieba praktyce. Zło narasta. Co będzie następne? Powoływanie coraz to nowych synodów, konferencji, dialogowanie wewnątrz ludzkości bez oglądania się na zdanie Boga? A sakramenty? Co będzie zamiast Komunii Świętej, która jest autentycznym zjednoczeniem ludzkości w Bogu, będącym „spoiwem” między nami, kiedy Go przyjmujemy do wnętrza? Kto nie rozumie tego wymiaru Komunii (a co za tym idzie – Eucharystii), ten próbuje tworzyć jej karykatury w postaci zbliżenia ludzi między sobą jako konferowania, spotkań, gestów ogólnoludzkiej przyjaźni wykonywanych na pokaz. Tak kiedyś w Judei najgorsi wrogowie: faryzeusze, saduceusze, Herod i jego dworacy (herodianie), a nawet Rzymianie znaleźli wspólny język i zaprzyjaźnili się w tej jednej jedynej sprawie – w bogobójstwie. Także dziś bogobójstwo znakomicie może stać się pretekstem do równie fałszywych gestów przyjaźni między kierowniczymi siłami ludzkości: kapłaństwem (katoliccy hierarchowie jak saduceusze), uczonymi w Piśmie (protestanci), libertynami (jak herodianie) oraz tą siłą, która faktycznie dyktuje światu swoje przekonania i nim zawiaduje. Jak tę siłę określić? Nie wiem. Wiem jednak, że ona już jest albo nastanie. Będzie odpowiadać niegdysiejszej władzy politycznej Rzymian.

(2)

Religia technologii

Na świecie źle się dzieje. Apokaliptyczny jeździec zarazy narusza podstawy bytowania państw, społeczeństw, gospodarki. Zruszone porządki się załamią. Destabilizacja spowoduje biedę, utratę zaufania dla państwowości, miejscami wojny, ogólny kryzys. Państwa dają nam waluty do płacenia. W czasach kryzysu te waluty będą tracić swoją wartość. Padające banki i instytucje finansowe stracą ludzkie zaufanie. Pojawi się potrzeba niezależnych od państw płatności. Coś takiego już istnieje jako globalny system płatniczy odrębny od banków, choćby PayPal. Waluty obywające się bez banków to kryptowaluty oparte o rejestrację transakcji w powszechnie dostępnych łańcuchach danych. Jeśliby połączyć jedno z drugim, powstanie globalny niekontrolowany lub słabo kontrolowany osobny obieg finansowy. To taki antysystem finansowy dla antyświata z władzą i instytucjami pozbawionymi kontroli państwowej, publicznej. Założycielem PayPal był Elon Musk.

Technologia zmierza wielkimi krokami do opracowania interfejsu w postaci wszczepu do mózgu lub po prostu opaski na głowie przekazującej myśli, przeżycia i łączącej umysły w jeden wielki umysł. Jeśli coś takiego połączy się dzięki wszechobecnemu WiFi (5G) z Internetem, powstanie sieć łącząca bezpośrednio umysły, a omijająca to, co stanowi o człowieczeństwie – decyzję, wolę. Dla wygody dołóżmy zegarek na rękę, jakiś WatchX, sprzęgnięty z opaską na głowie. Ludzie będą doświadczać bezpośrednio płynących z takiego urządzenia emocji, a nie treści. Co ważne, emocjom ulega się automatycznie, bezwolnie.

Ludzkość jest smokiem Apokalipsy. Odruchowe, bezcelowe, nałogowe gapienie się w Internet to składanie hołdu ludzkości i poszukiwanie z nią kontaktu poprzez to narzędzie łączności. Nowa technologia pozwoli być stale online. Koniec człowieczeństwa, ciało Smoka-ludzkości zamiast Ciała Boga. Technika zamiast mistyki. Kto już dziś posiada technologie interfejsu mózgowego? Elon Musk. Kto ma własną sieć poprzez satelity? Elon Musk. Gdy podupadną państwa i naziemna sieć szkieletowa Internetu będzie w wielu miejscach popsuta, połączenie satelitarne stanie się „wybawieniem”. Wybawicielem ludzkości będzie Elon Musk?

Elon Musk pochodzi z RPA, ostoi rasizmu, kiedyś praktykowanego przez białych ludzi, dziś przez czarnoskórych. Destabilizacja państw wywołana obecnie przez lewicę będzie się nasilać. Historia polityki uczy, że kolejnym etapem rozwoju sytuacji jest powrót faszyzmu i autorytaryzmu. W Niemczech ostatnio odkryto, że tamtejsze wojsko kultywuje po cichu hitlerowskie postawy i obyczaje (np. torturowanie Afrykanów „dla zabawy” w czasie działań prowadzonych w Afryce). Pod otoczką liberalizmu w Niemczech – i nie tylko tam – czeka na swój czas duch Hitlera. Dziś nie chce się pamiętać, że okres między wojnami światowymi to był czas autorytaryzmu na świecie, a Hitler miał wielu wielbicieli we wszystkich narodach. Czasy chaosu odsłonią te grupy i zamiłowania. Powrócą rządy twardej ręki.

Okultyzm święci wszędzie na świecie tryumfy nad religią. Transhumanizm – manipulacja człowieczeństwem aż do jego zatraty – już postępuje technicznie, a bardzo wielu o nim marzy jako o wielkim technologicznym kroku ludzkości. Nastaje czas przemiany ludzi w roboty i upiory zarazem. Wszystko to znajdziemy w przekazie partnerki Elona Muska, Grimes. Ona nie musi się ukrywać z poglądami, demonstruje je wszem i wobec. To nie chore urojenie, niestety, wystarczy włączyć jej teledyski, jest piosenkarką.

Przyszłość człowieka to cyberczłowiek, w istocie robot sterowany dzięki technologii. Ten diabolizm i technologia wcale się nie kryją, mają swoje manifesty cały czas dostępne w sieci. Transhumaniczny cyborg, uzależniony od sieci, pozbawiony osobowości, o zapchanym bzdurami z Internetu umyśle, zwykłym hałasem i coraz większym bełkotem płynącym od człowieka do człowieka – to choćby treść teledysków Grimes. Bełkot, diabolizm, technologia, przemoc. Nowy wspaniały świat Elona Muska, który już powstaje.

Dziś już mało kto pamięta, że hitleryzm łączył:

• magię i diabolizm,

• najdoskonalsze technologie,

• pragmatyzm, doskonałą ekonomiczną racjonalność, np. wyrób mydła z ludzi,

• uprzedmiotowienie człowieka, uczynienie z niego totalnego, pozbawionego woli i myślenia, posłusznego robota na służbie swojego władcy.

Kiedyś otwarciem drogi do tego wszystkiego był chaos społeczny, bieda i frustracja. Dziś już mamy chaos społeczny…

Ogólnoludzkie imperium może się obywać bez władzy państwowej, która jednak jest jakoś kontrolowana, wybierana, poddana przynajmniej symbolicznie kontroli publicznej. Dziś widzimy choćby na przykładzie Sorosa, że pieniądze więcej znaczą niż armaty i policje państwowe. Można je dość tanio kupić. Podobnie rozszerza się imperializm chiński, na razie bez armat, wystarczy rzucać na prawo i lewo pieniędzmi i kupować, co się da. Żyjemy w czasach, gdzie imperializm przekształcił się z mocarstwowości opartej na sile oręża na taką bazującą na sile pieniędzy i wpływie na umysły. Ogólnoludzkie imperium posiada już jedno i drugie. Co, kiedy to diaboliczne imperium będzie właścicielem zarówno globalnego pieniądza, jak i globalnej sieci? Jak szybko zostaną zduszone, zmarginalizowane wszelkie inne ośrodki władzy takie jak: państwo, wolna myśl naukowa, kościoły, rodzina, wreszcie wolna wola osoby? Chcecie wiedzieć? Popatrzcie przez okno, posłuchajcie potoków nienawiści od lewicy i od prawicy, w tym jednym zgodnych, że trzeba obalić państwowe porządki. Umysły już są wypełnione irracjonalnym bełkotem z Internetu, wystarczy posłuchać polskiej młodzieży wychodzącej na ulice. To już są posłuszne roboty. Imperium „humanizmu” rozciąga się na cały świat i ujednolica swoją postać w różnych krajach. Jest ponad wszystkimi państwami, a poszczególne rządy są jedynie jego dziesięcioma rogami i diademami, jakie zdobią apokaliptycznego smoka.

Narodowy socjalizm to ustrój, który już panuje w Chinach. Odróżnia się tym od komunizmu, że jego bazą gospodarczą są stosunki własnościowe zbliżone do kapitalizmu. Jednocześnie rządzi partia o charakterze nacjonalistycznym i to ona odpowiada za redystrybucję majątku, czuwając nad jego narodowym charakterem. Partia ta koncesjonuje, komu wolno prowadzić interes. Podobnie było w hitlerowskich Niemczech sponsorowanych przez wielki kapitał mający poparcie władzy. Władza państwowa reguluje wszystkie dziedziny życia, jest totalitarna. Dlatego możemy mówić o socjalizmie, czyli dominacji kolektywu. Taki ustrój mamy też w Rosji, Białorusi i wielu krajach azjatyckich, afrykańskich oraz innych. Obecnie do takiego ustroju dorastają Indie, gdzie władzę spróbuje partia nacjonalistyczna. Ustrój od powstania tego państwa ma cechy socjalistyczne i kapitalistyczne w różnych proporcjach.

Właściwie to demokracja jest już niemal przeszłością, dyktatury o charakterze nacjonalnym i socjalnym w przeważającej mierze zarządzają ludzkością, a tendencja ta się pogłębia. Większość krajów pozornie demokratycznych to w istocie lewicowe dyktatury z rotacją rządów (ale wszystkich bardzo do siebie podobnych) po wyborach dokonywanych spośród ograniczonego grona. Właściwie wyborcy w większości krajów UE, USA, Kanady i innych państw poddani są miękkiej dyktaturze wpływu mediów i lewicowej opinii publicznej. Czasy chaosu spowodują szybsze przekształcanie się demokracji w dyktatury. Bieda doprowadzi do zmiany z globalizmu i kosmopolityzmu w nacjonalizmy. Będzie je łączyć jednakowość w dominacji kapitału i globalnych korporacji, a zróżnicują je nacje i sztandary. Choć będą takie podobne, to staną przeciw sobie.

(3)

Czasy wampirów

Przywódcy, miliarderzy, różni ważni ludzie starzeją się. Jak dodać sobie życia? Jak się uczynić nieśmiertelnym? Wypisuje się rojenia na temat przełożenia jaźni do komputera, ale to bajki. Najlepsze są najprostsze rozwiązania. Nie jest żadną tajemnicą, że bogaci i wpływowi starcy fundują sobie transfuzje krwi od młodych ludzi. Ile jest takich wampirów, Bóg jeden raczy wiedzieć. Z pewnością są to spore rzesze.

Co jednak, gdyby któryś z najpotężniejszych zechciał w ostatecznej potrzebie iść dalej? Trwają już udane prace nad podłączaniem odciętej głowy do aparatury podtrzymującej życie, zapewniającej płyny ustrojowe. Takie głowy żyją jednak krótko. Może lepiej po prostu doszyć głowę do jakiegoś świeżo zamordowanego ciała? W Chinach byłby to zupełnie realny scenariusz. Świeża krew bez ograniczenia dla mądrej głowy. Możliwe jest wyjście pośrednie: głowa na stojaku podłączona do pacjenta w śpiączce. I znowu: w Chinach do wykonania.

Warto wspomnieć, że takie „zmartwychwstanie i życie wieczne” ostatecznego zła jest stałym motywem w kulturze, jakbyśmy wszyscy na to czekali. Za cenę młodego życia ożywa główne zło w Harrym Potterze, w Gwiezdnych wojnach. Sama głowa jest hegemonem w Tej ohydnej sile C.S. Lewisa. Można się śmiać z bajek, ale dlaczego są one takie kochane? Dlaczego wszyscy akurat tak na nie patrzymy? Może są odpowiedzią na zbiorową nieświadomość, powszechne przeczucia… Chyba tak.

Czy taki G. Soros nie byłby w stanie zafundować sobie tego typu kuracji? Byłoby to postępowe, high-tech, humanistyczne w rozumieniu tych obłąkanych czasów. Krew Boga ofiarowana za nas daje nam życie wieczne. Zło parodiuje porządki Boże w taki sposób, żeby czynić ze swoich sług podobne sobie potwory.

(4)

Wielki Umysł

Warto wspomnieć ważną obecnie postać, która prowadzi ludzi na najgorsze manowce. Myślę o J.N. Hararim – żydowskim królu umysłów, bezbożniku bluźniącym Bogu, traktowanym z wielką uniżonością przez ludzi Zachodu jako główny prorok religii ludzkości. Ludzkość to smok apokaliptyczny, a Harrari jest jego główny czcicielem. Jeśli jest ktoś, kto najkonkretniej wyraża ducha antychrysta, to właśnie on. Otacza go kult, jest nazywany „mistrzem’’. Jest gejem i praktykiem buddyjskiej Vipassany. To kwintesencja złych idei, suma zła przenikającego dzisiejsze umysły. Jako myśliciel jest miernotą, ale wysławia i podaje do wierzenia wszelkie podszepty Szatana, jakie ten dziś przekazuje ludziom. Jest zwolennikiem transhumanizmu i orędownikiem czegoś, co można nazwać religią technologii. Czy on podaruje ludzkości Wielki Umysł, aby nią rządził?

Gdy ludzie w tych czasach oszaleją do reszty, zdadzą sobie sprawę, że ich własne posunięcia powodują coraz to nowe katastrofy, wojny, konflikty, szkody. Wtedy z pomocą przyjdzie sztuczna inteligencja, której powierzą władanie nad swoim postępowaniem. Wielki Umysł, nakarmiony myśleniem ludzkich myślicieli, zsyntezuje dorobek ludzkości. Podłączone do niego opaski mózgowe będą odpowiednio zarządzały uczuciami i emocjami posłusznych mu, ponumerowanych jednostek.

Znaną chorobą sztucznej inteligencji jest popadanie w poglądy zbliżone w większym lub mniejszym stopniu do hitleryzmu. W końcu komputer ma tylko rozum. Gilbert Chesterton uświadomił nam, że rozum jest jedyną władzą obłąkanych umysłów. Zdrowi posługują się sumieniem, uczuciami, powściągliwością. Tego wszystkiego brak u obłąkanych, którzy kierują się wyłącznie własną logiką. Doskonale logiczny w sposób demoniczny był hitleryzm; to była pełnia rozumu ludzkiego, szczyty ówczesnej nauki, techniki i pragmatyzmu. To są te same funkcje, którymi dysponuje komputer. Ludzki zdrowy umysł posługuje się szerszym spektrum dróg myślenia.

Ludzie ubóstwią Wielki Umysł, zawierzą mu, widząc w nim ratunek dla siebie przed samymi sobą, kiedy zdadzą sobie sprawę z własnej destrukcyjności i ograniczoności każdego z nas. Żaden ludzki umysł nie jest zdolny panować z korzyścią dla ludzi nad ludzkością. Dlatego zaufają Wielkiemu Umysłowi.

To oczywiście substytut Pana Boga. Jako komputer musi być skażony nagą, zwichrowaną logiką, bo przecież komputer niczego więcej nie może posiadać, zwłaszcza nakarmiony ludzkimi spaczonymi drogami myślenia. Czy przyjmie imię Adolfa 2? Być może, ale na pewno nim będzie.

Dostępne są też technologie, które umożliwiają wyświetlanie hologramów stosowanych do „ożywiania” zmarłych osób na potrzeby koncertów z ich udziałem itp. Gdyby Wielki Umysł połączyć z hologramem jakiegoś zmarłego i wmówić ludziom, że komputer naśladuje jego osobowość, powstałby bardzo medialny sposób funkcjonowania takiej maszyny. Cyfrowe „zmartwychwstanie” także ciekawie koresponduje z atmosferą tych potwornych czasów.

(5)

Syn zatracenia – Antychryst

Kim będzie syn zatracenia? Musi być kimś specjalnym dla demona, wisienką na torcie. Można przypuszczać, że będzie to znany aktywny katolik; ktoś, kto się dobrze porozumie z papieżem mroku. Ktoś, kto wcześniej nawrócił tysiące, a później po odwróceniu się od Boga zdeprawuje miliony. Ulubiona zabawka i zdobycz diabła. Ktoś taki jak Sz. Hołownia. Niegdysiejszy popularny apologeta chrześcijaństwa, obecnie zorientowany na religię ludzkości, transhumanizm, przy pomocy którego ludzie planują samodzielnie zapewnić sobie szczęście i nieśmiertelność. Póki co, na tej drodze produkują kastratów i hormonalne potwory uwiedzione fortpocztą transhumanizmu, jaką jest gender. Antychryst wcale nie musi mieć władzy politycznej czy być nowym królem izraelskim ani kimś wielkim. Wystarczy, że będzie symbolem przemiany świadomości z religii Boga na religię technologii, znakiem tryumfu smoka ludzkości.

Czy tak będzie? Tego nie wiem, choć wiele wskazuje na to, że jest to scenariusz zupełnie wykonalny i prawdopodobny. Chodzi mi o coś ważniejszego. Trzeba dziś myśleć tego typu kategoriami, bo Apokalipsa już się zaczęła i z pewnością będzie pełna katastrof oraz ludzkiej niedoli. Postawi też każdego człowieka przed wyborem, czy złożyć pokłon bestii, jaką stała się ludzkość, czy jednak wierzyć Bogu i Jego nadziei płynącej z eschatologicznego oczekiwania na powrót Chrystusa i ratunek dla świata. Przyjdź, Panie Jezu, maranatha!

(6)

Apokalipsa przedstawia przekształcenie świata o wykrzywionym kształcie w doskonały. Jej istotę stanowi otwieranie Księgi Życia, która jest zwojem z siedmioma pieczęciami. Otwieranie jej, czyli łamanie kolejnych pieczęci, powoduje przeobrażenie świata w Nowe Stworzenie. Żeby tak się stało, musi zniknąć z niego zło. Ludzie, którzy je w sobie noszą, ukażą je, aby mógł nastąpić rozdział kozłów od owiec. Kto się nawróci, w ostatecznym rozrachunku nie musi się obawiać; kto nie, podlega zniszczeniu wraz ze złem, jakie ukochał i w sobie pieści. Nie może być w Nowym Stworzeniu zła, więc następuje jego zniszczenie, dla ludzi je kochających oznacza to ich zniszczenie. Taka jest przyczyna plag, zniszczeń – jest nią przemiana świata. Bóg już nie powstrzymuje zła, jakie ściągnęli na siebie ludzie, pozwala mu się ujawnić, żeby następnie pod wpływem zachodzących zmian na lepsze ostatecznie upadło.

(7)

Co dzisiejszy świat ludzi może dać Bogu za zbawienie? Ludzie nie mają wiary. Nie uświadczymy modlitwy. Nawet już się nie mówi o pokucie, a co dopiero myśleć o jej praktyce. Jak Bóg może zbawić chociaż niektórych ludzi tego wieku? Jedyny dar dla Boga, jaki mogą jeszcze dać ludzie, żeby się zbawić, to jest krzyż. Ludzie nie pozostawili Bogu żadnego wyboru, żadnej swobody, została ostatnia szansa. Łaska Boga może tylko w jeden sposób dotknąć ludzi. To niełatwa sytuacja, bo oznacza, że przyjdą cierpienia. Zasługą jest przyjmować swoje krzyże spokojnie i bez złorzeczenia. Trzeba być na to gotowym. Przygotowaniem do tego jest asceza, wyrzekanie się zbędnych, nadmiarowych przyjemności.

Druga strona medalu jest taka, że Apokalipsa mówi o tym, jak ludzie, którzy w tych strasznych czasach wytrwają w wierze, będą szczególnie wyróżnieni. Samo wytrwanie stanowi dziś wystarczająco wielkie wyzwanie. Kto doda od siebie jeszcze więcej, nie straci swojej nagrody. Ludzie końca czasów, z wieku bezbożności, którzy przechowają wiarę, mogą naprawdę poczuć tę niezwykłą godność królewską dziedziców, czyli współwładców, nawet nieba. To czasy gry o największą stawkę w historii dla każdego człowieka. Można w jednej chwili zyskać niebo albo stracić wszystko.

W tych czasach człowiek może być albo za Bogiem, albo przeciw Niemu – nic pomiędzy nie będzie możliwe. Albo przyjmiesz znak Bestii, który jest znakiem bezbożnego człowieka, humanizmu, obyczajowego liberalizmu, poddania się ludzkości, albo przyjmiesz znamię Baranka na czoło, czyli zachowasz Go w swoim umyśle, w swojej wierze i trosce.

„I usłyszałem liczbę opieczętowanych: sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela (…).

Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: «Zbawienie u Boga naszego, Zasiadającego na tronie i u Baranka».

A wszyscy aniołowie stanęli wokół tronu i Starców, i czworga Zwierząt, i na oblicza swe padli przed tronem, i pokłon oddali Bogu, mówiąc: «Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na wieki wieków! Amen». A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: «Ci przyodziani w białe szaty, kim są i skąd przybyli?» I powiedziałem do niego: «Panie, ty wiesz». I rzekł do mnie: «To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. Dlatego są przed tronem Boga i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy. A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi. Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo paść ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu»” (Ap 7, 4.9–17).

„A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga. Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń. Z takich bowiem są ci, co wślizgują się do domów i przeciągają na swą stronę kobietki obciążone grzechami, powodowane pożądaniami różnego rodzaju, takie, co to zawsze się uczą, a nigdy nie mogą dojść do poznania prawdy. Jak Jannes i Jambres wystąpili przeciw Mojżeszowi, tak też i ci przeciwstawiają się prawdzie, ludzie o spaczonym umyśle, którzy nie zdali egzaminu z wiary. Ale dalszego postępu nie osiągną: bo ich bezmyślność będzie jawna dla wszystkich, jak i tamtych jawna się stała” (2Tm 3, 1–9).

Powyżej jest opis dwu społeczności; każdy musi sam wybrać, do której chce należeć. Czy przechowa pamięć o Jezusie Chrystusie? Czy stosuje w życiu Jego naukę? Czy słucha takiego czy innego tłumu i przyjmuje jego zwierzchnictwo nad swoim sercem, duszą i umysłem?

5. Powrócić do Boga

(1)

W świecie, który ogarnia szaleństwo i zniszczenie, najcenniejszy staje się ten trwały stabilny punkt, na którym można oprzeć budowę wewnętrznego pokoju i harmonii. Takim punktem jest krzyż Chrystusa – duchowe centrum świata. Żeby móc się na nim oprzeć, niezbędna jest odbudowa w sobie prawdy i wiary. Na przekór wszechogarniającej atmosferze ateizmu i obłędu tych czasów, chrześcijanin zdolny jest zachować spokojną powagę i wiarę w Boga.

(2)

Niebieski dom, ojczyzna niebieska

Dom to rodzice i dzieci. Bóg jest Wielkim Rodzicem (w aspekcie ojcostwa i macierzyństwa), a Jego niebo stanowi dla nas ostateczny dom. Kiedyś w przyszłości będzie to Królestwo Boże na ziemi. Bóg stworzył nasze dusze, na ziemi jedynie ubrano je w ciała powstałe z miłości ludzkich rodziców. Każdy dom ziemski i rodzice to tylko blady refleks domu i rodzicielstwa Boga. Chcemy wracać do naszego domu, do naszej ojczyzny, a ona jest przy Bogu. Pragniemy żyć dla tej Ojczyzny, bronić jej, służyć jej, cieszyć się nią. Kochamy więc ponad wszystko Boga, nasz dom, naszego Rodzica. Jesteśmy częścią tej Bożej ojczyzny, którą tu, na ziemi, tworzy zgromadzenie wiernych, doznających Obecności Boga w swoim duchu i życiu. Ziemski dom i ojczyzna, rodzina, ród, naród są rzeczywistościami doczesnymi, poprzez które objawia się rzeczywistość wieczna. Mają te ziemskie rzeczywistości aspekty: realny, symboliczny i objawicielski. Żyjemy dla Boga jako Ojca i Matki, aby był z nas dumny i zadowolony. Więź z Ojcem Niebieskim to najgłębsza naturalna więź na świecie. Bóg to ktoś, którego całym sobą kocham i bronię, za którego walczę. To ktoś, kto wypełnia moje serce; służą Mu także moje przeżycia i emocje. Ta miłość jest napędem, źródłem życia, motorem działania. Stanowi też pociechę, powód do zadowolenia, kiedy dobrze się zasługujemy. Jako Ojciec najlepiej zna mnie i moją naturę. On jest moim Panem, który zleca mi potrzebne dla naszego wspólnego domu prace.

(3)

Przebaczenie

Nie chcemy z różnych przyczyn przyjąć przebaczenia od Boga, wymyślamy sobie fałsze, żeby tego nie czynić. Kłamiemy, że Bóg jest zły, że Go nie ma, że nic nam nie dolega i nie potrzebujemy przebaczenia. Najtrudniej jest po prostu przyjąć przebaczenie i żyć dobrze, jak o tym mówił Chrystus do grzeszników: „Idź i nie grzesz więcej”. Chrystus chce nam przebaczyć, a nasze winy nie są przeszkodą w powrocie do Niego, jeśli Jemu je oddajemy z całymi sobą.

(4)

Mamy słuchać głosów wołających z pustyni. To znaczy wezwań mistyków od początku chrześcijaństwa nawołujących do osobistego nawrócenia. Nastał czas pustyni, nie ludzkich wymysłów, pustoty ideologii, światowego głupstwa. Pustynia to miejsce własnego nawrócenia, zobaczenia siebie w sile i słabości, pięknie i brzydocie. Dziś tylko głos pustyni nas może uratować.

Cały świat jest mniej wart niż własna dusza. Trudno, niech ten świat się wali, nikt już tego nie powstrzyma, złość ludzka stała się zbyt potężna. Zniszczenie musi nastąpić.

Śmierć w naszym czasie staje się bardziej niż kiedykolwiek łaską i uwolnieniem. Trzeba być gotowym na spotkanie z Bogiem. Żyć jedną nogą na ziemi, drugą, a także sercem w niebie.

(5)

Nie warto się martwić samym sobą. Trzeba powierzyć się Bogu, który zdolny jest zająć się każdą sprawą, którą Mu oddajemy. W końcu jesteśmy jakby Jego maskotkami, przytulankami w tym wielkim pudle zabawek, czyli świecie. Czasem trzeba w tym pudełku posprzątać i właśnie nadchodzi taka chwila.

(6)

Trzeba odnaleźć w sobie wdzięczność dla Boga za samo życie, istnienie, nawet jeśli egzystencja na ziemi bywa niełatwa. Bóg nam ją ofiarował w postaci rajskiego życia, to sami ludzie zamienili świat w piekło.

(7)

Posłanie

Mamy do wyboru: powrócić do Boga i zająć miejsce aniołów albo odwrócić się od Niego i zająć miejsce demonów. Być aniołem to być posłanym. Chrystus tuż przed swoim wstąpieniem do nieba posłał swoich uczniów do całego świata. Podobnie anioł na ziemi został posłany do świata przez Boga. Posłany zanosi ludziom światło od Boga i sam staje się tym światłem. Przyjąć posłanie to zrozumieć, że jest się mocą Boga, a moc powinna działać na świat, który jest wciąż jeszcze stwarzany. Nie stworzono nas do snu za życia. Jesteśmy mocą, która ma przemieniać świat na lepszy.

(8)

Mamy przed oczami obraz potężniejącego na świecie zła i zniszczenia. Zło jednak nie powstało teraz, przeciwnie – w swoich ostatnich paroksyzmach właśnie kończy swoje panowanie, choć to zakończenie będzie bardzo spektakularne i wywoła wiele cierpień.

Po nim nastanie nowy początek – Nowe Stworzenie już w pełnej komunii z Bogiem. Podsumowując historię ludzkości, oddajemy ją Bogu jako nasz dar ku Jego chwale, a zarazem zamykamy jej czas. Modlimy się o dopełnienie w nas prawdy. Radość poranka Nowego Świata powinna przezwyciężać w nas troski schyłku ostatniego dnia stwarzania.

CHWAŁA OJCU

I SYNOWI,

I DUCHOWI ŚWIĘTEMU,

JAK BYŁA NA POCZĄTKU,

TERAZ I ZAWSZE,

I NA WIEKI WIEKÓW.

AMEN.